|
AGRADACJA | |
Pomysł opisania historii Chin na kilku stronach wydaje się być ideą umysłu chorego.
Konstatacja ta nie wydaje się być szczególnie daleką od prawdy, bo to wszak czysta
herezja, albo wynik zwykłej nieświadomości upływu tysięcy lat i istnienia milionów
szczegółów, żeby porywać się na takie przedsięwzięcie. Trzeba więc udawać, że nic
się nie stało i, dla niepoznaki, brnąć jeszcze głębiej, żeby niespodziewanie zacząć
od prehistorii.
Chiny to kraj, w którym bardzo poważa się smoki. Stworzenia te są tam nieco inne
od naszych europejskich smoków, które zwykle ograniczały się do pożerania dziewic,
palenia ogniem swych gardzieli chudoby ubogiego ludu i ścierania się w szrankach
z rycerzami zakutymi w stal. Smoki chińskie były potężne, ale też zwykle mądre i
wielce szanowane. Nawet swą postacią niespecjalnie przypominały nasze pałubiaste
poczwary przy kości, bo były kształtu wyraźnie wężowatego, z wielkimi, zębatymi
i rogatymi łbami oraz dość krótkimi łapami. Nic dziwnego, że przy tak pozytywnym
stosunku do smoków wszelkie znaleziska, które im przypisywano cieszyły się wielkim
wzięciem. Znalezione kości, czy zęby zwierząt kopalnych traktowano jako smocze i
rozbijano zwykle na proszek, po czym podawano jako lekarstwa na różne, nawet
najbardziej wymyślne choroby. Na początku dwudziestego wieku w okolicy Pekinu
rozpoczęto wykopaliska i dokopano się do kilku tajemniczych zębów hominidów. Lud
i tak wiedział swoje, mrucząc o smokach. Po kilku kolejnych latach na stanowisku
w Zhoukoudian (bo tak się nazywała wioska) znaleziono specyficzną czaszkę, na
podstawie której stwierdzono, że obszar ten był trzysta pięćdziesiąt, czy może
czterysta tysięcy lat temu zamieszkały przez pitekantropa, ochrzczonego przez
badaczy człowiekiem pekińskim. Później znaleziono jeszcze kilka podobnych czaszek,
zarówno osobników młodych, jak i starych. Ponieważ w tamtym okresie w Chinach
panowała wojna domowa, więc postanowiono przewieźć wykopaliska w bezpieczne miejsce,
czyli do Meiguo (Meiguo to po chińsku USA). Na szczęście przed wysyłką sporządzono
ich odlewy, bo skrzynie z czaszkami zaginęły na amen i do dzisiaj ich nie odnaleziono.
Pierwsze ślady osadnictwa odkryto w kilku prowincjach Chin, jednak w zasadzie wszystkie
z nich znajdują się w basenie dolnego biegu Huang He. Ówczesne kultury charakteryzowały
się tym, że uprawiano proso, hodowano świnie, psy (opasowe, a nie pokojowe) i drób,
a także znano ceramikę. Ryż uprawiano ponoć tylko na południe od Yangzi, jednak
raczej nie były to ludy chińskie. Najstarsze rozpoznane kultury neolityczne datuje
się na jakieś siedem tysięcy lat p.n.e., a najmłodsze na półtora tysiąca lat p.n.e.
Zainteresowani szczegółami powinni odnaleźć w encyklopediach, czy też w sieci,
nazwy tych najważniejszych kultur (Peiligang, Yangshao, Longshan oraz Erlitou).
Wszystkie one pochodzą od nazw miejscowości, w których do czegoś ważnego się dokopano.
Nie wiadomo dokładnie, czy można wiązać odkryte kultury neolityczne z dynastiami
chińskimi, ale tamtejsi uczeni stoją na stanowisku, że tak i że z najmłodszej
wymienionej kultury Erlitou wywodzi się pierwsza, półlegendarna dynastia Xia.
Jak tam było naprawdę, tego nie wiadomo.
Chińczycy mają to do siebie, że darzą wielkim szacunkiem wszystko, co jest starożytne,
więc naturalnym wydaje się, że wszelkie dzieła literackie liczące sobie dwa czy
trzy tysiące lat były traktowane jako klasyczne, a ich język jako niedościgły wzór.
Podobnie jest zresztą z malarstwem - niektóre motywy są kopiowane bez zmian od wielu
wieków, tak potężna jest w Chinach czołobitność przed osiągnięciami przodków,
krępująca dotkliwie rozwój własnej twórczości. Nic więc dziwnego, że o "Zapiskach
historyka" pióra niejakiego Sima Qiana zawsze mówiło się jedynie w samych superlatywach.
Powody były oczywiste - dzieło to opisywało historię Chin od początku świata aż
do czasów autora (czyli okresu dynastii Han), a on sam udowodnił ponad wszystko,
że praca historyka jest dla niego najważniejsza. Sima Qian pochodził z dobrej,
choć dość ubogiej rodziny, bo musiał zarabiać na życie jako jeden z pisarzy na
dworze cesarskim. Przez wiele lat pisał swoją historię państwa, która stała się
wkrótce pozycją klasyczną. Nieoczekiwanie dla czytelnika można znaleźć paralele
pomiędzy losem polskiego króla Mieszka II Lamberta, a Chińczykiem Sima Qianem.
