motto: w dobie Euro wszystko będzie łatwiejsze
Kochana redakcjo, piszę ten list, żebyście go wydrukowali w waszej gazecie i żeby inne dziewczyny nie były takie głupie jak ja, bo najlepiej uczyć się na cudzych błędach, a nie tak, jak mnie się przytrafiło. A przede wszystkim, żeby drukować też zdjęcia jak wyglądają zagraniczne pieniądze, bo do Europy idziemy, to trzeba też coś wiedzieć, a nie tak... To ja już od początku zacznę. Pamela naśmiewała się ze mnie, że chłopakom daję z miłości, a nic z tego nie mam, tylko w końcu dzieciaka mi który zrobi. A sama lepsza? Palcami ją wytykają w całym garnizonie, a babka mówiła, żebym się z nią nie zadawała. Ale Pamela jest fajna i oczy mi otworzyła. No bo tak: Krzychu ciągał mnie do lasu tyle razy, a jak chciałam apaszkę, taką jedwabną, to po prostu uciekł i teraz z Kaśką chodzi, a na mnie ani spojrzy. Paweł był lepszy, bo nie żałował i colę i ciastko zawsze postawił, ale okazało się, że kradł i z roboty go wywalili i miał szczęście, że go nie posadzili, Marek za to... ale nie będę o moich chłopakach pisać, tylko o tych pieniądzach nieszczęsnych. No, więc Pamela namówiła mnie, żeby skorzystać z tego, że na naszym poligonie teraz wojska Nato mają manewry i stale jacyś Anglicy czy inni Holendrzy się tu kręcą. I że ona mi powie, jak się dogadać, jeżeli sama nie wiem, za ile takiemu dać. Ja teraz wiem, że to niedobrze i że babka miała rację, że to czyste łajdactwo, ale wtedy pomyślałam sobie, a co! nie ubędzie mi, a zarobię więcej niż ojciec po dwudziestu latach służby. I nie za miesiąc użerania się z ludźmi, tylko za jeden numer! I taka mnie chęć na zakupy wzięła, jak poszłam do tego sklepu przy koszarach, tam gdzie sama pułkownikowa kupuje, że aż mnie sparło; poleciałam do Pameli i mówię, że dobra co mi tam. Pamela się zaczęła śmiać: cholera, co ty taka napalona - mówi? Zaczekaj parę dni, bo następne manewry dopiero w czwartek. No i potem, aż mi wstyd o tym pisać, jak już to wojsko przyjechało, nie powiem, chłop w chłopa postawni, eleganccy, tośmy z Pamelą poszły przez dziurę w płocie wszyscy tam chodzą, na grzyby, albo żeby co ukraść) i zaraz natknęłyśmy się na kilku chłopaków przy jakiejś ichniej ciężarówce. Pamela zaczęła robić słodkie oczy, coś tam nawet do nich gadała w obcym języku, ale niezbyt jej to szło, albo oni byli z innego kraju. Wreszcie dwóch zabrało ją na pakę, a mną zainteresował się ten trzeci. Nawet fajny, wysoki brunet. Gadał coś, ale i tak nie rozumiałam, tylko powtarzałam nauczone od Pameli trzy słowa "łan hand ret", że niby stówa, bo darmo niczego nie ma. I on zaskoczył. Pokiwał głową i poszliśmy w krzaki, gdzie okazało się, że on może i może i przeleciał mnie ze trzy razy - nie to, co Polacy, ale wiadomo - z zachodu facet, tam wszystko lepsze. Wreszcie wyciągnął portfel i dał mi banknot. Patrzę - a to nie obiecane sto, tylko pięćset! Tak się ucieszyłam, że zgodziłam się, żeby facetowi zrobić laskę (jak uważasz redakcjo, że za dokładnie piszę, to te niepotrzebne kawałki wykreśl), bo bardzo chciał, chociaż tak normalnie to chłopakom zawsze odmawiałam, bo tego smaku nie lubię. No i poszłam do osady, a Pamela jeszcze została z tymi swoimi dwoma kawalerami, tylko słychać było, jak szaleją na tej pace. Szłam jak oczarowana - ponad dwadzieścia kawałków w niecałą godzinę! Już planowałam, co sobie kupię, kiedy przyszło otrzeźwienie. Przecież u nas w tym lesie nawet kantoru nie ma! Trzeba będzie zaczekać, aż do miasta pojadę i tam wymienić. I to właśnie był początek końca. Do miasta pojechałam dopiero dwa tygodnie później i jeszcze widzę spojrzenie faceta w kantorze, który tłumaczył mi, że mój banknot to nie pięćset dolarów, tylko pięćset lirów, wart ze dwa złote! Tamto wojsko już pojechało, to nawet nie było na kogo z pazurami lecieć, więc siedzę i płaczę, kochana redakcjo, nad moim losem i proszę was jeszcze raz: drukujcie obrazki, jak wyglądają te obce pieniądze, żeby uchronić wiele niewinnych dziewcząt przed ich własną głupotą. Wasza rozżalona Andżelika.