Agradacja AGRADACJA

Poprzedni rozdział

Spis treści

Następny rozdział



ROZDZIAŁ IV: PISMO

Pismo chińskie ma kilka tysięcy lat. Niewątpliwie jest to najstarsze pismo wciąż używane przez ludzi. W końcu Sumerowie, czy starożytni Egipcjanie też mieli swoje systemy zapisu mowy, jednak każde z tych pism stało się martwe tysiące lat temu. Z pismem chińskim jest inaczej. Od kilku tysięcy lat jest z powodzeniem używane przez Chińczyków; zostało także eksportowane do Japonii, zapłodniło pewnego władcę Korei do stworzenia własnego pisma, które cieszy się powodzeniem od ładnych kilkuset lat, wpłynęło na inteligentów w wielu krajach sąsiadujących z Chinami, będąc nośnikiem kultury i wiedzy. To frapujący przyczynek do rozwoju cywilizacji.

Jeśli w Europie znaki chińskie traktuje się jak mniej lub bardziej estetyczny obrazek, ładnie wyglądający na bawełnianej koszulce, tak samo w Chinach litery alfabetu łacińskiego są raczej tylko nośnikiem pewnej wizji estetycznej. Niejednokrotnie można tam zobaczyć ludzi w koszulkach z napisem ASQQW KNVRC, bo dla nich to zupełnie wszystko jedno. Tak samo, jak dla Europejczyka, kiedy nosi coś po chińsku na swojej koszulce. Co więcej, na rynku w Chinach można dostać za grosze odpady produkcji na eksport, odrzucone przez kontrolę. Zwykle z powodów językowych, a już zdążono wyprodukować tysiące koszulek, gaci, czy czapek, będących podróbkami czegoś tam. Autor sam kupił swego czasu swoim dzieciom czapki (w Szanghaju słońce potrafi przypiekać) z napisem AMUP, bo producentowi było dokładnie wszystko jedno, co tam drukuje w mowie barbarzyńców. No i pomylił się szpetnie, bo odwrócił kolejność liter. Miało być PUMA, a wyszedł tajemniczy amup. Takich przykładów można mnożyć na dziesiątki, o ile nie na setki.

Znak chiński składa się z kresek i kropek. Właściwie te kropki to krótkie kreski, ale Europejczykowi pewnie wszystko jedno. Dowolny znak może składać się z kilku do kilkudziesięciu kresek. Wartości skrajne to: jedna kreska i, na drugim krańcu, trzydzieści kilka kresek (albo bardzo podobnie). Kolejność pisania jest ściśle określona: od lewej do prawej i od góry w dół. Co więcej, nawet kierunek pisania poszczególnych kresek jest ustalony i biada temu, kto go naruszy - wyjdzie na prostaka, który nie wie, co i jak, a jego pismo będzie krzywe jak siedem nieszczęść, budząc uśmiechy politowania. Istnieje kilka rodzajów podstawowych kresek, z których buduje się bardziej skomplikowane znaki: kreska pozioma prosta, pozioma z haczykiem na końcu, pionowa prosta, pionowa z haczykiem na końcu, ukośna, ukośna z haczykiem, zagięta, ukośna krótka, krótka z góry w dół, krótka z dołu w górę12) itd. Nie ma chyba sensu opisywać tu każdej z nich. Ich kombinacje tworzą bardziej złożone znaki. Pewne znaki składają się z kilku znaków prostszych, a niektóre proste znaki zostały wybrane jako charakterystyczne wyróżniki (klucze), umożliwiające odnalezienie całego znaku w słowniku.