Oto Mieszko, okaleczony okrutnie z rozkazu Brzetysława czeskiego, zamiast zaszyć
się w klasztorze, rządził jeszcze przez jakiś czas państwem. Podobnie Sima Qian,
oskarżony o bliżej niesprecyzowane przestępstwo przeciw władzy został skazany na
śmierć. Można jednak było się z takiego położenia wykaraskać, płacąc w zamian
dużą sumę pieniędzy lub decydując się na kastrację. Historyk nie był zamożny,
więc poddał się tej operacji, po czym powrócił do pisania swego dzieła życia,
zamiast zwyczajowo rzucić się do rzeki. Nieco później został przywrócony do łask,
a nawet mianowano go sekretarzem cesarza. I tu słynne przywiązanie Brytyjczyków
do tradycji wydaje się dziecinną zabawką w porównaniu do chińskiej akceptacji
stanu zastanego. Podobno właśnie z powodu mianowania Sima Qiana każdy późniejszy
sekretarz cesarski musiał być eunuchem. Jeśli to prawda, to dziwaczna.
To właśnie "Zapiski historyka" twierdzą, że na początku na ziemi rządzili półbogowie.
Było ich ośmiu, a okres ten Sima Qian nazwał "san huang wu di17)".
Oznacza to tyle, co "trzech augustów18),
pięciu cesarzy". Pierwsza trójca miała rządzić tysiącami lat, co już samo przez
się nastraja podejrzliwie człowieka kultury zachodniej. Następnie szło pięciu
cesarzy. Każdemu z nich przyporządkowano kierunek świata. Nie jest to, wbrew
pozorom, żadna sprzeczność ze zdrowym rozsądkiem, bo w Chinach istnieje pięć
stron świata: bei - północ, nan - południe, xi - zachód, dong - wschód oraz
zhong - środek. Środek przypadł mitycznemu Żółtemu Cesarzowi (Huang di), który
miał nauczyć ludzi praktycznie wszelkich umiejętności. A wszystko to miało dziać
się rzekomo cztery tysiące siedemset lat temu. Ciekawe zatem, jak ludzie żyli za
trzech augustów, skoro ci mieli razem panować oszałamiające siedemdziesiąt cztery
tysiące lat, a ludzi oświecił dopiero Huang di? Zresztą jego małżonka też nie
zasypiała gruszek w popiele - zdążyła pokazać ludziom (między innymi), jak
wygląda parasol, żeby już nie mokli. Przyznać jednak trzeba, że wymyślone to z
rozmachem, godnie i jest się czym szczycić. Poza tym - wiele innych opowieści,
długo uważanych w Chinach za bajeczne znajdowało po badaniach archeologicznych
uzasadnienie, więc może i w tych legendach tkwi jakieś ziarno prawdy.
Po pięciu cesarzach miała rządzić dynastia Xia, wywodząca się ponoć w prostej
linii z kultury Erlitou. Jej panowanie to ponad sześćset lat, a przypomnieć
trzeba, że to dynastia półlegendarna i właściwie nie da się o niej powiedzieć
niczego konkretnego. Później podaje się już z większą pewnością dynastię Shang
(zwaną też czasem Yin). Ta rządziła siedemset lat. Za jej czasów wytwarzano
odlewy z brązu na bardzo wysokim poziomie (rzemieślnicy, czy może lepiej
powiedzieć - twórcy, znali technikę wosku traconego), wróżono na zabój (bo
znaleziono duże ilości kości wróżebnych), a także stosowano pieniądz z brązu
(liczne wykopaliska; monety wcale niekoniecznie okrągłe, jak to się teraz nieodparcie
kojarzy, za to koniecznie z otworkiem pozwalającym na zawieszanie
pieniądza na sznureczku, żeby się nie zgubił). Następną dynastią była Zhou,
trwająca ponad dziewięćset lat. Za jej panowania teren rządzony przez władców
dynastii powiększył się o tereny na południe od Yangzi i część dzisiejszej
południowej Mandżurii19).
To w tym okresie rozkwitła filozofia (konfucjanizm, taoizm), to w tym okresie
nastąpił rozkwit kultury. Około roku 600 p.n.e. pojawiło się w Chinach żelazo,
pozwalając na skok cywilizacyjny. Jednak samo państwo wcale nie było ani silne,
ani jednorodne. Okres tej dynastii dzieli się zwyczajowo na okres Zachodniego
Zhou, później, dość niespodziewanie, przychodzi okres Wschodniego Zhou, a
równolegle z nim współistnieją liczne państwa określane państwami Okresu Wiosny
i Jesieni. Nazwa ta pochodzi od dzieła przypisywanego (nie wiadomo, czy słusznie)
samemu Konfucjuszowi, a nazwanego, niezbyt chyba wymyślnie, kronikami "Wiosen i
Jesieni" (ponoć zwrot "wiosna i jesień" oznaczał wówczas tyle, co "rok"). Tych
wszystkich państw rządzonych przez jakichś miejscowych władców, czy może nawet
watażków, było, w zależności od źródła, od stu do stu siedemdziesięciu, więc nie
mogły to być państwa ani silne, ani rozległe. Po trzech wiekach te mnóstwo małych
państw skonsolidowało się (pewnie nie po dobroci) w siedem królestw, a okres
(trwający jeszcze dwieście pięćdziesiąt lat) znany jest jako okres Walki Królestw.
