|
ZAPISKI CHIŃSKIE | |
O palącym problemie birmańskiego dzwoneczka; 11.03.2005
Czy papa Meng był bohaterem "Kwiatów śliwy w złotym wazonie", czy też "Snu czerwonego pawilonu"? A może zupełnie mi
się coś pokręciło i ani tego, ani tego? Może to były "Wyznania chińskiej kurtyzany"? Pamiętam go tylko i wyłącznie
jako niestrudzonego erotomana, który na dodatek podchodził do tego aspektu życia z pełną powagą, nie zdając się na
przypadek, czy ślepy los. Najciekawsze w tej powieści (tylko, u licha, w której? Jak te lata lecą!) były jednak nie
opisy orgii papy Menga, bo te były dość stonowane, tylko sceny przygotowań do nich. Zapadło mi w pamięć - o ile
kilka książek nie zlewa mi się w jedno - że bohater niezmiennie wzmacniał swe doznania, żywiołowość pozostawiając
poganiaczom bawołów i barbarzyńcom. Sam przed zbliżeniem do wybranej kobiety zażywał jakieś środki ziołowe, po czym
zakładał kolejno: nefrytową nakładkę, srebrną podtrzymkę, birmański dzwoneczek i już był gotów do wyrafinowanych
działań. I tu ciekawość wyostrzyła mi się do granic możliwości, natrafiwszy na barierę kulturową nie do przebycia.
O ile moja słowiańska prostoduszność mogła sobie jeszcze jakoś tam przedstawiać zarówno nefrytową nakładkę, jak i
srebrną podtrzymkę, to przy birmańskim dzwoneczku wyobraźnia, po prostu, zawodziła. Od momentu lektury minęło wiele
lat i, na szczęście, moja nieświadomość w tym względzie nie spędzała mi snu z oczu. Niedawno jednak, zupełnie dla
mnie samego niespodziewanie, przypomniałem sobie o tym nieszczęsnym dzwoneczku, więc wrzuciłem dziarsko hasło
"birmański dzwoneczek" do wyszukiwarki (od czego mamy sieć z nadmiarem wiadomości?) i już po chwili mina mi się
wydłużyła. Nie znalazłem wyjaśnienia ani po polsku, ani w poniżających próbach zaatakowania problemu po angielsku
(Burmanese bell). Ech, ta odwieczna tajemnica Wschodu, pasjonująca tyle pokoleń Europejczyków! Może jednak jakaś
nierozwiązywalna zagadka jest nam niezbędna do zachowania zdrowia psychicznego, przypominając, że człowiek nie zna
odpowiedzi na wszystkie pytania?
O miłości żywionej do Przewodniczącego; 01.04.2005
"Oceany wyschną, skały się rozsypią, zanim zmienią się nasze czerwone serca, lojalne wobec Przewodniczącego. Ziemia
może zadrżeć, góry mogą się przesunąć na inne miejsce, ale nasza wola zachowania rewolucyjnej linii Przewodniczącego
nigdy nie osłabnie. Miłość naszego ojca i matki nie jest tak głęboka jak miłość Przewodniczącego
Pragniemy w każdej
sytuacji myśleć o Tobie, w każdej sprawie być Tobie posłuszni, podążać za Tobą we wszelki sposób, wszystko dla
Ciebie czynić i z obrony oraz realizacji Twojej rewolucyjnej linii uczynić świętą misję całej naszej egzystencji."
- wbrew pozorom nie są to słowa przysięgi młodzieżówki jednej z naszych ambitniejszych partii, bo aby otrzymać tekst
oryginalny trzeba za słowo "Przewodniczący" wstawić "Przewodniczący Mao" i wszystko staje się jasne. Peany ku czci
zostały napisane w czerwcu 1968 roku po spotkaniu dwudziestu tysięcy aktywistów wojskowych z całych Chin z Mao Zhuxi
(毛主席 - Przewodniczącym Mao) w Beijingu (Pekinie). Cytat pochodzi z książki Ludwika Mysaka "Sześć lat w Chinach",
Iskry, Warszawa 1988, nakład 3750+250 egzemplarzy.
O minusach rozwiązań naturalnych; 05.06.2005
Ten, kto choć trochę interesował się kuchnią chińską, zauważył z pewnością, że nie istnieje w niej pojęcie "surówki",
bo wszystkie potrawy są gotowane, jak Pan Bóg przykazał. Skąd ta niechęć do popularnych u nas surówek? Wynika przede
wszystkim z bardzo częstych na Dalekim Wschodzie zagrożeń chorobami przewodu pokarmowego. W Chinach kontynentalnych
prawie nieznane jest bowiem hodowanie sałaty czy kapusty na nawozach sztucznych, czy nawet pochodzenia zwierzęcego,
a najpopularniejszym nawozem jest naturalny nawóz ludzki. Czego bowiem, jak czego, ale ludzi to tam jest nadmiar,
idący w grube miliony. Jeszcze kilka lat temu (opuściłem państwo Środka na dobre mniej więcej dziesięć lat temu i
nie zamierzam powracać) toaleta publiczna, nawet w dużych miastach, wyglądała w następujący, opisany poniżej sposób.
