|
NOWY GATUNEK | |
Zupa z suchego chleba była tak obrzydliwa, jak tylko można to sobie wyobrazić. Dziwne, że nasi przodkowie się tym zajadali. Z tym, że gdzieś widziałem, że to była potrawa biedoty, która musiała bacznie pilnować, żeby nic, ale to absolutnie nic jej się nie zmarnowało. No więc, skoro zostawały kawałki zeschłego chleba, to trzeba było je jakoś wykorzystać. Przyznam, że o niebo wolę kuchnię azjatycką. Aha, trzeba zamówić... jak to było? Pojemniki ze związkami kwasowymi, komponentami aromatycznymi i składnikami miąższu owoców tropikalnych. Zrobię to po powrocie z pracy.
Praca... To śmiech jakiś, a nie praca, do jakiej przywykłem przez lata. Jako matematyk teoretyk nie miałem teraz nic do roboty, więc – żeby nie zgłupieć od bezmyślnego siedzenia – podjąłem się monitorowania półkuli południowej. Na czym to polega? Może o tym później, bo ostatnio coś ciekawego odkryłem i trzeba by więcej na ten temat mówić. A cała moja matematyka ostatnio przydała się przed laty, kiedy udało mi się rozwiązać pewne zagadnienia grup, przez co udało się przyspieszyć produkcję kilku ostatnich Gniazd i lepiej zarządzać energią. To było ważne i dzięki temu stałem się członkiem najbardziej wyselekcjonowanych elit. Dlatego mogłem wybrać, czy chcę lecieć, czy zostać i uznałem, że nie mam po co wybierać się na starość w drogę w nieznane. Przez kilka miesięcy starano się wyperswadować mi ten pomysł (byłem, w końcu, uznanym naukowcem), ale wreszcie go zaakceptowano i w ten sposób zostałem w małej grupie tych, którzy mieli zakończyć istnienie naszej cywilizacji tu, na Ziemi. Zresztą - „zakończyć” to zbyt wielkie słowo. Mamy dożyć tu swego czasu, oszukując tymczasem samych siebie, że trzymamy wciąż rękę na pulsie. Wszyscy młodzi odlecieli, a my jesteśmy już poza, że się tak wyrażę, wiekiem rozrodczym, więc nawet gdyby komuś wpadł do głowy głupi pomysł zabawy w Adama i Ewę, to nic z tego nie wyjdzie, bo biologii nie da się oszukać, nawet jeśli nasza cywilizacja doszła do iście imponującej wiedzy, pozwalającej na zmianę cech własnego gatunku.
Żałosne to wszystko, ale cóż nam pozostało? Tyle tylko, że umrzemy w krajobrazie, do którego przywykliśmy. Nie ma czego żałować, bo ludzkość sama sprowadziła na siebie taki los. Nasi przodkowie potłukli się haniebnie w globalnej wojnie o energię i rezultatem tego jest stan dzisiejszy. Niczego tu nie zmienia fakt, że ta wojna miała miejsce dwadzieścia trzy wieki temu. Kluczową sprawą było użycie najnowocześniejszych ówczesnych broni masowego rażenia, bo wszystkim musiały puścić hamulce, o ile w ogóle je mieli. Z tym, że wielcy tamtego świata musieli się bardzo zdziwić, bo nieoczekiwanie cele zaatakowane odpowiedziały tym samym i w ten sposób cywilizacja doprowadziła się na skraj samounicestwienia. Wszystkie najgęściej zaludnione obszary zostały praktycznie zniszczone do zera, a ocalało tylko parę miejsc szczególnie odosobnionych i tak zapóźnionych cywilizacyjnie, że innym do głowy nie przyszło, żeby takie miejsca też atakować, bo wydawało się to bez sensu. Dzięki temu ludzkość w ogóle przetrwała.
Co gorsza, po tym Armagedonie rozpoczęła się jeszcze Gwo Epidemie6), spowodowana, najprawdopodobniej, użytą bronią biologiczną. Kto jej użył, tego nie udało się stwierdzić przez te dwa tysiące trzysta lat, pomimo drobiazgowych badań i sporych środków przeznaczonych na odkrycie prawdy. Koniec końców z całej cywilizacji zostało wtedy niewiele ponad cztery miliony ludzi. Do tego podzielonych bardzo nierówno: prawie dziewięćdziesiąt osiem procent tych, którzy przeżyli, to byli mieszkańcy biednej i peryferyjnej wyspy, zaś pozostałych zbierano jeszcze przez kilka lat na pogorzeliskach, przewożąc ich do głównego matecznika ocalałej ludzkości. Pomimo protestów tych z północy i tych ze wschodu (przekonanych o własnej wyższości i misji) statystyka była bezwzględna: językiem oficjalnym zostało narzecze używane na wyspie, a wszyscy „przywędrowalcy” roztopili się w morzu genów ludności tubylczej w ciągu kilku pokoleń. Prawda, że wciąż jeszcze można spotkać się z osobnikami o jaśniejszej karnacji, czy błękitnych oczach, jednak w naszych czasach były to już tylko zjawiska marginalne. Mówię: „były”, bo trzon ludności odleciał przecież w kolejnych Gniazdach.
Gniazda też nie okazały się całkowitym sukcesem, bo już przecież wiemy, że statki: trzeci, czwarty, szósty, ósmy, dwunasty i piętnasty uległy katastrofie, a drugi, piąty i czternasty zamilkły i od lat nie można się z nimi skomunikować. W ten sposób 40% ludzkości zginęło gdzieś w przestrzeni międzygwiezdnej, a co dzieje się z dalszymi 20%, tego nikt nie wie. Może jeszcze żyją, a może nie? Na czternastym były moje dzieci i wnuki, więc nie jest mi lekko, kiedy o tym myślę.
Ja sam zdecydowałem się pozostać, bo dr Dufour nie chciała lecieć na obce planety. Dlaczego? Nie do końca rozumiałem, ale chciałem dzielić z nią wspólny czas, który nam pozostał. A dlaczego mówię o niej dr Dufour, a nie nazywam jej po imieniu?, Ech, szkoda gadać.... I zostałem sam, zupełnie sam, bo trudno utrzymywać, że grupka ludzi mieszkających w tym samym osiedlu zbudowanym wewnątrz Bwat Kontra, to ktoś szczególnie bliski. Ale przecież mogłem to przewidzieć, tylko łudziłem się, że to ja odejdę pierwszy, i że to dr Dufour będzie rozsypywać moje prochy, a nie na odwrót. Wyszło inaczej...
Cóż, nie ma się co roztkliwiać nad samym sobą, tylko trzeba iść do pracy. Cokolwiek by to w tych warunkach znaczyło. Zdjęcia z kamer z półkuli południowej są rzeczywiście frapujące i ciekaw jestem, czy to, co podejrzewam, ma faktycznie miejsce, czy też to tylko mylna interpretacja poszlak. Zresztą, kogo to obejdzie? Nawet, gdybym miał rację i gdyby moje podejrzenia przerodziły się w pewność – co to zmieni?
======================
6) Wielka Epidemia