Wśród tych królestw było też królestwo Qin (na pozostałe szkoda na tym poziomie
pamięci20)), które
zjednoczyło siłą pozostałe państwa i położyło kres podziałom.
Na tron wstąpił władca Shi Huang di, który obwołał się cesarzem, nawiązując do
mitycznego Żółtego Cesarza, nauczyciela ludzkości. Nowy władca połączył też
nomenklaturę legendarnych augustów i cesarzy w jeden tytuł "huangdi". Było to
w 221 roku p.n.e., który był rokiem założenia dynastii Qin i jednocześnie rokiem
ustanowienia cesarstwa w Chinach. Cesarstwo upadło na dobre dopiero w 1911 roku,
choć, oczywiście, jego dzieje były do tego czasu różne. Dynastia Qin została
obalona po piętnastu latach panowania, kilka lat po śmierci jej założyciela. Do
jej idei silnego, zjednoczonego państwa chętnie odnosił się Wielki Sternik,
towarzysz Mao Zedong, który, najwyraźniej, doceniał państwotwórczy zmysł
pierwszego cesarza. Państwo Qin zostało założone z umiarkowanie skromną myślą
panowania przez 10 tysięcy pokoleń, więc musiało mieć silne podstawy.
Przesiedlono więc starą arystokrację, pozbawiając ją znaczenia, ustalono bardzo
rozbudowaną, scentralizowaną biurokrację, wzmocniono wojsko, zunifikowano
wszystko: od pieniędzy, poprzez wymiary cegieł, system miar i wag, aż do
rozstawu kół wozów. Zniszczono wszelkie odrębności podbitych państw i to tak
dokładnie, że później nie dało się już ich odbudować, choć pamięć o nich powinna
jeszcze trwać. Zbudowano pierwszy Mur Chiński (bo budowano je kilkakrotnie w
historii państwa), po to, żeby odseparować się od koczowniczych ludów północy.
Cesarz rozkazał spalić wszystkie książki, które nie mówiły o państwie Qin, a
podobno kazał też zgładzić ponad czterystu uczonych. Był też ponoć obsesyjnie
ogarnięty myślą o nieśmiertelności, bo tak często tłumaczy się rozkaz zbudowania
mauzoleum o monumentalnych rozmiarach. Strzegła go słynna terrakotowa armia -
figury wojowników nadnaturalnej wielkości, które można dzisiaj oglądać w Xi An.
Jednak zarówno ogromna armia, toczone wojny, jak i przymusowe prace chłopów na
rzecz państwa oraz zwielokrotnione podatki spowodowały wybuch niezadowolenia
społecznego. Zaczęło się niewinnie - oddział rekrutów nie zdążył gdzieś na
zapadłej prowincji na miejsce zbiórki, bo była silna burza i nie dało się
maszerować. W państwie obowiązywały bardzo drakońskie prawa - takie spóźnienie
musiało zostać ukarane śmiercią wszystkich. Co więc niedoszli wojacy mieli
zrobić? Dać się wytłuc do nogi? To już woleli ogłosić powstanie. I tak, w ciągu
kilku lat iskra przemieniła się w pożar. Jeden z późniejszych przywódców
powstania dostał się do niego w podobny sposób - był chłopem, który awansował na
jakiś najniższy stopień urzędniczy i raz, gdy konwojował grupę jeńców, paru mu
uciekło. Ponieważ skutek był oczywisty - wszystkich, jego samego w to włączając,
miano za to według prawa ukarać na gardle, więc uwolnił pozostałych i przyłączył
się do powstańców. Po kilku latach człowiek ten spełnił sen o karierze typu "z
chłopa król", bo założył nową dynastię, nazwaną Han. Tę samą, od nazwy której do
dzisiaj Chińczycy określają się jako "ludzie Han" (Han ren).
W ten sposób skwitowano właśnie jakieś dwa tysiące czterysta lat historii.
