FORMICA RUFA

Ze względu na zawarte treści, nie zaleca się dla osób poniżej 30 roku życia

Wchodzisz na własne ryzyko!

Opowieść o współżyciu człowieka z przyrodą

Obfitująca w dewiacje, odrażające obsesje i postaci zdegenerowane, jednak kończąca się - dla podniesienia ogólnego morale - krzepiącym wnioskiem, jako że i ze złych przesłanek umysły światłe mogą i powinny wyciągać budujące wnioski


Młody wilk podążał przez las oddychając pełną piersią. Nie kłopotał się specjalnie o jutro, wierząc, że opatrzność czuwa nad nim, nie dając przedwcześnie oddać ducha. Tak strasznymi pogłoskami, jak na przykład opowieść o łagodnym wilku Denisie, pokąsanym rzekomo przez złego człowieka, w ogóle nie zaprzątał sobie głowy, bo był dość prostoduszny i optymistycznie nastawiony do świata. Jednak, gdy wyczuł niepokojący zapach dochodzący z zachodniej strony lasu, poczuł się nieswojo. Zapach mało przypominał znane zapachy, ale niewątpliwie należał do człowieka. Wilk, gnany niezrozumiałą chęcią, pobiegł wprost na zachód, na spotkanie nieznanego. Sam się sobie dziwił, a w głowie jakiś ostrzegawczy głos powtarzał mu ciągle, że mityczny, nikogo nie podejrzewający o złe zamiary, dobry z natury Denis stał się po pogryzieniu ludołakiem i nic już nie mogło mu pomóc w jego doli.

Wyjrzawszy ostrożnie przez gęste krze wilk oniemiał i przestał rozumieć, co się z nim dzieje. Instynkt podpowiadał mu, że działa nierozważnie, ale pomimo tego zaczął pomalutku, łapa za łapą przybliżać się ostrożnie do człowieka leżącego bez ruchu na środku polany. Nie czuł do niego niechęci, a wprost przeciwnie, przeżywał odurzającą fascynację. Prawda, że leżąca na kocu dziewczyna nie była niczym przysłonięta i wilk mógł podziwiać idealny kształt jej pośladków wystawionych do promieni przygrzewającego słońca, jednak czuł podświadomie, że silniejszy od niego zew krwi jest czymś przeciwnym naturze.

Słysząc szelest gałęzi dziewczyna podniosła głowę i przez chwilę wpatrywała się nieruchomo w oczy wilka, który zaczął drżeć na całym ciele. Po chwili przekręciła się na kocu i zaczęła melodyjnym głosem mówić coś, wyciągając rękę w geście zachęty. Wilk nie znał ludzkiej mowy, ale z tonu głosu domyślał się bardziej, niż wiedział, że tu nie spotka go nic złego. Oczy miał teraz pełne bujnych piersi pięknej plażowiczki i to sprawiło, że poniechał resztek ostrożności i po chwili łasił się do jej rąk. Dziewczyna głaskała i przytulała go czule, co wcale nie było mu nieprzyjemne, a po chwili zaczęła go skubać zupełnie już nieprzystojnie, sama dysząc przy tym coraz bardziej gardłowo. Wreszcie, gdy wilk trochę oprzytomniał, było po wszystkim, a on leżał osłabły na kocu, powtarzając bezgłośnie w kółko tylko jedno: to zoofilka, zoofilka!

Poczuł nagle zimny dreszcz od łopatek po czubek szarego ogona a później tępy, uporczywy strach. Przerażony tym, co zrobił, cichutko odbiegł w krzaki i obserwował dziewczynę, bo mimo rosnącego przerażenia, nie mógł oderwać od niej oczu. Omnia creatura post coitum triste. - przemknęło mu przez skołowaną głowę. Tymczasem naga piękność wstała, otrzepała ze skóry jakieś przylepione paprochy, czym mało nie wprowadziła wilka, wpatrującego się uporczywie w jej poruszający się rytmicznie biust, w obłęd i zaczęła powoli zakładać na siebie kolejne części garderoby. Gdy wydawało się, że to już koniec, dziewczyna wyjęła nieoczekiwanie z kieszeni dziwny przedmiot i zgrabnie założyła go na głowę, zawiązując długie tasiemki. Czerwony Kapturek! Wilk oniemiał i starał się zebrać myśli. W każdej rodzinnej norze mamy opowiadały swoim wilczkom bajkę o krwiożerczym Czerwonym Kapturku, który doprowadził do zguby pokojowo nastawionego wilka, ale mało kto wierzył w takie bajania w wieku bardziej zaawansowanym, gdy jad sceptycyzmu przenikał już był do świadomości podrastającej młodzieży. A tu masz! Właśnie w tym lesie zmaterializował się realny Czerwony Kapturek! Co gorsza, budzący w wilku tak sprzeczne uczucia.

