|
FATALNA SETKA | |
19.03.2010
W drodze miał nieprzyjemne wrażenia, że ktoś go obserwuje. Widocznie nerwy zaczęły mu puszczać z tego wszystkiego. No a w pracy nie zdążyło się przez ten czas nic zmienić. Może tylko pani Kasia była jakaś zmieszana na jego widok, co wytłumaczył sobie tym, że jeszcze mu pamięta tamten dzień, kiedy zemdlała z jego winy. Bez uśmiechu oznajmiła mu, że szefowa już na niego czeka, więc on może wchodzić i tu nie przeszkadzać, a drogę przecież świetnie zna. Więc wszedł, zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie zaskoczony. Szefowa stała do niego plecami, twarzą do regału, w jakimś takim długim prawie do kostek chałacie koloru rubinowego. Gdy wszedł, drgnęła wyraźnie, odwróciła się i wtedy zobaczył, że pół twarzy ma zasłonięte wielkimi okularami przeciwsłonecznymi. Uśmiechała się krzywo takim grymasem, który jego babcia, gdy jeszcze żyła, nazywała nieszczerym.
- Zamknij drzwi na klucz – poprosiła. Więc zamknął machinalnie, ale zaraz dotarło do niego, co to może znaczyć i wypalił bez wahania:
- Proszę o tym zapomnieć. Już nigdy więcej. Poza tym – sama mnie pani wyrzuciła. Czego pani jeszcze chce? Po co mnie tu pani zaprosiła?
- Och, ile pytań – szefowa nie zachowywała się tak, jak zawsze. Była jakaś taka – zagubiona?
Łukasz niezbyt rozumiał, o co w tym wszystkim chodzi. Stał nadal tuż przy drzwiach, a szefowa zrobiła dwa, czy może trzy kroki naprzód.
- Słuchaj, wiesz już pewnie... To była totalna pomyłka z tym chłopakiem, zrozumiałam to po niewczasie. No więc... proponuję następujący deal: wracasz do pracy, nie jeździsz już nigdzie, siedzisz w biurze, dostajesz ode mnie miesięcznie osiem tysięcy na rękę, nie musisz się z tego rozliczać, kupię ci jakiś wypasiony samochód, nie będę (westchnęła) nie będę się czepiać, że masz na boku jakieś dziewczyny, bylebyś się z nimi nie obnosił przed moimi oczyma.
- A w zamian?
- W zamian? - głos szefowej stał się niski, rozchyliła poły swego dziwnego purpurowego szlafroka, czy czego tam i okazało się, że jest pod nim całkiem naga.
- W zamian będziesz mnie kochał tak, jak przedtem, bo ja cię potrzebuję Łukasz, rozumiesz? Nie mów nie. Nic nie mów pochopnie i dobrze się zastanów, bo drugiej takiej okazji nie będziesz pewnie mieć w życiu. Zresztą widzę, że działam już na ciebie, bo ty jesteś przecież prawdziwa love machine, Łukaszku i reagujesz na bodźce jak pies Pawłowa. To jak?
To była prawda, Łukasz czuł, ku własnemu upokorzeniu i wściekłości, że jest podniecony. Milczał chwilę, podszedł do fotela z zamiarem zajęcia miejsca, zrozumiał jednak natychmiast, że przy tym stadium erekcji siadanie byłoby zwyczajnie niewygodnie, więc oparł pośladki na brzegu parapetu i wtedy, widząc nieme pytanie w oczach kobiety, był już pewny swojej decyzji.
- Nie - odpowiedział. Szefowa zgasła momentalnie na twarzy, przygarbiła się jakby, sięgnęła ręką do skraju poły swojej dziwacznej szaty i próbowała nieporadnie okryć swoją wyzywającą nagość.
- Dlaczego? - zapytała cicho – za mało ci?
- Nie – powtórzy Łukasz i zrozumiał, że przez te kilka miesięcy mitologizował swoją partnerkę od czystego seksu. Po raz pierwszy zobaczył w niej nie górującą kochankę, tylko zmęczoną kobietę z pierwszymi oznakami starzenia. Podszedł do niej, ujął za ramiona, podprowadził do jej dyrektorskiego fotela z czarnej skóry i posadził w nim, niestawiającą oporu. Po raz pierwszy też zwrócił się do niej po imieniu, odczuwając coś w rodzaju współczucia.
- Renato, pozwól, że ci to wszystko spokojnie wytłumaczę. Ale błagam cię, nie mów nic przez chwilę, bo ja będę musiał sporo mówić. Dobrze?
- Mów.