Zostało jeszcze dwa tysiące dwieście, aż do czasów współczesnych. Może jednak
dobrze byłoby spróbować wychwycić pewne generalne zasady cykliczności historii
chińskiej. To mniej więcej tak: na początku wyradza się władza, kolejni panujący
stają się nieudolni i gnuśni, interesując się jedynie swymi faworytami i intrygami
pałacowymi. Klasa rządząca (już to arystokracja, już to urzędnicy), czując się
bezkarną, patrzy tylko swojego zysku, brnąc w kumoterstwo, łapówkarstwo i
nepotyzm. Utrzymanie dworu na odpowiednim poziomie, a także prowadzenie różnych
wojen, kosztuje jak nie wiadomo co, więc trzeba podnosić podatki. Chłopi muszą
też nieodpłatnie pracować przy różnych wielkich budowach dynastycznych. Z głębi
Azji mogą (ale nie muszą) wkroczyć barbarzyńcy i załatwić wszystko na własną
rękę. Do tego wszystkiego dochodzą anomalia pogodowe: a to przyjdzie susza, a to
Huang He się zamuli21),
wyleje i uśmierci paręset tysięcy ludzi, a głód załatwi drugie tyle. Wreszcie
lud nie wytrzymuje i wybucha. Rżnie złych urzędników, aż furczy, oblega stolicę,
morduje rodzinę cesarską, wydaje z siebie wodzów, którzy przejmują władzę i sami
obwołują się kolejnymi władcami, zakładając następną dynastię, porządkując prawa,
zmniejszając podatki, czyniąc porządek i sprawiedliwość, tak oczekiwaną przez
ubogich. Część państwa się odłącza, zakłada własne dynastie, stary kraj czuje
się natychmiast w obowiązku podbić odszczepieńców i przywrócić status quo
ante, co powoduje dodatkowe wojny, pożogi itp. I tak to idzie cyklicznie,
najlepsi władcy występują zwykle na początku dynastii, później idą wyraźnie
mniej wybitni, stosunkowo prędko dynastia się degeneruje, w państwie zaczyna źle
się dziać, klasa rządząca, czując się bezkarną, patrzy tylko swojego nosa... I tak
da capo al fine. Kto nie wierzy, niech czyta dalej.
Nowy cesarz (to już dynastia Han) złagodził surowe prawa swoich poprzedników,
rozdał ziemię po byłej arystokracji swoim zwolennikom, tworząc tym samym nową.
Biurokracja pozostała, bo bez niej nie wyobrażano już sobie zarządzania tak
rozległym państwem. Wprowadzono skomplikowane ceremonie na dworze. Konfucjanizm
stał się systemem obowiązującym. Dynastia rozszerzyła obszar panowania na
dzisiejszy Xinjiang22),
południowe Chiny i część Korei. Do państwa przybyła w tym okresie nowa religia -
buddyzm. Z początku sytuacja cesarstwa była kwitnąca, później, jak zwykle,
gospodarka zaczęła się degenerować. Wreszcie w roku 9 n.e. regent odsunął
małoletniego cesarza i ogłosił powstanie nowej dynastii Xin23). Nazywał się Wang
Mang i rządził czternaście lat. Ogłosił zdumiewające reformy: znacjonalizował
ziemię, zakazał obrotu nią na rynku, wprowadził monopole państwowe na sól,
żelazo, wino i co tam jeszcze było można, przejął lasy i wody, nakazał
przymusową wpłatę złota do skarbca, zakazał lichwy, wprowadzając państwowe
pożyczki, konfiskował majątki urzędnikom. Z tego ostatniego powodu napotkał
silny opór warstwy urzędniczej, przez co większość reform nie wypaliła, bo żaden
urzędnik nie będzie dobrowolnie działał na swoją niekorzyść. Lud dalej był
niezadowolony, więc nic dziwnego, że wkrótce pojawiło się zjawisko, które
cyklicznie będzie się już przewijać przez dalszą historię kraju: rewolta
chłopska. Wang Manga wykończył tak zwany ruch Czerwonych Brwi (powstańcy
malowali je sobie), których chłopskie oddziały zajęły dużą część kraju. Dlatego
siły procesarskie były tym buntem osłabione i gorzej broniły się przed siłami
wiernymi starej dynastii Han, która wcale nie zasypiała gruszek w popiele.
Władzę zdobyła wkrótce na powrót poprzednia dynastia, a że przeniosła stolicę na
wschód, więc przyjęto nazywać ją od tej pory Wschodnią (Wschodnia dynastia Han).
A chłopi? Cóż, skończyli tak, jak zawsze - pomimo dużej siły nie wykształcili
silnej władzy, wewnętrznie skłóceni i niezdolni do dalekosiężnej myśli
politycznej. Chłop swoje zrobił, chłop może odejść, a do konfitur dobiorą się
najambitniejsi dowódcy. Wszystko więc szybko wróciło do normy, a chłopi do roboty.
Byli bardzo zadowoleni, bo na początku nowy cesarz obniżył liczbę urzędników o 90%,
a część ziemi została rozdana potrzebującym. Po dwustu latach Wschodnie Han
skończyło jednak dokładnie tak samo, jak poprzednie dynastie. Większość cesarzy
stała się marionetkami w rękach wszechwładnych eunuchów. Upadała władza centralna.
Wreszcie dał o sobie znać kolejny ruch chłopski - tym razem rewolucja Żółtych
Turbanów. Jej zwalczanie zwiększyło rolę gubernatorów prowincji, co w końcu
spowodowało upadek dynastii. Na trzysta pięćdziesiąt lat można zapomnieć o jednej
dynastii w Chinach. Rozpoczęła się tak zwana epoka Trzech Królestw (San guo).
