Agradacja AGRADACJA

Poprzedni rozdział

Spis treści

Następny rozdział



ROZDZIAŁ V: HISTORIA

Pomysł opisania historii Chin na kilku stronach wydaje się być ideą umysłu chorego. Konstatacja ta nie wydaje się być szczególnie daleką od prawdy, bo to wszak czysta herezja, albo wynik zwykłej nieświadomości upływu tysięcy lat i istnienia milionów szczegółów, żeby porywać się na takie przedsięwzięcie. Trzeba więc udawać, że nic się nie stało i, dla niepoznaki, brnąć jeszcze głębiej, żeby niespodziewanie zacząć od prehistorii.

Chiny to kraj, w którym bardzo poważa się smoki. Stworzenia te są tam nieco inne od naszych europejskich smoków, które zwykle ograniczały się do pożerania dziewic, palenia ogniem swych gardzieli chudoby ubogiego ludu i ścierania się w szrankach z rycerzami zakutymi w stal. Smoki chińskie były potężne, ale też zwykle mądre i wielce szanowane. Nawet swą postacią niespecjalnie przypominały nasze pałubiaste poczwary przy kości, bo były kształtu wyraźnie wężowatego, z wielkimi, zębatymi i rogatymi łbami oraz dość krótkimi łapami. Nic dziwnego, że przy tak pozytywnym stosunku do smoków wszelkie znaleziska, które im przypisywano cieszyły się wielkim wzięciem. Znalezione kości, czy zęby zwierząt kopalnych traktowano jako smocze i rozbijano zwykle na proszek, po czym podawano jako lekarstwa na różne, nawet najbardziej wymyślne choroby. Na początku dwudziestego wieku w okolicy Pekinu rozpoczęto wykopaliska i dokopano się do kilku tajemniczych zębów hominidów. Lud i tak wiedział swoje, mrucząc o smokach. Po kilku kolejnych latach na stanowisku w Zhoukoudian (bo tak się nazywała wioska) znaleziono specyficzną czaszkę, na podstawie której stwierdzono, że obszar ten był trzysta pięćdziesiąt, czy może czterysta tysięcy lat temu zamieszkały przez pitekantropa, ochrzczonego przez badaczy człowiekiem pekińskim. Później znaleziono jeszcze kilka podobnych czaszek, zarówno osobników młodych, jak i starych. Ponieważ w tamtym okresie w Chinach panowała wojna domowa, więc postanowiono przewieźć wykopaliska w bezpieczne miejsce, czyli do Meiguo (Meiguo to po chińsku USA). Na szczęście przed wysyłką sporządzono ich odlewy, bo skrzynie z czaszkami zaginęły na amen i do dzisiaj ich nie odnaleziono.

Pierwsze ślady osadnictwa odkryto w kilku prowincjach Chin, jednak w zasadzie wszystkie z nich znajdują się w basenie dolnego biegu Huang He. Ówczesne kultury charakteryzowały się tym, że uprawiano proso, hodowano świnie, psy (opasowe, a nie pokojowe) i drób, a także znano ceramikę. Ryż uprawiano ponoć tylko na południe od Yangzi, jednak raczej nie były to ludy chińskie. Najstarsze rozpoznane kultury neolityczne datuje się na jakieś siedem tysięcy lat p.n.e., a najmłodsze na półtora tysiąca lat p.n.e. Zainteresowani szczegółami powinni odnaleźć w encyklopediach, czy też w sieci, nazwy tych najważniejszych kultur (Peiligang, Yangshao, Longshan oraz Erlitou). Wszystkie one pochodzą od nazw miejscowości, w których do czegoś ważnego się dokopano. Nie wiadomo dokładnie, czy można wiązać odkryte kultury neolityczne z dynastiami chińskimi, ale tamtejsi uczeni stoją na stanowisku, że tak i że z najmłodszej wymienionej kultury Erlitou wywodzi się pierwsza, półlegendarna dynastia Xia. Jak tam było naprawdę, tego nie wiadomo.