- Masz rację, że robisz na mnie wrażenie. Robisz, bo jesteś piękną kobietą. Chyba zbyt nisko mnie oceniałaś na początku. Myślisz, że zgodziłbym się zostać twoim kochankiem, gdybyś była jakąś maszkarą? Uuuch, nie! To nie tak! Muszę zacząć od początku. To tak było, że to tylko ty wymyśliłaś sobie, że skoro mam ładną buzię i niezłe ciałko, to pewnie gżę się z kim popadnie i jak popadnie. A tak wcale nie było. Możesz nie wierzyć, ale pewnie dlatego tak łatwo się zgodziłem, bo zanim mi zaproponowałaś nasz układ nie byłem z nikim chyba przez ponad rok.
- Dlaczego?
- Dlaczego? Nie wiem. Nie idzie mi z dziewczynami. Łatwo zrywam znajomości. Nie spotkałem żadnej, na której mi zależało. A ty podpłynęłaś niczym złoty jacht do wygłodzonego seksualnie samca, który wypatrywał rozpaczliwie jakiejś łódki ratunkowej
- To brzmi nieprawdopodobnie. Każdemu na kimś zależy. Spójrz na mnie. Byłam gotowa zrobić dla ciebie wszystko.
- No tak. Była ta jedna, jedyna. Rzuciła mnie zanim coś się na dobre zaczęło. Szukałem jej i okazało się, że pojechała do Anglii. A tak mi wyznawała miłość!
- To cię do dziś boli?
- Skąd! Nie bolało, zapomniałem. No, trochę. I teraz okazało się, że to nie ona pojechała do Anglii, a ona cały czas była w kraju, tylko ja jej nie szukałem. I ja ją odnalazłem parę dni temu, tylko że ona mnie nie chce widzieć.
- Kochasz ją nadal.
- Nie pytaj. Nie mam żadnych szans. Gdybym jej znowu nie spotkał, całowałbym cię po rękach, że dajesz mi takie warunki, ale teraz nie chcę. Śmieszne, co? Jak w jakimś głupim melodramacie.
- Śmieszne. Znam ją?
- Sama mnie do niej wysłałaś. To właścicielka Dunaju.
- Lipska? Bardzo dzielna dziewczyna.
- Może i dzielna, ale co ja jej zrobiłem? Co złego? Posłuchaj szczegółów, jak to było, jak ją poznałem i co się wydarzyło tamtego feralnego dnia.
Renata słuchała jego opowiadania. On gadał jak najęty, jakby puściła w nim jakaś tama, a ona tymczasem poprawiła się w fotelu, zrobiła porządek z połami szlafroka, wstała, otworzyła jakąś butelkę, nalała dwie szklaneczki żółtawego płynu, podała jedną Łukaszowi, drugą sama podniosła do ust. Zadała kilka pytań, wysłuchała odpowiedzi i pokiwała głową.
- Łukaszku, zostańmy przyjaciółmi. Żadnego seksu już nie będzie, ani żadnych zobowiązań, bo nie jestem ślepa i wiem, że nie mogę konkurować z dziewczyną tyle ode mnie młodszą. Cóż, tak to tak, ale jeśli będziesz potrzebował mojej pomocy – przychodź. Na pracę u mnie nie licz, ani na żadne fiki-miki, bo tę opcję właśnie anuluję, ale sam tego przecież chciałeś. Zgoda?
- Zgoda.
- A teraz ci powiem, że jesteś zwykłym mężczyzną. To znaczy – niezbyt mądrym.
- Że co? Tyle czasu byłem dobry...
- No właśnie. To cię od razu żgnęło niczym pilnikiem. Tak, w “te klocki” byłeś bardzo dobry, nie tylko dobry. Ale myślenie ci szwankuje. Przecież gołym okiem widać, że ta, jak jej? Agata uwiodła cię perfidnie jak małego dzidziusia. Pewnie maczała też palce w tym, żeby cię obrzydzić małej Lipskiej.
- Tak myślisz?
- Ja nie myślę, Łukaszku. Ja jestem pewna. I chyba zostanę lesbijką, żeby nie musieć znowu mieć do czynienia z męskimi szowinistycznymi, a głupimi świniami, wiesz?
- Nie żartuj. To co ja mam teraz robić?
- Szto diełat'? Teraz? Iść do tej twojej ukochanej i spróbować wszystko jej spokojnie wytłumaczyć. Skoro udało ci się wysłowić przede mną, to spróbuj też przed nią. I wyduś z niej wreszcie, czym zawiniłeś rzekomo nad tym jeziorem, to wtedy pewnie wszystko się wyjaśni. Masz z nią jakiś kontakt?