Epoka ta stała się bardzo bliska Chińczykom, a to z tego powodu, że napisano o
niej znaną powieść, nakręcono filmy, narysowano komiksy itd. Było o czym te filmy
kręcić, w końcu trzy państwa biły się między sobą, zwrócono się o pomoc do
koczowników z północy (prawdopodobnie byli wśród nich Hunowie, którzy dopiero
później powędrowali na zachód, docierając do Europy), lała się krew, a zwykli
ludzie uciekali z przerażeniem na południe Chin. Wreszcie jedno z państw wchłonęło
pozostałe i ogłosiło inaugurowanie nowej dynastii - Jin. Wydawało się, że wszystko
jest na dobrej drodze, bo sprawy przybrały znany obrót (reformy, umacnianie
państwa itp.), jak to zwyczajnie w Chinach na początku dynastii. Jednak po
parudziesięciu latach z północy uderzyli barbarzyńcy i pod ich ciosami państwo
się rozpadło na szesnaście królestw i tak zwane Wschodnie Jin. Niewiele to
pomogło, bo gdzieś tak po dwustu latach od proklamowania dynastii w ogóle, okazała
się ona zupełnie bezsilna i upadła na amen. Kolejne sto sześćdziesiąt lat to
okres Dynastii Południowych i Północnych, których było tyle, że chyba tylko
najbardziej zażarci znawcy potrafią je wymienić jednym tchem, bez zaglądania do
ściągi. I nagle, z tej mgławicy różnych państw i państewek pojawiło się kolejne
zjednoczone cesarstwo. Zaczęła panować dynastia Sui. Pisać, że wszystko się
poprawiło, zmniejszono podatki, powściągnięto biurokrację itd. wydaje się być
zbędnym - czytelnik, skoro dotrwał aż dotąd, wie już z grubsza, co i jak. Chiny
dynastii Sui obejmowały obszar podobny do tego, co za dynastii Han, choć bez
terytoriów zachodnich. To wówczas budowano Wielki Kanał, to wówczas odnowiono i
przedłużono Wielki Mur. W tym celu wysłano do tych prac pięć milionów ludzi (kanał)
i jeszcze ponad milion ludzi (mur). Z tych, których los posłał do budowy muru
wróciła zaledwie połowa. Nowa dynastia w tym względzie nie różniła się od
poprzednich, mając swój lud za coś bezwartościowego, czego zawsze będzie w
nadmiarze. Zbudowano ogromne spichlerze, magazynując zboże. Podbito północny
Wietnam. I wówczas postanowiono ukarać krnąbrnego władcę Korei, który odmówił
uznania się wasalem Chin. Koszt wystawienia armii (jeden milion trzysta tysięcy
żołnierzy) nadszarpnął skarbem państwa. Co gorsza, kampania nie zakończyła się
sukcesem. Kolejna dynastia, zakładana z myślą o wielu pokoleniach znikła po
mniej więcej trzydziestu latach. Liczyła sobie tylko dwu (tak, to nie pomyłka:
dwu) cesarzy.
Powstania chłopskie spowodowały upadek państwa. Po kilku latach wewnętrznych walk
władzę przejęła nowa dynastia, której panowanie stanowi bodajże apogeum potęgi
państwa - dynastia Tang. Drugi z kolei cesarz był człowiekiem wielkiej energii -
zmusił do abdykacji ojca, kazał zamordować braci wraz z całymi rodzinami, żeby
wyeliminować możliwość odwetu. Scentralizował państwo, wprowadzając jego
kilkustopniowy podział. Kazał rozdawać ziemię chłopom, by zachęcić ich do pracy
(wiadomo było od początku, że później 80% tej ziemi trzeba będzie państwu zwrócić).
Rozwinął handel, rzemiosło, wzmocnił wojsko. Dochody państwa wzrosły tak znacznie,
że można było sobie pozwolić na rozbudowę stolicy24) tak, że stała się
ośrodkiem dwumilionowym - przypuszczalnie największym miastem ówczesnego świata.
Wprowadzono egzaminy dla tych, którzy pragnęli zostać urzędnikami25). Wydawać by się
mogło, że takie pociągnięcie otwierało możliwość kariery przed wszystkimi, nawet
ubogimi. Nic z tych rzeczy! Na studiowanie przez długie lata mogli sobie pozwolić
jedynie ludzie z bogatych rodzin, więc awans zdolnych, a ubogich trzeba odłożyć
na półkę z napisem "mrzonki". Obowiązującą ideologią stał się konfucjanizm, a w
zakresie religijnym państwo było dość tolerancyjne. Obszarowo Chiny były chyba
największym państwem ówczesnego świata, osiągając z grubsza granice z okresu
dynastii Han. Jednak zasięg wpływów był dużo większy, bo obejmował Koreę,
Indochiny i obszar Azji środkowej po Morze Kaspijskie. Poprzez Koreę wpływy kultury
chińskiej oddziaływały na Japonię26). Chińskie
księżniczki stawały się żonami władców niezależnego Tybetu.