Chińczycy mają to do siebie, że darzą wielkim szacunkiem wszystko, co jest starożytne, więc naturalnym wydaje się, że wszelkie dzieła literackie liczące sobie dwa czy trzy tysiące lat były traktowane jako klasyczne, a ich język jako niedościgły wzór. Podobnie jest zresztą z malarstwem - niektóre motywy są kopiowane bez zmian od wielu wieków, tak potężna jest w Chinach czołobitność przed osiągnięciami przodków, krępująca dotkliwie rozwój własnej twórczości. Nic więc dziwnego, że o "Zapiskach historyka" pióra niejakiego Sima Qiana zawsze mówiło się jedynie w samych superlatywach. Powody były oczywiste - dzieło to opisywało historię Chin od początku świata aż do czasów autora (czyli okresu dynastii Han), a on sam udowodnił ponad wszystko, że praca historyka jest dla niego najważniejsza. Sima Qian pochodził z dobrej, choć dość ubogiej rodziny, bo musiał zarabiać na życie jako jeden z pisarzy na dworze cesarskim. Przez wiele lat pisał swoją historię państwa, która stała się wkrótce pozycją klasyczną. Nieoczekiwanie dla czytelnika można znaleźć paralele pomiędzy losem polskiego króla Mieszka II Lamberta, a Chińczykiem Sima Qianem. Oto Mieszko, okaleczony okrutnie z rozkazu Brzetysława czeskiego, zamiast zaszyć się w klasztorze, rządził jeszcze przez jakiś czas państwem. Podobnie Sima Qian, oskarżony o bliżej niesprecyzowane przestępstwo przeciw władzy został skazany na śmierć. Można jednak było się z takiego położenia wykaraskać, płacąc w zamian dużą sumę pieniędzy lub decydując się na kastrację. Historyk nie był zamożny, więc poddał się tej operacji, po czym powrócił do pisania swego dzieła życia, zamiast zwyczajowo rzucić się do rzeki. Nieco później został przywrócony do łask, a nawet mianowano go sekretarzem cesarza. I tu słynne przywiązanie Brytyjczyków do tradycji wydaje się dziecinną zabawką w porównaniu do chińskiej akceptacji stanu zastanego. Podobno właśnie z powodu mianowania Sima Qiana każdy późniejszy sekretarz cesarski musiał być eunuchem. Jeśli to prawda, to dziwaczna.

To właśnie "Zapiski historyka" twierdzą, że na początku na ziemi rządzili półbogowie. Było ich ośmiu, a okres ten Sima Qian nazwał "san huang wu di17)". Oznacza to tyle, co "trzech augustów18), pięciu cesarzy". Pierwsza trójca miała rządzić tysiącami lat, co już samo przez się nastraja podejrzliwie człowieka kultury zachodniej. Następnie szło pięciu cesarzy. Każdemu z nich przyporządkowano kierunek świata. Nie jest to, wbrew pozorom, żadna sprzeczność ze zdrowym rozsądkiem, bo w Chinach istnieje pięć stron świata: bei - północ, nan - południe, xi - zachód, dong - wschód oraz zhong - środek. Środek przypadł mitycznemu Żółtemu Cesarzowi (Huang di), który miał nauczyć ludzi praktycznie wszelkich umiejętności. A wszystko to miało dziać się rzekomo cztery tysiące siedemset lat temu. Ciekawe zatem, jak ludzie żyli za trzech augustów, skoro ci mieli razem panować oszałamiające siedemdziesiąt cztery tysiące lat, a ludzi oświecił dopiero Huang di? Zresztą jego małżonka też nie zasypiała gruszek w popiele - zdążyła pokazać ludziom (między innymi), jak wygląda parasol, żeby już nie mokli. Przyznać jednak trzeba, że wymyślone to z rozmachem, godnie i jest się czym szczycić. Poza tym - wiele innych opowieści, długo uważanych w Chinach za bajeczne znajdowało po badaniach archeologicznych uzasadnienie, więc może i w tych legendach tkwi jakieś ziarno prawdy.

Po pięciu cesarzach miała rządzić dynastia Xia, wywodząca się ponoć w prostej linii z kultury Erlitou. Jej panowanie to ponad sześćset lat, a przypomnieć trzeba, że to dynastia półlegendarna i właściwie nie da się o niej powiedzieć niczego konkretnego. Później podaje się już z większą pewnością dynastię Shang (zwaną też czasem Yin). Ta rządziła siedemset lat. Za jej czasów wytwarzano odlewy z brązu na bardzo wysokim poziomie (rzemieślnicy, czy może lepiej powiedzieć - twórcy, znali technikę wosku traconego), wróżono na zabój (bo znaleziono duże ilości kości wróżebnych), a także stosowano pieniądz z brązu (liczne wykopaliska; monety wcale niekoniecznie okrągłe, jak to się teraz nieodparcie kojarzy, za to koniecznie z otworkiem pozwalającym na zawieszanie pieniądza na sznureczku, żeby się nie zgubił). Następną dynastią była Zhou, trwająca ponad dziewięćset lat. Za jej panowania teren rządzony przez władców dynastii powiększył się o tereny na południe od Yangzi i część dzisiejszej południowej Mandżurii19). To w tym okresie rozkwitła filozofia (konfucjanizm, taoizm), to w tym okresie nastąpił rozkwit kultury. Około roku 600 p.n.e. pojawiło się w Chinach żelazo, pozwalając na skok cywilizacyjny. Jednak samo państwo wcale nie było ani silne, ani jednorodne. Okres tej dynastii dzieli się zwyczajowo na okres Zachodniego Zhou, później, dość niespodziewanie, przychodzi okres Wschodniego Zhou, a równolegle z nim współistnieją liczne państwa określane państwami Okresu Wiosny i Jesieni. Nazwa ta pochodzi od dzieła przypisywanego (nie wiadomo, czy słusznie) samemu Konfucjuszowi, a nazwanego, niezbyt chyba wymyślnie, kronikami "Wiosen i Jesieni" (ponoć zwrot "wiosna i jesień" oznaczał wówczas tyle, co "rok"). Tych wszystkich państw rządzonych przez jakichś miejscowych władców, czy może nawet watażków, było, w zależności od źródła, od stu do stu siedemdziesięciu, więc nie mogły to być państwa ani silne, ani rozległe. Po trzech wiekach te mnóstwo małych państw skonsolidowało się (pewnie nie po dobroci) w siedem królestw, a okres (trwający jeszcze dwieście pięćdziesiąt lat) znany jest jako okres Walki Królestw. Wśród tych królestw było też królestwo Qin (na pozostałe szkoda na tym poziomie pamięci20)), które zjednoczyło siłą pozostałe państwa i położyło kres podziałom.