Wchodzi się do niewielkiego budynku, w którego środku nie ma żadnych ścian działowych. Wzdłuż linii symetrii budynku
biegnie od drzwi aż do przeciwległej ściany centralne przejście, a po jego obydwu bokach widać dwa rowki o przekroju
trapezowym, które są położone równolegle do środkowego przejścia. Podłoga jest betonową wylewką, niczym najczęściej
nie pokrytą. Żadnych płytek, czy kafelków. Trapezoidalne rowki (o szerszej podstawie u góry) wykonane są z niewielkim
lecz widocznym spadem, przy czym część niższa jest oddalona od drzwi. Na ścianie, w której znajdują się drzwi, nad
obydwoma rowkami mamy dwa kurki odcinające dopływ bieżącej wody. Są one niezbędne do utrzymania toalety w czystości.
Chcąc z niej skorzystać należy wejść do środka, porozpinać się odpowiednio i przykucnąć nad jednym z rowków. Jeśli
zna się miejscowy język, można spokojnie porozmawiać z innymi użytkownikami, co uprzyjemnia tę banalną, w końcu,
czynność nieprzewidywanymi dotychczas doznaniami intelektualnymi. Zrobiwszy swoje, wstajemy, zapinamy się i
wychodzimy.
Obsługa czujnie kontroluje co jakiś czas stopień napełnienia rowków i w momencie, gdy uzna, że czas na czyszczenie,
otwiera wspomniane uprzednio krany, doprowadzając do nich wodę i bambusową miotłą zmiata zawartość rowków do wylotów
umieszczonych na przeciwległych końcach rowków. Na zewnątrz, pod rurami będącymi wylotami z rowków, stoją wielkie
plastikowe pojemniki, do których zbiera się naturalny nawóz ludzki. Obsługa toalety sprawdza, czy nie są one
napełnione po brzegi i, w miarę potrzeb, zamienia je na puste. W zależności od punktu miasta (a więc od uzysku
ilości nawozu) raz dziennie lub nawet i częściej podjeżdża do toalety ciężarówka, która odbiera napełnione,
zakręcone plastikowymi zakrętkami, pojemniki, a przywozi kolejne, puste. Uzyskany w ten sposób nawóz transportuje
się do pobliskich gospodarstw rolnych (kiedyś do rolniczych komun ludowych), gdzie wykorzystuje się go do nawożenia
upraw. Dlatego większość chińskich upraw rośnie na nawozie ludzkim, obciążonym jajami różnych glist i tasiemców.
Oglądałem dzisiaj w telewizji jakiś program rolniczy, gdzie skarżono się na to, że stajemy wobec poważnego problemu
handlu truskawkami. Otóż okazało się właśnie, że różni kapitaliści zachodnioeuropejscy nie mają zamiaru odbierać
zakontraktowanych polskich truskawek (mrożonych), bo skusiła ich oferta chińska, gdzie cena jest o wiele niższa.
Z całą pokorą wobec własnej niedoskonałości uważam, że jestem w grupie tych kilkuset Polaków, którzy rozumieją
sprawy chińskie trochę lepiej, niż inni (choć moja wiedza jest absolutnie niewykorzystana), jednak staram się
korzystać z niej tak dobrze, jak to jest w moim przypadku możliwe. Dlatego zwracam się z płomiennym apelem do
wszystkich czytających moje teksty - uważajcie na surowe warzywa i owoce rodem z Chin! Jeśli poddacie je jakiejś
obróbce termicznej, nie ma sprawy - najprawdopodobniej różne pasożyty zostaną wytłuczone. Jeśli jednak zamierzacie
jeść je w stanie surowym, zastanówcie się nad tym kilka razy. To, że kapitalista stara się zmaksymalizować swój
zysk, nie musi od razu skutkować waszymi długotrwałymi problemami zdrowotnymi. Mam w ten sposób czyste sumienie,
bo ostrzegałem w miarę moich skromnych możliwości. Smacznego!