No i jak zwykle najlepszym władcą dynastii był jej drugi cesarz (ten, który
usunął całą swą rodzinę). Jego syn ani niczego nie zepsuł, ani niczego
specjalnie nie poprawił, co jest już pokaźnym osiągnięciem. A po śmierci tego syna
władcą została jego żona, stając się w ten sposób jedyną faktycznie sprawującą
władzę kobietą tych czasów. Nie wiadomo dlaczego ogłosiła, że zmienia nazwę
dynastii na Zhou, ale po jej śmierci (żyła ponad osiemdziesiąt lat), przywrócono
starą nazwę dynastii. Przez jeszcze dwieście lat tangowskie Chiny cieszyły się
potęgą i powodzeniem. Jednak ta potęga stawała się coraz bardziej fasadowa.
Nastąpiły tybetańskie najazdy na Azję środkową. A w połowie VIII wieku Chińczycy
przegrali wielką bitwę z Arabami na terenie dzisiejszej Kirgizji. W jej wyniku
praktycznie utracili wszystkie wpływy w tym regionie, który z ostoi buddyzmu
stał się szybko terenem islamskim. Nastąpiły rebelie chłopskie, rozprzężenie i
upadek państwa. Wskutek kolejnych powstań chłopskich i następujących po nich
pacyfikacjach północ państwa bardzo się wyludniła27), a jej siła
ekonomiczna podupadła. Ciężar znaczenia gospodarczego przesunął się wyraźnie na
południe28), które
bardzo mocno zyskało na tych przemianach. Dynastia zaś podupadała - trzech
kolejnych cesarzy zmarło po zażyciu eliksiru nieśmiertelności, a stolica
opustoszała. Nie trzeba było długo czekać, żeby wzmocnieni gubernatorzy prowincji
zapragnęli ogłosić się niezależnymi władcami. Jeden z nich (za zasługi otrzymał
z rąk ostatniego cesarza nowe nazwisko: "Całkowicie wierny") zabił cesarza i całą
jego rodzinę. Nastał czas kolejnego rozbicia, znany jako Pięć dynastii i dziesięć
królestw. Minęło ponad pięćdziesiąt lat, aż z tego zamętu wyłoniła się kolejna
dynastia zdolna do opanowania całego kraju. Była to dynastia Song. W dalekim
lesistym kraiku na krańcach Europy władca o imieniu Mieszko rozmyślał był właśnie
nad korzyściami wynikającymi z przyjęcia przez jego księstwo chrztu. Był bowiem
rok 960 n.e.
Dynastia Song była stosunkowo rozwiniętą dynastią. To wówczas wynaleziono druk,
ruchomą czcionkę, proch i kompas, wprowadzono różne tradycyjne reformy (armia,
administracja, gospodarka). Jednak północ kraju była zajęta przez barbarzyńców,
którzy założyli własne państwo, a nawet zsinizowali się do tego stopnia, że
ogłosili się odrębną dynastią (Liao). Byli to Kitanowie, wspomniani już wcześniej -
to od nich pochodzi rosyjska nazwa kraju, Kitaj. Kitanowie też nie mieli szczęścia,
bo trochę po stu latach najechali ich Dżurdżeni, kolejni barbarzyńcy z północy,
obalili państwo i założyli własne (dynastia Jin), a wypędzeni Kitanowie istnieli
jeszcze parędziesiąt lat jako Zachodnie Liao. Ci Dżurdżeni jeszcze powrócą w tym
rozdziale, bo bardzo starali się zachować tożsamość i nie rozpłynąć w chińskim
morzu. Udało im się to na tyle, że po kilkuset latach ich potomkowie wystąpią
znowu w historii Chin jako Mandżurowie. Dynastia Song rządziła więc tylko na
południu kraju (pewnie stąd pochodzi nazwa okresu - południowe Song), osiągając
szczyty w dziedzinie kultury. Ceramika tego okresu jest zdecydowanie
najpiękniejsza ze wszystkiego, co autor widział w Chinach i na wystawie w
Berlinie29). Kwitło
też malarstwo i poezja. Tymczasem oba północne państwa (Jin i resztki Liao)
zostały z kolei podbite przez Mongołów, którzy przeżywali wtedy okres swej
największej świetności, budując imperium obejmujące obszar od Oceanu Spokojnego
po Ruś Halicką. Przez jakiś czas wojska mongolskie bardziej interesowały się
zachodem swego imperium (najazdy na Europę, w tym nasza bitwa pod Legnicą i
zniszczenie państwa węgierskiego), jednak kolejny władca zwrócił swe oczy już
tylko na wschód i ogłosił powstanie nowej, mongolskiej dynastii w Chinach.
Tak powstała dynastia Yuan. Przez pewien czas istniały dwa organizmy państwowe:
Yuan i południowe Song. Wreszcie cesarz Yuan stwierdził, że dość tego i rozkazał
najechać południe. Armia zajęła całe Chiny, ostatni cesarz Song utopił się w
rzece. Chiny zostały zjednoczone aż w nadmiarze, bo teraz stanowiły jeden
organizm wraz z bezkresnymi stepami Azji północnej i środkowej, opanowanymi już
uprzednio przez Czyngiz chana i jego potomków. Był rok 1279. U nas pewnie
rozprawiano właśnie o śmierci książąt Bolesława Wstydliwego i Bolesława Pobożnego.