Na tron wstąpił władca Shi Huang di, który obwołał się cesarzem, nawiązując do mitycznego Żółtego Cesarza, nauczyciela ludzkości. Nowy władca połączył też nomenklaturę legendarnych augustów i cesarzy w jeden tytuł "huangdi". Było to w 221 roku p.n.e., który był rokiem założenia dynastii Qin i jednocześnie rokiem ustanowienia cesarstwa w Chinach. Cesarstwo upadło na dobre dopiero w 1911 roku, choć, oczywiście, jego dzieje były do tego czasu różne. Dynastia Qin została obalona po piętnastu latach panowania, kilka lat po śmierci jej założyciela. Do jej idei silnego, zjednoczonego państwa chętnie odnosił się Wielki Sternik, towarzysz Mao Zedong, który, najwyraźniej, doceniał państwotwórczy zmysł pierwszego cesarza. Państwo Qin zostało założone z umiarkowanie skromną myślą panowania przez 10 tysięcy pokoleń, więc musiało mieć silne podstawy. Przesiedlono więc starą arystokrację, pozbawiając ją znaczenia, ustalono bardzo rozbudowaną, scentralizowaną biurokrację, wzmocniono wojsko, zunifikowano wszystko: od pieniędzy, poprzez wymiary cegieł, system miar i wag, aż do rozstawu kół wozów. Zniszczono wszelkie odrębności podbitych państw i to tak dokładnie, że później nie dało się już ich odbudować, choć pamięć o nich powinna jeszcze trwać. Zbudowano pierwszy Mur Chiński (bo budowano je kilkakrotnie w historii państwa), po to, żeby odseparować się od koczowniczych ludów północy. Cesarz rozkazał spalić wszystkie książki, które nie mówiły o państwie Qin, a podobno kazał też zgładzić ponad czterystu uczonych. Był też ponoć obsesyjnie ogarnięty myślą o nieśmiertelności, bo tak często tłumaczy się rozkaz zbudowania mauzoleum o monumentalnych rozmiarach. Strzegła go słynna terrakotowa armia - figury wojowników nadnaturalnej wielkości, które można dzisiaj oglądać w Xi An. Jednak zarówno ogromna armia, toczone wojny, jak i przymusowe prace chłopów na rzecz państwa oraz zwielokrotnione podatki spowodowały wybuch niezadowolenia społecznego. Zaczęło się niewinnie - oddział rekrutów nie zdążył gdzieś na zapadłej prowincji na miejsce zbiórki, bo była silna burza i nie dało się maszerować. W państwie obowiązywały bardzo drakońskie prawa - takie spóźnienie musiało zostać ukarane śmiercią wszystkich. Co więc niedoszli wojacy mieli zrobić? Dać się wytłuc do nogi? To już woleli ogłosić powstanie. I tak, w ciągu kilku lat iskra przemieniła się w pożar. Jeden z późniejszych przywódców powstania dostał się do niego w podobny sposób - był chłopem, który awansował na jakiś najniższy stopień urzędniczy i raz, gdy konwojował grupę jeńców, paru mu uciekło. Ponieważ skutek był oczywisty - wszystkich, jego samego w to włączając, miano za to według prawa ukarać na gardle, więc uwolnił pozostałych i przyłączył się do powstańców. Po kilku latach człowiek ten spełnił sen o karierze typu "z chłopa król", bo założył nową dynastię, nazwaną Han. Tę samą, od nazwy której do dzisiaj Chińczycy określają się jako "ludzie Han" (Han ren).

