Agradacja AGRADACJA

Poprzedni rozdział

Spis treści

Następny rozdział



ROZDZIAŁ XX: PRODUKCJA

Chiny produkują właściwie wszystko, o czym tylko można zamarzyć. Często nie przejmując się żadnymi licencjami, umowami itp. Różnego rodzaju piractwo jest tolerowane przez władze, a zagraniczne koncerny szukające sprawiedliwości przed chińskimi sądami bywają mocno zdumione zapadającymi werdyktami. Bo też wydaje się, że o sprawiedliwość można walczyć jedynie wtedy, gdy ma się dobre guanxi, a jeśli nie - lepiej o sprawie zapomnieć. Kto tej oczywistej prawdy nie rozumie, ten ponosi tylko niepotrzebnie koszty.

Przemysłowcy chińscy są bardzo elastyczni. Trzeba zrobić na za tydzień coś, co innym zabrałoby trzy? Nie ma sprawy! W końcu to nie oni padają na nos przy taśmie, dając sobie urwać członki, tylko ten bezimienny tłum, całkowicie nieprzebrany, harujący za marne pieniądze, nie mający dokąd pójść, a więc będący całkowicie w garści kapitalisty, który marzy tylko o tym, żeby stać się wreszcie prawdziwym tycoonem112). Liczy się tylko zysk, a dla zysku trzeba się nieraz postarać. Kontrahent żąda - kontrahent otrzymuje. Kto się zawaha, może wypaść z gry, bo inni tylko czyhają, żeby zająć z takim trudem wypracowane miejsce. A przecież w okolicy podobnych fabryk jest wiele, bo gros z nich powstało w Specjalnych Strefach Ekonomicznych, a najlepiej prosperują te z nich, które przylegają113) do Hong Kongu i Macao. Tam płace są najwyższe, tam o pracę łatwiej i tam przyjeżdżają niezliczone rzesze młodych ludzi, którzy marzą o sukcesie.

Chiny produkują wszystko: ubranka dla dzieci, makarony, zupki w proszku, przetwory owocowe, buty, galanterię skórzaną, meble, wyroby jubilerskie, najróżniejsze gadżety gospodarstwa domowego, mikrofalówki, pralki, lodówki, zegarki, aparaty fotograficzne, lornetki, maszyny do szycia, skutery, rowery, radia, klimatyzatory, podzespoły komputerowe (łącznie z pamięciami), kolumny głośnikowe, lampy, monitory, laptopy, długopisy, zabawki, koszule, bieliznę, narzędzia, pompy, sprężarki, zawory, silniki elektryczne, grzejniki, statki itd. Można długo wyliczać i chyba prościej byłoby powiedzieć, czego się tam nie produkuje. Bardzo wiele produktów chińskich to zwykły chłam, rozpadający się po drugim, czy trzecim użyciu. Prawdą też jest to, że wiele firm zachodnich otwiera swoje oddziały w Chinach, licząc na wielkie zyski. Tak więc dzisiaj prawie wszystkie tańsze wyroby znanych marek też są oznaczone etykietką "Made in PRC114)". Wówczas prędkość taśmy produkcyjnej jest niższa i uzyskana jakość lepsza. Gdy produkuje się dla mniej znanej marki, taśma zasuwa jak dzika, więc i ilość niedoróbek od razu wzrasta. Chiny są też producentem dużej liczby samochodów na licencji (Volkswagen, Audi, Jeep, Daihatsu, Citroen, Peugeot i inne) i całej masy podzespołów samochodowych. W niezwykle prężny sposób rozbudowano przemysł stoczniowy, budując statki dla armatorów krajowych i obcych, zabierając w ten sposób dużą część rynku produkcji okrętów Korei Południowej i Japonii, a także utrudniając życie tej branży w Chorwacji, czy w Polsce.

Najdziwniejszą dla autora sprawą jest napływ do Chin kapitału zagranicznego. Wszyscy zdają się nie zauważać, że wszelkie joint ventures115) muszą posiadać przewagę własności chińskiej (minimum 51%). Zysk zaślepia kapitalistów zachodnich tak bardzo, że nie chcą pamiętać (a może nigdy o tym nie czytali?) słów towarzysza Włodzimierza Iljicza: "kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy". A przecież autor, po swym krótkim pobycie w Chinach, uważa, że na tyle poznał mentalność dalekowschodnią, że jest właściwie pewny jednego - gdy przyjdzie czas właściwy, zagraniczni wspólnicy zostaną z uśmiechem wystawieni do wiatru. Ten czas właściwy nadejdzie w momencie, gdy kapitaliści chińscy poczują, że mają już rodzimy potencjał intelektualny - inżynierów, którzy będą w stanie, bez konieczności oglądania się na obcych, opracować konstrukcje oraz technologie. Że nie potrzebują już ani obcych pieniędzy, ani zagranicznych technologii. Prawdopodobnie ten moment nadejdzie szybciej, niż większość tych, pożal się Boże, businessmanów z Nowego Jorku, Londynu, czy Paryża sobie wyobraża. W końcu Japonia na początku swego rozwoju industrialnego też produkowała zwykły szajs, nie wart wzmianki w poważnych kręgach. Zmieniło się to diametralnie w ciągu gdzieś tak sześćdziesięciu - siedemdziesięciu lat i dzisiaj nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje japońskiej myśli technicznej. Chińczycy są ambitni i potrafią czekać. Ale gdy tylko się doczekają, z pewnością nie będą mieli litości, bo na Dalekim Wschodzie to słowo nie zrobiło wielkiej kariery. Tak więc może synowie, a najpóźniej wnuki tych kapitalistów, którzy dla chwilowego zysku przenieśli produkcję do Chin, staną przed najczarniejszym scenariuszem - zostaną wysadzeni z rynku i zbankrutują. Zyski przejdą w ręce chińskie, a potomkowie tych zachodnich naiwniaków będą mogli, co najwyżej, pójść na cmentarz i zanieczyścić w niemej i bezsilnej wściekłości groby przodków. Bo też nic innego im nie pozostanie. No, może jeszcze palnięcie sobie w łeb. Dlatego autor tak bardzo dziwi się krótkowzroczności przemysłowców i polityków z krajów rozwiniętych. Niezrozumiałym jest też fakt, że na Zachodzie pełno różnego rodzaju profetycznych mówców, którzy z zapałem wieszczą Sodomę i Gomorę w przypadku używania dezodorantów, które nie będą ozone friendly. Tu społeczeństwa zachodnie widzą na dwadzieścia siedem pokoleń naprzód. A gdy przyjdzie do realnej oceny przyszłości współpracy z Chinami - wszyscy jak na komendę nabierają wody w usta, jakby faktycznie wierzyli, że stan obecny musi trwać zawsze. Chyba już najwyższy czas się obudzić.

Poprzedni rozdział

Spis treści

Następny rozdział



© YPY - Strona poprawiona i publikowana 30.05.2009