To skomplikowane pismo wcale nie jest proste nawet dla samych Chińczyków. Analfabetyzm wciąż jest tam problemem, pomimo buńczucznych zapewnień rządu. Co więcej, nawet ludzie piśmienni mają problemy, które cudzoziemcowi wydają się z innego świata. Jak już wspomniano uprzednio, wszystkich możliwych dźwięków w putonghua jest mniej niż 400. Dlatego bardzo wiele słów jest homofonami, to znaczy, że brzmią identycznie, pomimo zupełnie różnego znaczenia. No i, jeśli dla jednego dźwięku jest, na przykład, osiem, czy też trzydzieści pięć znaków (każdy czytany tak samo, z tym samym tonem), to nic dziwnego, że przy pisaniu Chińczyk miewa problemy. Bardzo często można zobaczyć grupkę ludzi, którzy dyskutują, czy właściwy znak jest taki, czy też siaki. Polega to na tym, że przywołują prostsze słowa, w których występuje znak, który jest według nich właściwy. Wygląda to tak, że pytają, czy ten znak X to ten sam znak, który występuje w złożeniu YX. Brzmi to, na przykład, tak: czy znak "hang", o którym mówimy, to to samo "hang", które jest w słowie "yinhang" (yinhang to "bank", ale nie ma to tu żadnego znaczenia, bo chodzi tylko o pewne zjawisko)? Dopełniacz tworzy się przez słowo (sylabę) "de", więc brzmi to mniej więcej "yinhang de hang" (czyli: hang z yinhang). Dyskusje mogą być zażarte, co z początku dziwi, a później, biorąc pod uwagę mnogość chińskich znaków, wszystko cudzoziemcowi obojętnieje. Pominięcie jednej kropki, czy kreski daje w rezultacie całkowicie inne słowo. Sami Chińczycy uwielbiają żarty na ten temat, publikując w gazetach przykładowe listy dziewczęcia z prowincji, które, niedokształcone, pisze do rodziców z licznymi błędami (tu nie doda kreski, tu napisze jedną za dużo) i wychodzi jej, że zamiast skarżyć się, iż z powodu ciasnoty musi w mieście spać na jednym łóżku z szanowną ciotką, to okazuje się, że śpi ze starym wilkiem. Chińczycy zaśmiewają się do łez z takich żartów, hermetycznych dla cudzoziemców i niezwykle trudnych do przetłumaczenia.

Generalnie obowiązuje zasada jedna sylaba = jeden znak. Wyjątkiem jest tu tylko słowo "biblioteka" (tushuguan), które stworzono w okresie prób uwspółcześnienia języka klasycznego. Jest to jedyny znak, który czyta się jako trzy sylaby. Żeby było trudniej, ta wiedza jest już dzisiaj przestarzała, bo obecnie zastąpiono ten trzysylabowy znak trzema13) odrębnymi znakami (tu + shu + guan), co ujednolica pisownię. Bo znaki zmieniają się, mają własną historię, a niektóre mają dwie formy: uproszczoną i tradycyjną. A było tak, że komuniści, mając na uwadze katastrofalny wskaźnik analfabetyzmu, postanowili wprowadzić reformę pisowni, upraszczając wiele najczęściej używanych znaków. Miało to ułatwić ludziom życie, aby uczyli się znaków łatwiejszych, a nie trudniejszych. Jak postanowili, tak też zrobili. Jednak inne kraje używające pisma chińskiego (Hong Kong, Macao, Tajwan, a w pewnym stopniu Japonia) zignorowały reformę pochodzącą z komunistycznego Pekinu i dalej pisały i drukowały znakami tradycyjnymi. Jedynie Singapur dobrowolnie przyjął wersję uproszczoną. Teraz Chińczyk z ChRL, biorąc zagraniczną gazetę, musi znać zarówno nową formę znaku, jak i jego kształt tradycyjny. Pomysł, który miał ułatwić życie ludziom, okazał się w sumie kolejnym utrudnieniem. Co więcej, w samych Chinach kontynentalnych zapanowała pewnego rodzaju moda na pokazywanie, że zna się tradycyjną formę znaków (dużo trudniejszą).