W ten sposób skwitowano właśnie jakieś dwa tysiące czterysta lat historii. Zostało jeszcze dwa tysiące dwieście, aż do czasów współczesnych. Może jednak dobrze byłoby spróbować wychwycić pewne generalne zasady cykliczności historii chińskiej. To mniej więcej tak: na początku wyradza się władza, kolejni panujący stają się nieudolni i gnuśni, interesując się jedynie swymi faworytami i intrygami pałacowymi. Klasa rządząca (już to arystokracja, już to urzędnicy), czując się bezkarną, patrzy tylko swojego zysku, brnąc w kumoterstwo, łapówkarstwo i nepotyzm. Utrzymanie dworu na odpowiednim poziomie, a także prowadzenie różnych wojen, kosztuje jak nie wiadomo co, więc trzeba podnosić podatki. Chłopi muszą też nieodpłatnie pracować przy różnych wielkich budowach dynastycznych. Z głębi Azji mogą (ale nie muszą) wkroczyć barbarzyńcy i załatwić wszystko na własną rękę. Do tego wszystkiego dochodzą anomalia pogodowe: a to przyjdzie susza, a to Huang He się zamuli21), wyleje i uśmierci paręset tysięcy ludzi, a głód załatwi drugie tyle. Wreszcie lud nie wytrzymuje i wybucha. Rżnie złych urzędników, aż furczy, oblega stolicę, morduje rodzinę cesarską, wydaje z siebie wodzów, którzy przejmują władzę i sami obwołują się kolejnymi władcami, zakładając następną dynastię, porządkując prawa, zmniejszając podatki, czyniąc porządek i sprawiedliwość, tak oczekiwaną przez ubogich. Część państwa się odłącza, zakłada własne dynastie, stary kraj czuje się natychmiast w obowiązku podbić odszczepieńców i przywrócić status quo ante, co powoduje dodatkowe wojny, pożogi itp. I tak to idzie cyklicznie, najlepsi władcy występują zwykle na początku dynastii, później idą wyraźnie mniej wybitni, stosunkowo prędko dynastia się degeneruje, w państwie zaczyna źle się dziać, klasa rządząca, czując się bezkarną, patrzy tylko swojego nosa... I tak da capo al fine. Kto nie wierzy, niech czyta dalej.

Nowy cesarz (to już dynastia Han) złagodził surowe prawa swoich poprzedników, rozdał ziemię po byłej arystokracji swoim zwolennikom, tworząc tym samym nową. Biurokracja pozostała, bo bez niej nie wyobrażano już sobie zarządzania tak rozległym państwem. Wprowadzono skomplikowane ceremonie na dworze. Konfucjanizm stał się systemem obowiązującym. Dynastia rozszerzyła obszar panowania na dzisiejszy Xinjiang22), południowe Chiny i część Korei. Do państwa przybyła w tym okresie nowa religia - buddyzm. Z początku sytuacja cesarstwa była kwitnąca, później, jak zwykle, gospodarka zaczęła się degenerować. Wreszcie w roku 9 n.e. regent odsunął małoletniego cesarza i ogłosił powstanie nowej dynastii Xin23). Nazywał się Wang Mang i rządził czternaście lat. Ogłosił zdumiewające reformy: znacjonalizował ziemię, zakazał obrotu nią na rynku, wprowadził monopole państwowe na sól, żelazo, wino i co tam jeszcze było można, przejął lasy i wody, nakazał przymusową wpłatę złota do skarbca, zakazał lichwy, wprowadzając państwowe pożyczki, konfiskował majątki urzędnikom. Z tego ostatniego powodu napotkał silny opór warstwy urzędniczej, przez co większość reform nie wypaliła, bo żaden urzędnik nie będzie dobrowolnie działał na swoją niekorzyść. Lud dalej był niezadowolony, więc nic dziwnego, że wkrótce pojawiło się zjawisko, które cyklicznie będzie się już przewijać przez dalszą historię kraju: rewolta chłopska. Wang Manga wykończył tak zwany ruch Czerwonych Brwi (powstańcy malowali je sobie), których chłopskie oddziały zajęły dużą część kraju. Dlatego siły procesarskie były tym buntem osłabione i gorzej broniły się przed siłami wiernymi starej dynastii Han, która wcale nie zasypiała gruszek w popiele. Władzę zdobyła wkrótce na powrót poprzednia dynastia, a że przeniosła stolicę na wschód, więc przyjęto nazywać ją od tej pory Wschodnią (Wschodnia dynastia Han). A chłopi? Cóż, skończyli tak, jak zawsze - pomimo dużej siły nie wykształcili silnej władzy, wewnętrznie skłóceni i niezdolni do dalekosiężnej myśli politycznej. Chłop swoje zrobił, chłop może odejść, a do konfitur dobiorą się najambitniejsi dowódcy. Wszystko więc szybko wróciło do normy, a chłopi do roboty. Byli bardzo zadowoleni, bo na początku nowy cesarz obniżył liczbę urzędników o 90%, a część ziemi została rozdana potrzebującym. Po dwustu latach Wschodnie Han skończyło jednak dokładnie tak samo, jak poprzednie dynastie. Większość cesarzy stała się marionetkami w rękach wszechwładnych eunuchów. Upadała władza centralna. Wreszcie dał o sobie znać kolejny ruch chłopski - tym razem rewolucja Żółtych Turbanów. Jej zwalczanie zwiększyło rolę gubernatorów prowincji, co w końcu spowodowało upadek dynastii. Na trzysta pięćdziesiąt lat można zapomnieć o jednej dynastii w Chinach. Rozpoczęła się tak zwana epoka Trzech Królestw (San guo).