Tknięty złym przeczuciem postanowił się oddalić. Jednak po chwili zawrócił, choć nie wiedział, czemu to robi. Znów uciekał. Stanął i węszył. W głowie miał mętlik, a łapy wciąż miękkie od niedawno przeżytej rozkoszy. Nigdy dotąd nie doświadczył tak dominującego i silnego odczucia... Co robić? - zadawał sobie to klasyczne pytanie, gdy dotarło do jego świadomości, że dziewczyna w czerwonej czapeczce wcale nie idzie żadną ze ścieżek używanych zwykle przez ludzi, tylko przedziera się sprawnie przez krzewy, wyraźnie go tropiąc! Wilk otrząsnął się i szybko pobiegł w las, wykonując kilka typowych sztuczek zacierających ślady. Niech teraz ten Czerwony Kapturek pokaże, co potrafi! Okazało się jednak, że potrafiła - dziewczyna bezbłędnie szła po śladach wilka jak po sznurku. Najbardziej nawet wyrafinowane sposoby mylenia myśliwych kolejno zawodziły i tropicielka powoli, ale stale zmniejszała odległość dzielącą ją od ściganego zwierza. Wilk poczuł, że jego przygodna kochanka podoba mu się teraz zdecydowanie mniej, niż na początku i zaczął bardzo poważnie obawiać się o własną skórę. Zdesperowany postanowił chwycić się ostatniej deski ratunku - ukryć się przed człowiekiem za innym człowiekiem. Myśl ta wydała mu się tak wyborną, że ruszył natychmiast na skraj lasu, gdzie już raz dobra staruszka dopomogła mu w ucieczce przed psami gończymi.

Niestety, chatka staruszki, pokryta poczerniałą strzechą i skrzywiona ze starości, była pusta. Babcia nie mogła być daleko, bo drzwi były uchylone, a na kominie bulgotał jakiś pękaty saganek. Nie było to jednak dla wilka wielką pociechą. Cały zjeżony ukrył się w łóżku stojącym naprzeciw okna i siedział pod pierzyną jak mysz pod miotłą. Czas mijał powoli, w pościeli było przytulnie, muchy brzęczały sennie pod powałą. Wilk odprężał się pomału, sądząc, że tym razem pozbył się swojej prześladowczyni na dobre. Czekał teraz na powrót babci, pragnąc, żeby jej dobre ręce podrapały go raz jeszcze za uchem, jak niegdyś. Nagle ktoś odchylił pierzynę i mocne ręce Czerwonego Kapturka chwyciły ciepłego i półśpiącego wilka. Degeneratka była od niego silniejsza i na nic zdały się rozpaczliwe próby uwolnienia. Po chwili leżał bezradnie na grzbiecie, zaprzestawszy próżnego oporu, a dziewczyna dosiadała go okrakiem, czyniąc niedwuznaczne przygotowania do wykorzystania jego witalności. Wilk czuł upokorzenie i odrazę do samego siebie, bo, pomimo niechęci do Czerwonego Kapturka, nie mógł pohamować narastającego podniecenia i ogarniającej go fali rozkoszy. Wnet nie wiedział już, co się z nim dzieje, tak dalece zatracił się w ślepej rui.

Celny strzał skrócił jego mękę. Brocząc krwią z przestrzelonej wydatnej piersi dziewczyna osunęła się bezwładnie na złachmanione ciało wilka, co - paradoksalnie - uratowało mu życie. To gajowy, starający się od niedawna o rękę Czerwonego Kapturka, zajrzał przez okno chatki; na widok tych odrażających praktyk wpadł w amok i jednym pociągnięciem spustu (sam mówił - cyngla) przerwał owe ekscesy, czując się oszukany i dotknięty do żywego w swej męskiej dumie, żeby dziewczyna przedkładała (jak mówił) wilki, psy czy tam koty nad jego wyłączne usługi. Strzał zaalarmował babcię, która nadbiegłszy do domu zastała siedzącego pod oknem, szlochającego jak dziecko, umazanego gajowego z dymiącą jeszcze dwururką w dłoni...

W każdą rocznicę tych wydarzeń babcia zapalała znicz na mogile Czerwonego Kapturka, pochowanego pod lasem, opodal brzózek. Zamyślała się wówczas głęboko nad dziwnymi kolejami losu, wsparta na dużym, szarym wilku, towarzyszącym jej wiernie jeszcze przez długie lata. Załamany gajowy wyemigrował był bowiem zaraz po tym nieszczęśliwym wydarzeniu do dalekich krajów i dał się zabić innowiercom, których pojechał tłuc za prawdziwe pieniądze. Jeden z wnuków babci był w Mieście bardzo ważną osobą i kilkoma telefonami załatwił sprawę tak, że uznano śmierć Czerwonego Kapturka za nieszczęśliwy wypadek, bez specjalnych konsekwencji dla nikogo. Rodzina dewiantki wyparła się jej od razu, a pogłoski o dziwacznych upodobaniach sprawiły, że uznano pochówek pod lasem za najbardziej wskazany, bo przynajmniej nie rzucający cienia na bogobojną okolicę. A wilk? Wyszedł z tej nieprzyjemnej przygody cało i szczęśliwie, znalazłszy wreszcie swoje miejsce na ziemi, jako że okazał się być zadeklarowanym gerontofilem.


Aby wrócić do strony początkowej naciśnij tutaj
Aby wrócić do Spisu Treści naciśnij tutaj. / Aby przejść do Indexu naciśnij tutaj
Powrót do poprzedniego rozdziału / Jesteś w rozdziale 04 / Przejście do następnego rozdziału