Mongołowie rządzili twardą ręką, a przecież ich dynastia upadła po niecałych stu
latach z takich samych powodów, co wszystkie poprzednie. Może zbytnio skupili się
na wojnach? A może pomysł, żeby podzielić ludzi na lepszych (Mongołowie i sojusznicy,
na przykład Ujgurowie) i gorszych (cała reszta, tzn. Hanowie i ludy południa) nie
sprawdził się? Za tej dynastii podporządkowano Chinom Tybet i czyniono potężne
starania podboju Japonii. To wówczas burza na morzu (słynny "boski wiatr" - kamikadze)
zniweczyła raz na zawsze plany mongolskie. To także w tym okresie do Chin zawitali
pierwsi Europejczycy - misja Giovanniego da Pian del Carpine i Benedykta Polaka,
czy wenecjanin Marco Polo. Ci pierwsi dojechali tylko do Karakorum, ale Polo
widział już chyba Pekin30),
bo tam kolejny władca przeniósł stolicę państwa. Przez całe wieki Pekin nie był
żadnym tam liczącym się miastem - kolejne stolice zawsze leżały w centralnej
części kraju. Dopiero dynastia Kitanów (Liao) uznała miasto za swoją stolicę.
Ponieważ jednak Kitanowie nadciągnęli gdzieś z Mandżurii, to Pekin był dla nich
miastem południa i nazywali go Nanjing31)! Mongołowie zaś
nazwali go "Duża Stolica" - Dadu32),
choć równie często używali swojej nazwy - Chanbałyk. Za ich czasów przedłużono
Wielki Kanał na północ, by móc nim zaopatrywać stolicę. Miasto przyjęło nazwę
"Północnej Stolicy" (Beijing = Pekin) dopiero za następnej dynastii. A ponoć w
czasach zupełnie nowożytnych, bo 1927 roku, kiedy stolicę państwa przeniesiono
do Nankinu, to Pekin przemianowano nowatorsko na "Miasto Pokoju" (Beiping).
Tymczasem za dynastii Yuan chłopi zaczęli się buntować, bo dotykała ich inflacja,
być może spowodowana także tym, że w obiegu był pieniądz papierowy. Mongołowie
nie potrafili temu zaradzić, a jedynym pomysłem, jaki przyszedł do głowy
mongolskiemu ministrowi, był zamiar wymordowania wszystkich tych poddanych,
którzy noszą typowe chińskie nazwiska (Zhang, Wang, Li, Liu, Zhao), a więc tak
połowę ludności. W dodatku znowu dała o sobie znać agradacja i Huang He rozlała
szeroko, powodując ogromne zniszczenia. Pewien młody wieśniak stracił wówczas
prawie całą swoją rodzinę, jakoś zaczepił się przy klasztorze buddyjskim, a
wreszcie dołączył do buntowników. Był jeszcze jednym Chińczykiem, do którego
uśmiechnęło się szczęście - został dowódcą oddziału, armii chłopskiej, wreszcie
cesarzem, obalając dynastię mongolską. Dynastia Yuan rządziła jeszcze przez trzy
wieki stepami mongolskimi, ale do Chin już nie wróciła. Tu zapanowała na około
trzysta lat dynastia Ming, stworzona przez wspomnianego przed chwilą człowieka.
W Polsce kilka lat wcześniej zmarł Kazimierz Wielki.
Dynastia Ming to ostatnia prawdziwie chińska dynastia. Pierwsze lata spędziła na
bojach z Mongołami - najpierw po to, żeby ich wypędzić, później po to, żeby
zrzekli się tytułu cesarskiego, bo dla legalistycznych Chińczyków był to niezwykle
ważki problem33). To
za czasów tej dynastii zbudowano obecnie stojący Chiński Mur. Większość dzisiejszych
symboli Chin (Cesarskie Miasto w Pekinie, Świątynia Niebiańskiego Pokoju, grobowce
Mingów itd.) powstało w tym właśnie okresie. To wówczas też niewiele już chyba
brakowało, żeby chińskie oddziały przybyły do Europy (a może nawet ją skolonizowały?).
A było tak, że cesarz doceniał rolę handlu, a więc był zainteresowany znajomością
szlaków wodnych. Kazał zbudować wielką flotyllę statków, których załoga w sumie
liczyła ze trzydzieści tysięcy ludzi. Statki były przeogromne, a "Santa Maria"
Kolumba byłaby w tej flocie wśród okrętowego pomocniczego śmiecia, niewartego
nawet wspominania. Flotą dowodził admirał Zheng He, który był rzutkim i odważnym
eunuchem. W ówczesnych Chinach sprawa normalna i banalna. Chińskie statki opłynęły
półwysep Malakka, udały się do Indii, dotarły do wschodnich wybrzeży Afryki.