Epoka ta stała się bardzo bliska Chińczykom, a to z tego powodu, że napisano o niej znaną powieść, nakręcono filmy, narysowano komiksy itd. Było o czym te filmy kręcić, w końcu trzy państwa biły się między sobą, zwrócono się o pomoc do koczowników z północy (prawdopodobnie byli wśród nich Hunowie, którzy dopiero później powędrowali na zachód, docierając do Europy), lała się krew, a zwykli ludzie uciekali z przerażeniem na południe Chin. Wreszcie jedno z państw wchłonęło pozostałe i ogłosiło inaugurowanie nowej dynastii - Jin. Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, bo sprawy przybrały znany obrót (reformy, umacnianie państwa itp.), jak to zwyczajnie w Chinach na początku dynastii. Jednak po parudziesięciu latach z północy uderzyli barbarzyńcy i pod ich ciosami państwo się rozpadło na szesnaście królestw i tak zwane Wschodnie Jin. Niewiele to pomogło, bo gdzieś tak po dwustu latach od proklamowania dynastii w ogóle, okazała się ona zupełnie bezsilna i upadła na amen. Kolejne sto sześćdziesiąt lat to okres Dynastii Południowych i Północnych, których było tyle, że chyba tylko najbardziej zażarci znawcy potrafią je wymienić jednym tchem, bez zaglądania do ściągi. I nagle, z tej mgławicy różnych państw i państewek pojawiło się kolejne zjednoczone cesarstwo. Zaczęła panować dynastia Sui. Pisać, że wszystko się poprawiło, zmniejszono podatki, powściągnięto biurokrację itd. wydaje się być zbędnym - czytelnik, skoro dotrwał aż dotąd, wie już z grubsza, co i jak. Chiny dynastii Sui obejmowały obszar podobny do tego, co za dynastii Han, choć bez terytoriów zachodnich. To wówczas budowano Wielki Kanał, to wówczas odnowiono i przedłużono Wielki Mur. W tym celu wysłano do tych prac pięć milionów ludzi (kanał) i jeszcze ponad milion ludzi (mur). Z tych, których los posłał do budowy muru wróciła zaledwie połowa. Nowa dynastia w tym względzie nie różniła się od poprzednich, mając swój lud za coś bezwartościowego, czego zawsze będzie w nadmiarze. Zbudowano ogromne spichlerze, magazynując zboże. Podbito północny Wietnam. I wówczas postanowiono ukarać krnąbrnego władcę Korei, który odmówił uznania się wasalem Chin. Koszt wystawienia armii (jeden milion trzysta tysięcy żołnierzy) nadszarpnął skarbem państwa. Co gorsza, kampania nie zakończyła się sukcesem. Kolejna dynastia, zakładana z myślą o wielu pokoleniach znikła po mniej więcej trzydziestu latach. Liczyła sobie tylko dwu (tak, to nie pomyłka: dwu) cesarzy.

Powstania chłopskie spowodowały upadek państwa. Po kilku latach wewnętrznych walk władzę przejęła nowa dynastia, której panowanie stanowi bodajże apogeum potęgi państwa - dynastia Tang. Drugi z kolei cesarz był człowiekiem wielkiej energii - zmusił do abdykacji ojca, kazał zamordować braci wraz z całymi rodzinami, żeby wyeliminować możliwość odwetu. Scentralizował państwo, wprowadzając jego kilkustopniowy podział. Kazał rozdawać ziemię chłopom, by zachęcić ich do pracy (wiadomo było od początku, że później 80% tej ziemi trzeba będzie państwu zwrócić). Rozwinął handel, rzemiosło, wzmocnił wojsko. Dochody państwa wzrosły tak znacznie, że można było sobie pozwolić na rozbudowę stolicy24) tak, że stała się ośrodkiem dwumilionowym - przypuszczalnie największym miastem ówczesnego świata. Wprowadzono egzaminy dla tych, którzy pragnęli zostać urzędnikami25). Wydawać by się mogło, że takie pociągnięcie otwierało możliwość kariery przed wszystkimi, nawet ubogimi. Nic z tych rzeczy! Na studiowanie przez długie lata mogli sobie pozwolić jedynie ludzie z bogatych rodzin, więc awans zdolnych, a ubogich trzeba odłożyć na półkę z napisem "mrzonki". Obowiązującą ideologią stał się konfucjanizm, a w zakresie religijnym państwo było dość tolerancyjne. Obszarowo Chiny były chyba największym państwem ówczesnego świata, osiągając z grubsza granice z okresu dynastii Han. Jednak zasięg wpływów był dużo większy, bo obejmował Koreę, Indochiny i obszar Azji środkowej po Morze Kaspijskie. Poprzez Koreę wpływy kultury chińskiej oddziaływały na Japonię26). Chińskie księżniczki stawały się żonami władców niezależnego Tybetu.