Pismo nie jest niezmienne, bo wykopaliska archeologiczne wykazały, jakie były wczesne formy znaków. Najstarsze odkryte znaki były zapisywane na skorupach żółwi, łopatkach zwierząt itp. Niewątpliwie istniało wróżenie polegające na ustalaniu, gdzie nastąpiło pęknięcie na kościach. Podczas gdy u nas biegano jeszcze z oszczepem po kniei i nikomu nie śniło się, że mowę można jakoś zapisać, w Chinach już wówczas istniało bałwochwalcze wpatrzenie w biurokrację. Na kościach zapisywano bowiem nie tylko pytanie, nie tylko, kto je zadaje, ale też nazwisko urzędnika, który pytanie przyjął. Znaczyłoby to, że wróżenie było jakoś ujęte w oficjalne ramy i byle kto nie mógł się nim zajmować. Później kości (czy skorupy żółwia) w jakiś sposób podgrzewano tak, by popękały i z tego, jak popękały wnioskowano, czy odpowiedź na pytanie jest twierdząca, czy negatywna (bowiem pytanie musiało być tak sformułowane, by odpowiedź mogła być jednoznaczna: tak lub nie). Duża część pisma zaginęła z powodu nośnika, który okazał się nieodporny na upływ czasu - na przykład deseczki z bambusa, jedwabne zwoje itp. Warto też tu przypomnieć, że papier to wynalazek chiński. Chińczycy wierzą, że pismo kazał zreformować pierwszy cesarz (Huang Di), zwany też Żółtym Cesarzem. Ponieważ wszystko (prawo, architektura, administracja, wojsko itd.), według tradycji chińskiej, miało się na dobre zacząć od jego rządów, więc pewnie to tylko legenda. Prawdą jest jednak to, że można wyodrębnić kilka sposobów pisania znaków chińskich. Najciekawszym z nich wydaje się tak zwane pismo trawiaste, używane do dnia dzisiejszego przez niektórych kaligrafów (uwielbiał je Mao Zedong). Polega ono na takim prowadzeniu pędzla, żeby maksymalnie uprościć znak, zapisując go w formie powodującej głębokie zadziwienie nawet dobrze wykształconego człowieka, że można w ogóle w taki, a nie inny sposób znak przedstawić. Formy trawiaste wymagają dużej wyobraźni i znajomości najczęstszych sposobów skracania linii pędzla. Skutek pisania pismem trawiastym jest zazwyczaj taki, że tekst daje niebotyczne doznania obcowania z ponadczasowym pięknem, ale jest, niestety, całkowicie nieczytelny, co tylko podnosi w oczach Chińczyków jego wartość, bo pismo nie jest dla każdego, dla byle kogo, tylko dla tych, którzy są do tego odpowiednio przygotowani dzięki długim latom trudnych studiów, a wszak miło jest czuć się elitą intelektualną.

Pisze się teraz najczęściej od lewej do prawej, ale można robić to inaczej. Jeśli chce się uzyskać wrażenie archaizacji, dobrze jest pisać pionowo, każda kolejna kolumna na lewo od poprzedniej. Będzie się to każdemu nieodparcie kojarzyło z zapisem na bambusowych deszczułkach, złączonych bokami. Można też pisać w poziomie - od prawej do lewej, ale to obecnie rzadkość. Znaki chińskie należy pisać przy pomocy pędzelka, który pozwoli na eleganckie cieniowanie kreski, zmieniając wraz z naciskiem dłoni jej grubość. Jednak takie rozwiązanie dobre jest do celebracji zapisu, starannej kaligrafii, więc nie przetrzymuje parcia codziennego życia. Dlatego pędzelek zostawia się na specjalne okazje, ćwiczenie kaligrafii itp., zaś na co dzień pisze się normalnie wiecznym piórem lub długopisem. Tusz do kaligrafii (i inne przybory - głównie rodzaj tacki z wgłębieniami do rozcieńczania tuszu wodą) to zupełnie osobna historia i według Europejczyka bardziej pasuje do rozdziału o sztuce niż do rozważań o piśmie. Niewątpliwie jednak w Chinach jedno jest z drugim nierozłącznie powiązane i sztuka malarstwa zawiera w sobie kaligrafię (bo obraz trzeba podpisać i jest okazja do pochwalenia się jeszcze jednym swoim kunsztem), a kaligrafia ma w sobie coś z malarstwa. Zamorski diabeł najczęściej niewiele z tego rozumie, ale to tylko jego problem. Ach, no i jeszcze jedno. Pędzelek trzyma się pionowo (inaczej niż długopis), a przegub dłoni musi być sztywny - żeby coś napisać, trzeba ruszać całym przedramieniem, uginając rękę w łokciu. Co kraj to obyczaj.