Różnego rodzaju współcześni pasjonaci zaczęli od razu udowadniać, że Zheng He
odkrył też Australię i Amerykę, przepłynąwszy przez Pacyfik, ale to już raczej
zbyt daleko idące wnioski. Wreszcie zmienił się cesarz i jego następca rozkazał
całą tę flotę zniszczyć, a podróży poza Chiny zakazać. Nigdzie, w końcu, nie
żyło się tak dobrze, jak w Chinach, to po cóż ktoś miałby dobrowolnie pchać się
do dzikich? Niech już lepiej dzicy przybywają do Chin, żeby płacić trybut i
oddawać cześć Synowi Nieba poprzez złożenie kotou34). No i nie trzeba
było długo czekać - barbarzyńcy przypłynęli za kilkaset lat, choć nie dokładnie
tak to sobie w Chinach wyobrażano, jak wyszło faktycznie.
Gdy w Polsce ostatnie lata35)
panował Władysław IV Waza, z Mandżurii wyruszyła kolejna fala barbarzyńców,
która podbiła Chiny. Tym razem byli to Mandżurowie, którzy sami wywodzili się
od Dżurdżenów (dynastia Jin), a ich wódz powoływał się jeszcze na związki z
Mongołami (dynastia Yuan), przez co jego prawa do tronu były przynajmniej tak
dobre, jak każde inne. Mandżurowie bali się zsinizowania, więc postanowiono, że
będą otrzymywać sute pensje rządowe, a jakakolwiek ich praca miała być zabroniona.
Nowa władza nakazała Chińczykom nosić warkocz jako symbol poddaństwa (wcześniej
przez kilka tysięcy lat nie było to przyjęte). Państwo powiększyło się znacznie
w stosunku do swych poprzedników, bo zajęło Tybet, Xinjiang, Mongolię, Tajwan,
część Wietnamu i Birmy. Jednak rozwój terytorialny na północy został zahamowany
przez nadchodzącą potęgę europejską - Rosję, zaś na południu Anglię i Francję,
które wkrótce odebrały państwu Birmę i Wietnam. Był to poważny cios dla Syna
Nieba, który jeszcze niedawno odprawiał posłów angielskich z pismem, w którym
twierdził, że Chiny posiadają wszystko, czego potrzeba i nie czują żadnej chęci
do handlu z dziwnymi barbarzyńcami. Być może ten fakt zaważył na późniejszych
wydarzeniach. Anglicy bowiem założyli faktorie handlowe w Guangzhou36) i kupowali
herbatę, porcelanę, jedwab itd. Skoro jednak Chiny nie chciały żadnego towaru
europejskiego, kupcy angielscy musieli płacić za wszystko srebrem, bo tubylcy
nie chcieli ani paciorków, ani lusterek, ani nawet zegarków. Kupcy wpadli więc
na pomysł, że będą płacić opium, przywożonym z brytyjskich Indii. Jak pomyśleli,
tak zrobili i fala zgubnego nałogu rozprzestrzeniła się momentalnie po Chinach.
Rząd zakazał takiego handlu i nawet rozkazał skonfiskować i zniszczyć kilkaset
skrzyń z opium. To jawne pogwałcenie zasady wolności handlu i własności
prywatnej tak rozwścieczyło Anglików, że wysłali wojsko, które w dwóch tak
zwanych wojnach opiumowych37)
rozgromiło wielkie, ale słabe Imperium Qingów. Władze musiały zgodzić się na
handel opium, oddanie Hong Kongu w ręce brytyjskie, otworzenie eksterytorialnych
koncesji zagranicznych na terenie Chin, wyłączenie białych spod jurysdykcji
chińskiej, swobodną żeglugę pod obcymi banderami po rzekach cesarstwa, budowę
linii kolejowych i wiele innych upokarzających warunków. Pozostałe państwa
kolonialne poszły tym śladem, dodając własne żądania i doszło do tego, że gdy
jedno coś na własną rękę wytargowało od Pekinu, to inne natychmiast domagały się
od rządu chińskiego "rekompensat". Rozpoczęły się powstania chłopskie (Tajpingowie,
Bokserzy38)), zwrócone
wyraźnie przeciw Mandżurom i zamorskim diabłom. Czarę goryczy przelał fakt, że
do grona tych państw, które upokarzały Chiny dołączyła Japonia, podbiwszy Koreę,
dotychczas półformalnego wasala Chin. Wojska europejskie dwukrotnie (1860 i 1900)
zajmowały Pekin, łupiąc go bezlitośnie. Narastała świadomość niezbędności reform.
Co prawda początkowo dochodziło raczej do sytuacji, gdy wybudowaną przez obcych
linię kolejową wykupywano za ciężkie pieniądze po to, żeby za chwilę ją rozebrać,
ale prędko zdano sobie sprawę z tego, że państwo potrzebuje natychmiastowych
działań. Tymczasem ostatni cesarze byli małoletnimi marionetkami w rękach
cesarzowej wdowy, która pieniądze zebrane na flotę wojenną wydała na własne
przyjemności (w tym na słynną marmurową dżonkę w Pałacu Letnim w Pekinie).
Wreszcie ruch postępowy obalił ostatniego cesarza39) i wprowadził
Republikę. Był rok 1911; cesarstwo zostało w Chinach ostatecznie zlikwidowane.
Więcej szczegółów tych wydarzeń zostanie podanych w rozdziale XVIII - "Państwo", bo ten wydaje się autorowi już tak długi, że właściwie nie do czytania.