No i jak zwykle najlepszym władcą dynastii był jej drugi cesarz (ten, który usunął całą swą rodzinę). Jego syn ani niczego nie zepsuł, ani niczego specjalnie nie poprawił, co jest już pokaźnym osiągnięciem. A po śmierci tego syna władcą została jego żona, stając się w ten sposób jedyną faktycznie sprawującą władzę kobietą tych czasów. Nie wiadomo dlaczego ogłosiła, że zmienia nazwę dynastii na Zhou, ale po jej śmierci (żyła ponad osiemdziesiąt lat), przywrócono starą nazwę dynastii. Przez jeszcze dwieście lat tangowskie Chiny cieszyły się potęgą i powodzeniem. Jednak ta potęga stawała się coraz bardziej fasadowa. Nastąpiły tybetańskie najazdy na Azję środkową. A w połowie VIII wieku Chińczycy przegrali wielką bitwę z Arabami na terenie dzisiejszej Kirgizji. W jej wyniku praktycznie utracili wszystkie wpływy w tym regionie, który z ostoi buddyzmu stał się szybko terenem islamskim. Nastąpiły rebelie chłopskie, rozprzężenie i upadek państwa. Wskutek kolejnych powstań chłopskich i następujących po nich pacyfikacjach północ państwa bardzo się wyludniła27), a jej siła ekonomiczna podupadła. Ciężar znaczenia gospodarczego przesunął się wyraźnie na południe28), które bardzo mocno zyskało na tych przemianach. Dynastia zaś podupadała - trzech kolejnych cesarzy zmarło po zażyciu eliksiru nieśmiertelności, a stolica opustoszała. Nie trzeba było długo czekać, żeby wzmocnieni gubernatorzy prowincji zapragnęli ogłosić się niezależnymi władcami. Jeden z nich (za zasługi otrzymał z rąk ostatniego cesarza nowe nazwisko: "Całkowicie wierny") zabił cesarza i całą jego rodzinę. Nastał czas kolejnego rozbicia, znany jako Pięć dynastii i dziesięć królestw. Minęło ponad pięćdziesiąt lat, aż z tego zamętu wyłoniła się kolejna dynastia zdolna do opanowania całego kraju. Była to dynastia Song. W dalekim lesistym kraiku na krańcach Europy władca o imieniu Mieszko rozmyślał był właśnie nad korzyściami wynikającymi z przyjęcia przez jego księstwo chrztu. Był bowiem rok 960 n.e.

Dynastia Song była stosunkowo rozwiniętą dynastią. To wówczas wynaleziono druk, ruchomą czcionkę, proch i kompas, wprowadzono różne tradycyjne reformy (armia, administracja, gospodarka). Jednak północ kraju była zajęta przez barbarzyńców, którzy założyli własne państwo, a nawet zsinizowali się do tego stopnia, że ogłosili się odrębną dynastią (Liao). Byli to Kitanowie, wspomniani już wcześniej - to od nich pochodzi rosyjska nazwa kraju, Kitaj. Kitanowie też nie mieli szczęścia, bo trochę po stu latach najechali ich Dżurdżeni, kolejni barbarzyńcy z północy, obalili państwo i założyli własne (dynastia Jin), a wypędzeni Kitanowie istnieli jeszcze parędziesiąt lat jako Zachodnie Liao. Ci Dżurdżeni jeszcze powrócą w tym rozdziale, bo bardzo starali się zachować tożsamość i nie rozpłynąć w chińskim morzu. Udało im się to na tyle, że po kilkuset latach ich potomkowie wystąpią znowu w historii Chin jako Mandżurowie. Dynastia Song rządziła więc tylko na południu kraju (pewnie stąd pochodzi nazwa okresu - południowe Song), osiągając szczyty w dziedzinie kultury. Ceramika tego okresu jest zdecydowanie najpiękniejsza ze wszystkiego, co autor widział w Chinach i na wystawie w Berlinie29). Kwitło też malarstwo i poezja. Tymczasem oba północne państwa (Jin i resztki Liao) zostały z kolei podbite przez Mongołów, którzy przeżywali wtedy okres swej największej świetności, budując imperium obejmujące obszar od Oceanu Spokojnego po Ruś Halicką. Przez jakiś czas wojska mongolskie bardziej interesowały się zachodem swego imperium (najazdy na Europę, w tym nasza bitwa pod Legnicą i zniszczenie państwa węgierskiego), jednak kolejny władca zwrócił swe oczy już tylko na wschód i ogłosił powstanie nowej, mongolskiej dynastii w Chinach. Tak powstała dynastia Yuan. Przez pewien czas istniały dwa organizmy państwowe: Yuan i południowe Song. Wreszcie cesarz Yuan stwierdził, że dość tego i rozkazał najechać południe. Armia zajęła całe Chiny, ostatni cesarz Song utopił się w rzece. Chiny zostały zjednoczone aż w nadmiarze, bo teraz stanowiły jeden organizm wraz z bezkresnymi stepami Azji północnej i środkowej, opanowanymi już uprzednio przez Czyngiz chana i jego potomków. Był rok 1279. U nas pewnie rozprawiano właśnie o śmierci książąt Bolesława Wstydliwego i Bolesława Pobożnego.