Nie jest niczym dziwnym, że idąc ulicą zobaczy się nagle wielki neon ukazujący coś w kształcie bukłaka, z którego wyciekają krople płynu. To zwykła reklama pijalni alkoholu. Chińczycy uwielbiają deformacje znaków, co dostarcza im nowych doznań i jest powodem prawdziwego zadowolenia, że oto można było wpaść na taki, a nie inny pomysł. Znak "napitek" (jiou) składa się bowiem z trzech krótkich kresek po lewej stronie (jedna nad drugą), a po prawej (która jest kilka razy szersza), od góry, idą: rodzaj daszka, a pod nim kwadracik przekreślony poziomo kreską, a daszek z kwadracikiem jest połączony dwiema kreskami, wchodzącymi w ten kwadracik i wygiętymi na dolnych końcach, jakby jakaś szyjka karafki. I teraz, jeśli całość trochę się przekręci, kwadracik znacznie powiększy niby bukłak, a z tego daszka niczym z dzióbka spływają gustownie trzy krople (dwie mniejsze, a jedna większa), to wrażenie jest kapitalne i każdy od razu chce połączyć doznania intelektualne z bardziej przyziemnymi, wchodząc na jednego. Gan bei! (to popularny chiński toast).

Znaków jest obecnie kilka tysięcy. Wielki słownik języka chińskiego, opracowywany mozolnie w Pekinie, a uwzględniający każdy znak, jaki tylko udało się odkopać archeologom, wylicza, podobno, kilkadziesiąt tysięcy znaków14). Słownik chińsko - rosyjski, wydany w Moskwie w osiemdziesiątych latach ubiegłego stulecia, podaje 15.000 znaków, wliczając w to formy uproszczone i tradycyjne. Mniejsze słowniki ograniczają się do kilku tysięcy. Granicą, jaką arbitralnie ustalono dla określenia, kto jeszcze jest analfabetą, a kto już nie, jest podobno tysiąc znaków dla wieśniaka i dwa tysiące dla człowieka z miasta. Przeciętny człowiek zna ich ponoć trzy do pięciu tysięcy. Jeśli jest wykształcony, to ta liczba wzrasta o znaki z jego dziedziny wiedzy (nieraz kolejne kilka tysięcy). Jednak inżynier może mieć straszne kłopoty, gdy napotka znaki określające pojęcia prawne lub medyczne i vice versa - lekarz, czy prawnik spędzą długie minuty nad słownikiem, chcąc przeczytać tekst o budowie tokarki numerycznej.

Słownik to osobna historia. Skoro zapis jest dokonywany znakami chińskimi, to podział alfabetyczny bierze w łeb. Jak więc radzić sobie, gdy znajdzie się w tekście nieznany znak i nawet, na dobrą sprawę, nie wiadomo, jak się go czyta? Są tu, generalnie, następujące możliwości:

1. Metoda fonetyczna: doskonała, gdy wiadomo, jak się znak wymawia. Trzeba tylko odszukać na alfabetycznej liście (część pomocnicza słownika) danej sylaby odpowiedni znak, sprawdzić, jaki jest jego numer w słowniku i we właściwej części słownika odszukać ten numer. Ewentualnie, jeśli słownik ułożony jest alfabetycznie - iść od razu pod właściwą literę.
2. Metoda według klucza: chyba najstarsza z możliwych metod. W zamierzchłych czasach uznano, że niektóre znaki (które często powtarzają się jako składowe bardziej złożonych znaków) będą tak zwanymi znakami - kluczami. Tych wszystkich kluczy jest 188 (choć niektóre słowniki podają wyższą liczbę). Sprawdza się, który klucz znajduje się w szukanym znaku. Liczy się jego kreski. W pierwszej, pomocniczej części słownika odnajduje się klucz (na przykład: klucze o dziewięciu kreskach to numery od 177 do 181, niech nasz klucz to będzie 176 < x < 182), a później, w drugiej części słownika szuka się w rozdziale tego właśnie klucza (rozdział nr: x) i odpowiedni podrozdział w zależności od liczby pozostałych kresek znaku. Tam będzie kilka bądź kilkanaście znaków o danym kluczu i określonej liczbie pozostałych kresek. Odnajdujemy nasz znak, sprawdzamy, jaki ma numer w zasadniczej części słownika (na jakiej jest stronie, albo jak się go czyta, o ile zasadnicza część słownika jest ułożona alfabetycznie - metody mogą tu być różne) i idziemy właśnie tam.
3. Metoda czterech rogów: Różnym rodzajom kresek znaku przypisuje się konkretne liczby od 0 do 9. Dla danego znaku określa się, jakimi liczbami opisze się jego cztery rogi jako funkcje tam znajdujących się kresek. W ten sposób uzyskuje się charakterystyczną liczbę, jedyną dla konkretnego znaku. W spisie wszystkich możliwych takich liczb czterocyfrowych odnajduje się nasz znak.
4. Metoda dolnego prawego rogu: Odnajduje się rodzaj kreski w dolnym prawym rogu znaku. Sprawdza się (osobna tabela), w której części słownika znajdują się znaki o takiej kresce w tym rogu. Później patrzy się, jakie są charakterystyczne cechy znaku i idzie do tej części słownika, gdzie zaczynają się takie właśnie znaki. No i trzeba jeszcze chwilę tam poszukać.