- Wiem, gdzie mieszka.
- No, to powodzenia. Idź już, Łukaszu. Idź już, proszę.
* * *
Czy to możliwe, żeby był aż tak głupi? To Agata go z wyrachowaniem uwiodła, a on nic nie zauważył? Po co? Dla tych kilku dni dzikiego seksu w namiocie? Rozstali się przecież bez zobowiązań kilka dni po powrocie do miasta. Zwyczajnie do siebie nie pasowali; była małostkowa i liczyły się dla niej tylko pieniądze, których on nie miał. Zdaje się, że bez większego żalu zamieniła go na jakiegoś marynarza, czy pilota. A Łukasz, chociaż podpadał pod kategorię “porzucony kochanek” też wcale za nią nie tęsknił. Nawet jakby mu ulżyło.
Zadzwonił telefon. To pani Kasia, wyraźnie zaniepokojona wyrzucała mu, że tak wypadł jak oparzony z gabinetu pani Renaty, że aż ona, Kasia, nie zdążyła z nim porozmawiać, a ma o czym.
- Że ten Romek, kawał drania i chama, wykrzykiwał, że pana, panie Łukaszu, wykończy i że pan jest, przepraszam, że powtarzam, ale on tak powiedział: pedofil.
- No, czy on głupi jaki? Co ze mnie za pedofil, kiedy wszyscy wiedzą, jakie mam skłonności... - urwał, bo zdał sobie sprawę, o czym rozmawia z delikatną panią Kasią.
- A tak. Tu ma pan rację: wszyscy wiedzą. Może aż za dobrze, panie Łukaszu. Może aż za dobrze. No, to ja pana ostrzegłam. Do widzenia. - głos pani Kasi był tak lodowaty, że aż Łukaszowi zrobiło się głupio.
- Do widzenia, pani Kasiu - wykrztusił. - I dziękuję.
Łukasz zjeżył się cały w sobie, bo po raz kolejny dotykała go jakaś niedobra tajemnica. Kto mógł wiedzieć o fałszywym oskarżeniu sprzed siedmiu lat? Tamten policjant, matka chłopczyka... I ta osoba, która go wówczas zadenuncjowała. Ten cały Romek? Bzdura! Nigdy go na oczy nie widział.
Telefon zadzwonił jeszcze raz. Łukasz odebrał, nie patrząc nawet na wyświetlacz.
- Tak, pani Kasiu! Co tym razem?
- Czemu mnie jakoś nie dziwi, że ty oprócz swojej szefowej obrabiasz też jakąś naiwną panią Kasię?
- Ania? Aniu! Tak czekałem. Tak czekałem...
- Powstrzymaj swój zachwyt i słuchaj dobrze, co powiem.
- Tak, tak, oczywiście. Aniu, proszę cię, powiedz mi...
- No właśnie próbuję, więc mi nie przerywaj.
- Tak, właśnie, właśnie. Powiedz, co ja ci niby zrobiłem tam nad jeziorem? Nie dręcz mnie, powiedz! Przecież ja ci nic nie zrobiłem. Nic złego, co nie? Powiedz, proszę. Proszę cię, Aniu, błagam.
- Łukasz, czy ty kpisz, czy o drogę pytasz? Nikt mnie tak w życiu nie upokorzył, jak ty wtedy.
- JA? O czym ty mówisz? Jak upokorzył? Jak...
- Chyba ci na mózg padło z nadmiernego odspermienia. W porządku, przypomnę ci.
- Słucham.
- Obudziłam się w namiocie sama. Ciebie nie było. Byłam taka szczęśliwa, a znalazłam przy samym wejściu, na twoim materacu sto złotych, a pod nimi tę kartkę, którą napisałeś. Nawet nie miałeś tyle odwagi, żeby mi to powiedzieć w twarz. Treść pamiętam do dzisiaj. Mam ci przypomnieć?
- Jaką kartkę? ... No dobrze, przypomnij.
- “Mała dziwko! Dobra byłaś na jedną noc, a teraz zejdź mi z oczu. Stówa za kurewstwo powinna wystarczyć.”
- Co? Jak? Aniu... uwierz...
- Łukasz, dość. Dzwonię tylko po to, żeby ci powiedzieć jedno: przestań mnie prześladować, bo pożałujesz. Zapomnij o mnie, wyjedź, umrzyj, albo i zostań; rób, co chcesz, ale z dala ode mnie. Nie obchodzisz mnie. Jeśli nie – powiadomię policję. Żegnam.