Mongołowie rządzili twardą ręką, a przecież ich dynastia upadła po niecałych stu latach z takich samych powodów, co wszystkie poprzednie. Może zbytnio skupili się na wojnach? A może pomysł, żeby podzielić ludzi na lepszych (Mongołowie i sojusznicy, na przykład Ujgurowie) i gorszych (cała reszta, tzn. Hanowie i ludy południa) nie sprawdził się? Za tej dynastii podporządkowano Chinom Tybet i czyniono potężne starania podboju Japonii. To wówczas burza na morzu (słynny "boski wiatr" - kamikadze) zniweczyła raz na zawsze plany mongolskie. To także w tym okresie do Chin zawitali pierwsi Europejczycy - misja Giovanniego da Pian del Carpine i Benedykta Polaka, czy wenecjanin Marco Polo. Ci pierwsi dojechali tylko do Karakorum, ale Polo widział już chyba Pekin30), bo tam kolejny władca przeniósł stolicę państwa. Przez całe wieki Pekin nie był żadnym tam liczącym się miastem - kolejne stolice zawsze leżały w centralnej części kraju. Dopiero dynastia Kitanów (Liao) uznała miasto za swoją stolicę. Ponieważ jednak Kitanowie nadciągnęli gdzieś z Mandżurii, to Pekin był dla nich miastem południa i nazywali go Nanjing31)! Mongołowie zaś nazwali go "Duża Stolica" - Dadu32), choć równie często używali swojej nazwy - Chanbałyk. Za ich czasów przedłużono Wielki Kanał na północ, by móc nim zaopatrywać stolicę. Miasto przyjęło nazwę "Północnej Stolicy" (Beijing = Pekin) dopiero za następnej dynastii. A ponoć w czasach zupełnie nowożytnych, bo 1927 roku, kiedy stolicę państwa przeniesiono do Nankinu, to Pekin przemianowano nowatorsko na "Miasto Pokoju" (Beiping).

Tymczasem za dynastii Yuan chłopi zaczęli się buntować, bo dotykała ich inflacja, być może spowodowana także tym, że w obiegu był pieniądz papierowy. Mongołowie nie potrafili temu zaradzić, a jedynym pomysłem, jaki przyszedł do głowy mongolskiemu ministrowi, był zamiar wymordowania wszystkich tych poddanych, którzy noszą typowe chińskie nazwiska (Zhang, Wang, Li, Liu, Zhao), a więc tak połowę ludności. W dodatku znowu dała o sobie znać agradacja i Huang He rozlała szeroko, powodując ogromne zniszczenia. Pewien młody wieśniak stracił wówczas prawie całą swoją rodzinę, jakoś zaczepił się przy klasztorze buddyjskim, a wreszcie dołączył do buntowników. Był jeszcze jednym Chińczykiem, do którego uśmiechnęło się szczęście - został dowódcą oddziału, armii chłopskiej, wreszcie cesarzem, obalając dynastię mongolską. Dynastia Yuan rządziła jeszcze przez trzy wieki stepami mongolskimi, ale do Chin już nie wróciła. Tu zapanowała na około trzysta lat dynastia Ming, stworzona przez wspomnianego przed chwilą człowieka. W Polsce kilka lat wcześniej zmarł Kazimierz Wielki.

Dynastia Ming to ostatnia prawdziwie chińska dynastia. Pierwsze lata spędziła na bojach z Mongołami - najpierw po to, żeby ich wypędzić, później po to, żeby zrzekli się tytułu cesarskiego, bo dla legalistycznych Chińczyków był to niezwykle ważki problem33). To za czasów tej dynastii zbudowano obecnie stojący Chiński Mur. Większość dzisiejszych symboli Chin (Cesarskie Miasto w Pekinie, Świątynia Niebiańskiego Pokoju, grobowce Mingów itd.) powstało w tym właśnie okresie. To wówczas też niewiele już chyba brakowało, żeby chińskie oddziały przybyły do Europy (a może nawet ją skolonizowały?). A było tak, że cesarz doceniał rolę handlu, a więc był zainteresowany znajomością szlaków wodnych. Kazał zbudować wielką flotyllę statków, których załoga w sumie liczyła ze trzydzieści tysięcy ludzi. Statki były przeogromne, a "Santa Maria" Kolumba byłaby w tej flocie wśród okrętowego pomocniczego śmiecia, niewartego nawet wspominania. Flotą dowodził admirał Zheng He, który był rzutkim i odważnym eunuchem. W ówczesnych Chinach sprawa normalna i banalna. Chińskie statki opłynęły półwysep Malakka, udały się do Indii, dotarły do wschodnich wybrzeży Afryki. Różnego rodzaju współcześni pasjonaci zaczęli od razu udowadniać, że Zheng He odkrył też Australię i Amerykę, przepłynąwszy przez Pacyfik, ale to już raczej zbyt daleko idące wnioski. Wreszcie zmienił się cesarz i jego następca rozkazał całą tę flotę zniszczyć, a podróży poza Chiny zakazać. Nigdzie, w końcu, nie żyło się tak dobrze, jak w Chinach, to po cóż ktoś miałby dobrowolnie pchać się do dzikich? Niech już lepiej dzicy przybywają do Chin, żeby płacić trybut i oddawać cześć Synowi Nieba poprzez złożenie kotou34). No i nie trzeba było długo czekać - barbarzyńcy przypłynęli za kilkaset lat, choć nie dokładnie tak to sobie w Chinach wyobrażano, jak wyszło faktycznie.

