|
FATALNA SETKA | |
20.03.2010
„Ile można rzygać do kibla? I nie tam zaraz wymiotować, mieć torsje, womitować, czy jechać do Rygi, tylko obrzydliwie rzygać? Z oczekiwaniem, że zaraz zobaczy się własną dwunastnicę? Dlaczego we wszystkich harlequinach czytanych przez matkę (on zabierał je czasem do toalety – i to jedynie wtedy, kiedy chciał spędzić tam trochę czasu w spokojnym odosobnieniu) uboższy mężczyzna wyjeżdżał zawsze w jakąś dzicz, przebywał tam góra dwa – trzy lata i wracał już niezależny finansowo? Tak, żeby jego ukochana nie zdążyła się zestarzeć i jeszcze świeża rzuciła mu się w te szerokie, męskie i obrzydliwie bogate ramiona? Wszyscy poświęcali tym sprawom najwyżej ze dwa zdania, taka to była dla wszystkich autorów tych bzdur trywialność. Życie jest inne i to niesprawiedliwe. Ile już chlał? Chyba od wczoraj. A zresztą może i nie. Wszystko jedno. Kogo to obchodzi? O, znowu. Ile można rzygać do kibla?”
* * *
„Ile można rzygać do kibla? Wstrętna dziwka. Miał rację ten, co to napisał. Wstrę...”
* * *
„Ile można rzygać do kibla? Która to godzina i gdzie ja właściwie jestem? Co przelewa mi się w głowie?”
* * *
„Boże! Ile można rzygać do kibla?”