|
AGRADACJA | |
073) Lai, lai, lai!
Powrót
074) Małe dzieci mają ubranka (nawet zimą) tak uszyte, że wszystkie
warstwy są rozcięte w okolicach kupra (od brzuszka, między nóżkami,
aż gdzieś na wysokość lędźwi na pleckach) i gdy dziecko tylko kucnie,
to ubranko się samo z siebie rozsunie, umożliwiając załatwienie
zarówno małej, jak i dużej potrzeby bez konieczności biegnięcia z
tym do mamy. Ubocznym skutkiem jest chroniczne niedogrzanie tych
partii organizmu (przynajmniej tam, gdzie jest zima), co jest jednym
z powodów tego, że w dorosłym życiu Chińczyk ma kłopoty z pęcherzem
częściej, niż cudzoziemiec.
Powrót
075) Czyli persymony - takie jakby słodkawe pomidory rosnące na
drzewie. Popularne nie tylko w Chinach. Patrz też
tutaj.
Powrót
076) Liczi albo śliwka chińska (albo bliźniarka smaczna). Trochę
podobna do śliwki z dużą, okrągłą pestką. Na tej pestce jest cienka,
biała, śliska warstwa jadalna. A na wierzchu twarda czerwonawa
skorupka pełna nierówności niczym skóra jakiegoś jaszczura. Patrz
też: tutaj.
Powrót
077) Sulian = Związek Radziecki. W latach dziewięćdziesiątych
ubiegłego wieku Chińczycy na rynku dość otwarcie szydzili z Rosjan,
oczekując, że wszyscy biali będą zaprzeczać takim pomówieniom i
odstępować od roszczeń stosowania wobec nich ceny, jak dla wszystkich.
Na niektórych to nawet działało. Przykrym wyjątkiem okazywał się
kolega autora, który z szerokim uśmiechem i pewnością siebie mówił
zawsze "Sulian hen da!" (mniej więcej: ZSRR jest wielki), co zbijało
targowych polityków z pantałyku i jeszcze, bezczelny, rozliczał się
skrupulatnie.
Powrót
078) Qian = pieniądze.
Powrót
079) Duibuqi = przepraszam.
Powrót
080) Angielska nazwa (pangolin) pochodzi od malajskiego słowa "ten,
który się zwija", bo przestraszony łuskowiec zwija się niczym jeż w
kulkę.
Powrót