Gdy w Polsce ostatnie lata35) panował Władysław IV Waza, z Mandżurii wyruszyła kolejna fala barbarzyńców, która podbiła Chiny. Tym razem byli to Mandżurowie, którzy sami wywodzili się od Dżurdżenów (dynastia Jin), a ich wódz powoływał się jeszcze na związki z Mongołami (dynastia Yuan), przez co jego prawa do tronu były przynajmniej tak dobre, jak każde inne. Mandżurowie bali się zsinizowania, więc postanowiono, że będą otrzymywać sute pensje rządowe, a jakakolwiek ich praca miała być zabroniona. Nowa władza nakazała Chińczykom nosić warkocz jako symbol poddaństwa (wcześniej przez kilka tysięcy lat nie było to przyjęte). Państwo powiększyło się znacznie w stosunku do swych poprzedników, bo zajęło Tybet, Xinjiang, Mongolię, Tajwan, część Wietnamu i Birmy. Jednak rozwój terytorialny na północy został zahamowany przez nadchodzącą potęgę europejską - Rosję, zaś na południu Anglię i Francję, które wkrótce odebrały państwu Birmę i Wietnam. Był to poważny cios dla Syna Nieba, który jeszcze niedawno odprawiał posłów angielskich z pismem, w którym twierdził, że Chiny posiadają wszystko, czego potrzeba i nie czują żadnej chęci do handlu z dziwnymi barbarzyńcami. Być może ten fakt zaważył na późniejszych wydarzeniach. Anglicy bowiem założyli faktorie handlowe w Guangzhou36) i kupowali herbatę, porcelanę, jedwab itd. Skoro jednak Chiny nie chciały żadnego towaru europejskiego, kupcy angielscy musieli płacić za wszystko srebrem, bo tubylcy nie chcieli ani paciorków, ani lusterek, ani nawet zegarków. Kupcy wpadli więc na pomysł, że będą płacić opium, przywożonym z brytyjskich Indii. Jak pomyśleli, tak zrobili i fala zgubnego nałogu rozprzestrzeniła się momentalnie po Chinach. Rząd zakazał takiego handlu i nawet rozkazał skonfiskować i zniszczyć kilkaset skrzyń z opium. To jawne pogwałcenie zasady wolności handlu i własności prywatnej tak rozwścieczyło Anglików, że wysłali wojsko, które w dwóch tak zwanych wojnach opiumowych37) rozgromiło wielkie, ale słabe Imperium Qingów. Władze musiały zgodzić się na handel opium, oddanie Hong Kongu w ręce brytyjskie, otworzenie eksterytorialnych koncesji zagranicznych na terenie Chin, wyłączenie białych spod jurysdykcji chińskiej, swobodną żeglugę pod obcymi banderami po rzekach cesarstwa, budowę linii kolejowych i wiele innych upokarzających warunków. Pozostałe państwa kolonialne poszły tym śladem, dodając własne żądania i doszło do tego, że gdy jedno coś na własną rękę wytargowało od Pekinu, to inne natychmiast domagały się od rządu chińskiego "rekompensat". Rozpoczęły się powstania chłopskie (Tajpingowie, Bokserzy38)), zwrócone wyraźnie przeciw Mandżurom i zamorskim diabłom. Czarę goryczy przelał fakt, że do grona tych państw, które upokarzały Chiny dołączyła Japonia, podbiwszy Koreę, dotychczas półformalnego wasala Chin. Wojska europejskie dwukrotnie (1860 i 1900) zajmowały Pekin, łupiąc go bezlitośnie. Narastała świadomość niezbędności reform. Co prawda początkowo dochodziło raczej do sytuacji, gdy wybudowaną przez obcych linię kolejową wykupywano za ciężkie pieniądze po to, żeby za chwilę ją rozebrać, ale prędko zdano sobie sprawę z tego, że państwo potrzebuje natychmiastowych działań. Tymczasem ostatni cesarze byli małoletnimi marionetkami w rękach cesarzowej wdowy, która pieniądze zebrane na flotę wojenną wydała na własne przyjemności (w tym na słynną marmurową dżonkę w Pałacu Letnim w Pekinie). Wreszcie ruch postępowy obalił ostatniego cesarza39) i wprowadził Republikę. Był rok 1911; cesarstwo zostało w Chinach ostatecznie zlikwidowane. Więcej szczegółów tych wydarzeń zostanie podanych w rozdziale XVIII - "Państwo", bo ten wydaje się autorowi już tak długi, że właściwie nie do czytania.

Poprzedni rozdział

Spis treści

Następny rozdział



© YPY - Strona poprawiona i publikowana 30.05.2009