Kiedy wprowadzono piyin, pojawiły się gorące dyskusje, czy może należało by znieść jednym postanowieniem wszystkie znaki i przejść, raz i na zawsze, na zapis alfabetem łacińskim. Nie byłby to, w końcu, krok tak zupełnie nowatorski. Przecież Republika Turecka, powstała po upadku Imperium Ottomańskiego też rewolucyjnie zerwała z zapisywaniem języka tureckiego alfabetem arabskim i przejście na pismo łacińskie okazało się możliwe. Jednak w chińskim istnieje cała masa homofonów - sylab, które wymawia się identycznie (nawet z identycznym tonem), a ich znaczenie jest całkowicie różne. W końcu, jak już wcześniej podano, sylab jest wszystkiego mniej niż czterysta. W czasie tych dyskusji opublikowano wiersz "O Shi Shi, który chciał zjeść dziesięć kamiennych lwów". Shi Shi to takie samo nazwisko, jak każde inne, ale już treść była dość dziwna, bo z pogranicza onirycznej groteski. Wiersz traktowany jest przez niektórych jako żart, a przez innych jako bardzo poważny argument na rzecz zachowania tradycyjnego zapisu znakami. Cały problem polega bowiem na tym, że wiersz jest czytelny tylko wówczas, gdy zapisze się go tradycyjnymi znakami, bo gdy użyje się pinyin, to każde słowo brzmi dokładnie tak samo (nawet zaznaczenie tonów niewiele pomaga) i oczom ogłupiałego czytelnika ukazuje się taka mniej więcej forma (tony pominięto):

Shi shi shi shi shi shi shi shi
Shi shi shi shi shi shi
Shi shi shi shi shi shi shi shi


I tak przez kilka wersów. Wiersz opowiada o tym, jak to głodny Shi Shi postanowił zjeść dziesięć kamiennych lwów, upolował je przy pomocy strzał, ułożył w pomieszczeniu, które podchodziło wodą, więc lwy trzeba było suszyć. Szczegóły oraz tłumaczenie można z łatwością znaleźć w internecie w Wikipedii15).

