|
NOWY GATUNEK | |
Tak do końca to nie było ścisłe z tym całym Thule, które miało też w swojej historii inną nazwę4). No bo przecież trzeba też pamiętać, że poziom oceanów podniósł się bardzo znacznie przez ostatnie dwa tysiące lat. Dlatego to właściwe Thule jest w tej chwili zalane kilkumetrową warstwą wody i nikt już o nim nie pamięta. Klimat zmienił się całkowicie, bo w Thule średnia temperatura lipca wynosiła minus dwanaście stopni, a teraz mamy koniec listopada i w nocy jest plus trzydzieści osiem. No dobrze, nie w nocy, tylko nad ranem, ale, przyznać trzeba, to wciąż spora różnica. Poza tym jaki kłopot z antypodami! Ani się o tym śniło starożytnym, chociaż mnie, już bardziej z racji wykształcenia, przychodzi do głowy twierdzenie Borsuka-Ulama, które tutaj nie ma nic do rzeczy i tylko świadczy o moim coraz bardziej postępującym oderwaniu od spraw świata tego.
Długo opowiadać, ale najważniejsze jest to, że pas równikowy stał się tak gorący jak piekło i od kilku stuleci pozostaje niezamieszkały. Na południową półkulę można się dostać jedynie powietrzem, gdyż podróż lądowa, chociaż ze względów technicznych możliwa, stała się zbyt niebezpieczna, bo w razie awarii pojazdu cała jego załoga musi zginąć w ciągu krótkiego czasu z powodu udaru cieplnego, skoro na zewnątrz temperatura przypomina tę z wnętrza piekarnika. Zresztą stopniowo przenoszono wszystkich ludzi do Moriso-Lewa, zwłaszcza przy pierwszych przymiarkach do projektu Gniazdo, kiedy starano się skonsolidować całą ocalałą ludzkość.
W tej chwili południowa półkula jest zupełnie dzika i niezamieszkała. Taki jeden wielki park narodowy – istna radość ekologów, którzy przez wieki marzyli, by człowiek przestał ingerować w życie braci mniejszych. Dopiero po wojnach energetycznych okazało się, jakimi fanatykami była część z nich, bo w chwili, kiedy istnienie ludzkości stanęło pod znakiem zapytania, oni w głos cieszyli się jak dzieci ulubioną zabawką: że fauna będzie mogła teraz żyć pełnią życia, w zgodzie z naturą. I nic im nie przeszkadzało, że klimat zmieniał się w oczach, a wraz z tym zjawiskiem stare gatunki zostawały wypierane przez nowe, które w danym środowisku nigdy dotąd nie występowały. „Jakie to pięknie naturalne!” - krzyczeli, nieomal klaszcząc w brunatne dłonie.
Poczułem się głodny, więc nastawiłem kuchnię na średnią porcję gu lao rou5). Po chwili pokazał się komunikat oznajmiający, że brak materiałów. A dokładnie związków kwasowych, komponentów aromatycznych i składników miąższu owoców tropikalnych. No z tymi owocami tropikalnymi to już przesada, zwłaszcza w naszej obecnej sytuacji. Może trzeba było kupić nowszy model, który wszystko oznajmia melodyjnym głosem? Nie trzeba się przynajmniej wyślepiać. Westchnąłem i wybrałem klawisz – pogotowie ratunkowe: to co mogę zamówić z tego, co jest w pojemnikach? Odpowiedź zabrała głupiej maszynie sporo czasu. Kiedy już już traciłem nadzieję, na ekranie pokazało się danie: zupa z suchego chleba. Nie byłem zachwycony, ale co robić? Zaakceptowałem. Z tym, że zażyczyłem sobie wersję light, żeby samego siebie oszukać, że panuję jeszcze nad wszystkim. No i przesunąłem czas podania o kwadrans. Tyle powinno mi wystarczyć na toaletę.
Kąpiąc się wróciłem myślą do dziwnego snu, który, od jakiegoś czasu, powracał nad ranem. Doszedłem do wniosku, że pewnie to naturalna reakcja na osamotnienie – te wszystkie marzenia o przebywaniu w tłumie. W końcu nas wszystkich w Moriso-Lewa pozostało teraz marne dziewięćset czterdzieści trzy, nie – dwie osoby. No, przecież to oczywiste, że dwie, bo dr Dufour niedawno umarła. Dziewięćset czterdzieścioro dwoje starców, którzy stanowią popłuczyny cywilizacji. I ani jednego dziecka, bo myśl przewodnia Gniazda zakładała zupełnie inny przebieg wydarzeń – młodzi mieli kolonizować nowe światy, chociaż, jak wiadomo, nie wszystkie plany udało się zrealizować.
Bwat Kontra stała się naszym domem. Zgodnie z założeniami przerobiono jej niewielką część na pomieszczenia mieszkalne i w ten sposób wszyscy staliśmy się sąsiadami. A prawie dziewięćdziesiąt pięć procent budowli pozostaje nieużytkowana. Służby techniczne narzekają nawet, że jej ogrom stanowi poważne zagrożenie dla naszej przyszłości, bo niezbędne są stałe patrole kontrolujące, czy do wnętrza nie przedostają się zwierzęta z przyległej dżungli. Ta myśl nie daje radzie spokoju, bo gdyby jakieś gryzonie, czy inne bydlęta opanowały pomieszczenie siłowni, to nasz koniec byłby wyjątkowo marny. He! Tak jakby i bez tego nie był marny.
Świadomość, że jesteśmy epigonami własnej rasy nie poprawia nikomu samopoczucia. A przecież ci, którzy tu pozostali wszyscy, jak jeden mąż, wybrali ten los dobrowolnie, znając rezultaty takiej decyzji. Niektórym trzeba było zainstalować w kuchniach blokady na zamawiane napoje alkoholowe, bo nadużywali ich w sposób bezwstydny. Samotnym jest szczególnie trudno, ale nawet parom nie żyje się dużo łatwiej, bo w zeszłym roku wybitni specjaliści popełnili samobójstwo po wiadomości, co stało się z Gniazdem-15, ostatnim statkiem, który odleciał z naszej planety. To na nim lecieli ich bliscy...
Plany mówiły wyraźnie: w pierwszych statkach lecą osadnicy, siły zbrojne, ludzie rzutcy i naukowcy od rozwiązywania konkretnych problemów. Dopiero w drugim rzucie szła większość społeczeństwa, która miała przybyć do wstępnie już poznanego miejsca exodusu. A na koniec, po kilku latach, jako ostatnia tura, mieli nadlecieć myśliciele, specjaliści od dziedzin oderwanych, ludzie kultury i sztuki. Od chwili zatwierdzenia tych planów do zdobycia technicznych możliwości ich realizacji minęło prawie dwieście lat i okazało się, że ludzkość sama wpadła we własną pułapkę.
======================
4) Qaanaaq.
5) 咕咾肉 - Potrawa chińska o smaku słodko-kwaśnym. Głównymi składnikami są wieprzowina i ananasy.