nowy_gatunek NOWY GATUNEK



Poprzedni rozdział

Spis treści

Następny rozdział


ROZDZIAŁ V


Propaganda głosiła, że na Południu znaleziono dowody świadczące o tym, że planowano tam unicestwienie Północy i zaprowadzenie Refwadismanizmu, który zdążył się tymczasem przez te dwa stulecia zmienić z systemu poglądów naukowych w religię. Jak tam było naprawdę, tego się pewnie nigdy nie dowiemy, bo Południowcy zdążyli zniszczyć wszystkie swoje nośniki informacji w chwili ostatecznego ataku sił zwolenników exodusu. Jako szczególny triumf naszej myśli ogłoszono znalezione laboratorium, którego wyposażenie świadczyć miało o tym, że Południowcy także zrozumieli, że zmniejszenie ludzkości to jedyna słuszna droga ku przyszłości i sami rozpoczęli takie działania na własną rękę. Pojawiły się, co prawda, głosy, że nie do końca rozumiemy, co w tych laboratoriach robiono, ale że wszelkie źródła zostały zniszczone przez samych Południowców, nie było możliwości weryfikacji podejrzeń i poprzestano na wersji oficjalnej.

Te smutne zajścia opóźniły znowu projekt Gniazdo, bo zdziesiątkowana ludzkość nie była w stanie przeprowadzić wszystkiego w założonych terminach. Dlatego nowy harmonogram zakładał znaczne przesunięcia, sięgające całych stuleci. To właśnie dlatego każde odkrycie powodujące choćby i minimalne przyspieszenie (temperatura wciąż rosła) traktowane było jak zrządzenie losu. Jak już wspominałem, dołożyłem do tego i mój kamyczek, rozwiązując pewne zagadnienie teorii grup.

A przecież technologicznie ludzkość była już naprawdę bardzo zaawansowana i to wtedy zbudowano Moriso-Lewa (na miejscu starożytnej osady Qaanaaq). Plusem takiego rozwiązania było przesunięcie się całej ówczesnej ludzkości na północ. Największym problemem stało się zapewnienie odpowiedniej ilości energii niezbędnej do zbudowania zaplanowanej ilości statków kosmicznych. Po kilku wiekach stopień nasycenia cywilizacji możliwościami technicznymi był znowu tak wysoki, że po przegłosowaniu decyzji o Bwat Kontra i zbudowaniu tego gmaszyska byliśmy w stanie umieszczać na orbicie kolejne Gniazda co dwa lata. Po moim odkryciu nawet o kilka miesięcy krócej. Od startu ostatniego statku w roku 4606 minęło już sześć lat. Numer piętnasty był właściwie w połowie transportowcem, bo plan zakładał, że ostatnia konstrukcja weźmie na swój pokład nie tylko ostatnią grupę ludzi (jak już chyba wspominałem, związaną z szeroko pojętą kulturą), ale także dużą część cywilizacyjnego dorobku, niepotrzebnego już przecież garstce tych osób, które zdecydowały się pozostać na Ziemi. A pozostać ktoś musiał, bo niebezpieczne (technicznie możliwe, ale chodziło o względy bezpieczeństwa) były starty bez dodatkowej kontroli z Bwat Kontra. Bo też ze względu na swoją wielkość każde Gniazdo było budowane na orbicie, a ludzi oraz ładunki dowożono małymi rakietami i trzeba było obracać wielokrotnie, żeby statek zapełnić. Gniazdo-15 leciało w kierunku nowej planety przez pięć lat, po czym z milczącego kosmosu przyszła wiadomość wysłana w ostatnich ułamkach sekund przez systemy pokładowe, że statek uległ nieodwracalnej katastrofie. To wówczas popełnili samobójstwo ludzie zajmujący się w Bwat Kontra moralnością obwodów decyzyjnych. Obecnie wszystkich nas, mieszkańców Ziemi jest zaledwie dziewięćset czterdzieścioro i dwoje, a ich średnia wieku wynosi prawie siedemdziesiąt trzy lata. Ile potrwa, żeby zmarł ostatni z nas? Pięć, dziesięć lat? Czy w ogóle jest sens, żeby czekać? Może rozsądniejsze i bardziej ludzkie byłoby zażyć jakieś środki i już się po nich nie obudzić? Urządzenia i tak nas przecież odnajdą, zidentyfikują stan i skremują, chociaż to przecież niepotrzebne, skoro i tak odchodzi się w nicość. Poza tym nikt po nas na Ziemi nie zapłacze, a ci wszyscy na Gniazdach nie wiadomo w ogóle, czy żyją. Jesteśmy epigonami, którzy przeżyli koniec własnej cywilizacji. I tylko czasem ciekawi mnie, czy z naszych urządzeń technicznych, które pozostaną po nas w Bwat Kontra rozwinie się może jakaś kolejna cywilizacja robotów? Energii mają na pięćdziesiąt - sześćdziesiąt lat, więc kto wie?

Pomieszczenie Obserwacji Terenów Merydionalnych otworzyło się bezszelestnie, gdy podszedłem do drzwi. Wszystko było tak, jak lubię: światła włączone, klimatyzacja ustawiona na 27 stopni, główna centrala typu Ayiti-9A (to dla upamiętnienia wyspy, z której wszyscy pochodzimy8)) pokazywała na stole podawczym trójwymiarowe dane o tym, co wydarzyło się od chwili opuszczenia przeze mnie miejsca pracy. Rzuciłem okiem i pot zrosił mi czoło. Tak, nie myliłem się w moich podejrzeniach, które rosły we mnie od jakiegoś czasu! Obraz z pewnego szczególnego miejsca, położonego niedaleko byłego miasta Refwadismanów był jednoznaczny. Pomyślałem przez chwilę, żeby zażądać natychmiastowego połączenia z Ame Twoup9), która całym swoim dziesięcioosobowym składem miała nas, w założeniu, chronić przed … no właśnie – przed czym? Po chwili namysłu zrezygnowałem z tego pomysłu. Ci emerytowani wojskowi byli najtępszą grupą zupaków pośród całej naszej „ludzkości”. Może lepiej, żeby nie wiedzieli o tym odkryciu – pomyślałem podekscytowany, nakazując jednocześnie, by centrala pokazała mi zbliżenie ruchomego obrazu w czasie rzeczywistym.

Nie miałem najmniejszej wątpliwości – oglądałem zaranie nowej ludzkości! Powstałej, zapewne, na skutek jakichś eksperymentów Południowców. Przed moimi oczyma, wśród gęstej zieleni, siedziała grupka kudłatych hominidów! Wielki samiec kopulował właśnie z dużo drobniejszą samicą, dwie inne zajmowały się odzieraniem jakichś bulw ze skóry, obok igrała czwórka, czy piątka dzieci, a na skraju polanki płonęło - tak! - płonęło małe ognisko! Jedna z samic podniosła pysk (twarz?), spoglądając wprost w ukryte przed nią urządzenie szpiegowskie i przez moment miałem wrażenie, że patrzymy sobie w oczy - spojrzeniem pełnym ciekawości i nadziei.


KONIEC


======================

8) Językiem używanym przez ludzkość w tym opowiadaniu był zatem kreolski haitański (kreyòl ayisyen).

9) Grupa Zbrojna


Poprzedni rozdział

Spis treści

Następny rozdział


© YPY - Strona poprawiona i publikowana 27.12.2012