Japończycy żyli sobie spokojnie, nie niepokojeni przez nikogo do szóstego wieku n.e. W 552 r n.e. przybyli do tego kraju mnisi buddyjscy, pragnący rozpropagować swoją religię. Ponieważ przybyli z Chin, więc przywieźli ze sobą umiejętność pisania i w ogóle wiele chińskich zdobyczy kulturalnych. Pismo japońskie powstało więc z chińskiego i do dzisiaj większość znaków jest taka sama. Chińska zasada "jeden znak = jedna sylaba" została jednak w Japonii złamana już na samym początku, bo zastosowano zasadę, że znaczenie znaku pozostaje, a znak czyta się tak, jak brzmi japońskie słowo. I tak, na przykład, znak oznaczający górę, który po chińsku czyta się: "shan", po japońsku brzmi "yama". Istnieje jednak też wersja zsinizowana (san), odzwierciedlająca chińską wymowę z VI-VII wieku. Z tego powodu znaki japońskie można często czytać na dwa i więcej sposobów, w zależności od kontekstu. Pozostaje to w kardynalnej sprzeczności z zasadami chińskiego, gdzie dowolny znak zawsze16) czyta się tak samo. Ponieważ japoński i chiński należą do zupełnie różnych grup językowych, więc przy zapisie japońskiego pojawiły się kłopoty, bo nie wiedziano jak oddać sylaby charakterystyczne tylko dla tego języka ze względów gramatycznych, a zupełnie nie występujące w chińskim. Powstały dwa dodatkowe sylabariusze (katakana i hiragana, każdy po kilkadziesiąt znaków wyglądających jak bardzo uproszczone znaki chińskie), które ten kłopot rozwiązały. Obecnie pismo japońskie wygląda tak, że zasadnicze znaki są takie same, jak chińskie, a pomiędzy nimi występują dodatkowo znaki katakana lub hiragana. Istnieje też zwyczaj, że trudniejsze znaki są dodatkowo zapisywane maleńkimi znakami japońskimi obok dużego znaku chińskiego, aby łatwo było znak przeczytać. W sumie - zarówno Chińczyk, jak i Japończyk, wziąwszy do rąk gazetę w języku sąsiada, będą wiedzieć z grubsza, o czym się tam pisze, jednak każdy będzie czytał po swojemu i drugi, słuchając, nie będzie go rozumiał.

W okolicy istnieje jeszcze jedno pismo, całkowicie odmienne, choć zainspirowane chińskim - to pismo koreańskie. Jest to pismo, które nie wyewoluowało z jakiegoś innego, tylko zostało od początku do końca wymyślone w XV wieku n.e. Podobno przez jednego z władców koreańskich. Można też znaleźć opinie, że jest to pismo, które najlepiej na świecie oddaje charakter mowy, którą zapisuje. Pismo składa się z dwudziestu kilku elementów podstawowych (kwadracik, kreska, kreska z haczykiem, kółka itd.), z których można jeszcze zbudować drugie tyle dodatkowych elementów. Razem daje to około pięćdziesięciu znaków. Te znaki przypominają swoją ideą chińskie bopomofo, bo jedne zapisują początek sylaby, inne jej samogłoskę, a jeszcze inne zakończenie sylaby. Trzy elementy każdej sylaby grupuje się w jedną całość (tu kłania się chińska zasada znaku) i przechodzi do kolejnej sylaby. Jednak, żeby czytać takie pismo wystarczy znajomość tylko tych pięćdziesięciu kilku znaków, a nie kilku tysięcy, co znakomicie ułatwia naukę. Pismo istniało z początku jako pomocnicze (bo przez całe wieki pisano także po chińsku), a później zastąpiło już całkowicie znaki chińskie. Jednak nawet dzisiaj Koreańczycy z chęcią chlubią się swoją znajomością kaligrafii chińskiej (przynajmniej wobec białych - może wobec Chińczyków na to sobie nie pozwalają).

Literatura daje skrajnie sprzeczne opinie na temat wpływu pisma chińskiego na wydajność nauki. Można znaleźć stwierdzenia, że tak skomplikowany system znaków rozwija umiejętność myślenia, przystosowuje mózg do wysiłku i przez to bardzo ułatwia dalszą naukę. Można jednak równie łatwo spotkać opinie, że jest to dodatkowe obciążenie pamięci, które jest obce uczniom posiłkującym się pismem alfabetycznym. Jeśli już bowiem opanują swoje trzydzieści - osiemdziesiąt znaków (różnie w różnych systemach pisma, ale jednak zawsze jest to skończona i niezbyt wielka liczba), to mogą cały wysiłek poświęcić na nabywanie nowej wiedzy, zaś metodę jej zapisu mają już opanowaną. Chińczyk zaś uczy się nowych znaków właściwie całe życie. Gdyby jednak ze znaków zrezygnował, znalazłby się w pułapce bez wyjścia (patrz powyżej - wiersz o lwiożerczym Shi Shi).

Poprzedni rozdział

Spis treści

Następny rozdział



© YPY - Strona poprawiona i publikowana 11.02.2010