O rozpoznawaniu rangi urzędnika (chińskiego); 15.08.2005
W 1911 roku rewolucja doktora Sun Jat-sena obaliła w Chinach mandżurską dynastię Qing [to "qi" czyta się jak polskie
"ci" w słowie "cicho", więc nazwę dynastii wymawia się miękko "Cing", a nie "King" albo "Cyng"]. Rozpoczął się
całkiem nowy okres historii tego państwa. U nas nie zdajemy sobie sprawy z tego, że Mandżurowie byli postrzegani
przez Chińczyków jako obcy, a oni sami do końca cesarstwa podlegali innym prawom, niż większość obywateli (na
przykład Chińczyk mógł mieć zgodnie z prawem kilka żon i jeszcze oficjalne nałożnice - o ile było go na to stać -
zaś Mandżur musiał poprzestać tylko na jednej żonie, choć w kwestii nałożnic nie był niczym ograniczany). Cesarstwo
utrzymywało całe zastępy urzędników, którzy byli w praktyce kastą rządzącą na prowincji. To wcale nie car Piotr I
podzielił pierwszy urzędników na klasy (ale był bodaj pierwszy w Europie), bo w Chinach tabela rang urzędniczych
istniała chyba od zarania państwa, dzieląc ich według obowiązków i wypłacanych zasług. Było dziewięć stopni chińskich
urzędników, przy czym dzieliło się ich generalnie na urzędników cywilnych i wojskowych, i właśnie w każdym z takich
"pionów" istniało owe dziewięć rang. Trzy pierwsze rangi miały honor corocznego dostarczania cesarzowi małżonek
spośród swoich córek, podczas gdy dla dalszych sześciu rang ta droga była zamknięta. Urzędnika można było rozróżnić
na pierwszy rzut oka, bo nosił specyficzne dodatki przy charakterystycznie zdobionym ubraniu, a kolor wiązał się z
rangą. I tak można było od razu, w okamgnieniu, wiedzieć, z kim mamy do czynienia. W Cycyharze (dzisiaj Qiqiha'er -
miasto w dzisiejszej prowincji Heilongjiang = prowincji Rzeki Czarnego Smoka, czyli w dawnej Mandżurii) mieścił się
konsulat rosyjski, a jego sekretarz, pan A. W. Tużylin miał ambicje opisania Kraju Środka. Dzięki temu, w jego
książce pod tytułem "Współczesne Chiny" (w oryginale "Современный Китай"),
wydanej w St. Petersburgu w 1910 roku,
znalazłem następujące cechy charakterystyczne ubioru ówczesnych chińskich urzędników sprzed rewolucji [uwaga:
transkrypcja znaków chińskich z rosyjskiego sprzed reformy na współczesny zapis uznawany w ChRL może zawierać błędy,
bo nie mam w tym wprawy, np. хунъ бао ши = hong bao shi]:
Ranga 1: Pompony: rubinowy (hong bao shi) ze wstawką perłową (zhu). W dni zwykłe kolor koralowy.
Odzież: czapka dworzanina (chao mao); cywile: na odzieży żuraw (xian hao), wojskowi: na odzieży jednorożec
(zi lin), sprzączka paska: z nefrytu wysadzanego rubinami.
Ranga 2: Pompony: Koralowy z wstawką rubinową (shan hu). Odzież: czapka dworzanina (chao mao);
cywile: na odzieży złoty bażant (jin ji), wojskowi: na odzieży lew (shi zi), pasek: złoty wysadzany rubinami.
Ranga 3: Pompony: Szafirowy z wstawką rubinową (lan bao shi). W dni zwykłe kulka z przeźroczystego
szkła koloru niebieskiego. Odzież: czapka dworzanina (chao mao); cywile: na odzieży paw (kong qi), wojskowi:
na odzieży pantera (biao), pasek: ze szlifowanego złota.
Ranga 4: Pompony: Kolor lapis-lazuli (qing jin shi) ze wstawką szafirową. W dni zwykłe kulka z
nieprzeźroczystego szkła koloru niebieskiego. Odzież: czapka dworzanina (chao mao); cywile: na odzieży dzika
gęś (yun yang), wojskowi: na odzieży tygrys (hu), pasek: złoty ze srebrnym guzem.
Ranga 5: Pompony: Kryształ (shui jing) ze wstawką szafirową. W dni zwykłe kulka z przeźroczystego
szkła koloru białego. Odzież: czapka dworzanina (chao mao); cywile: na odzieży srebrny bażant (bo xian),
wojskowi: na odzieży czarny niedźwiedź (hei xiong), pasek: z gładkiego złota ze srebrnym guzem.
Ranga 6: Pompony: Kamień księżycowy (che qu) ze wstawką kryształową. W dni zwykłe kulka z mętnego
szkła koloru białego. Odzież: czapka dworzanina (chao mao); cywile: na odzieży czapla (lu si), wojskowi: na
odzieży tygrysek (xiao hu), sprzączka paska: z macicy perłowej.
Ranga 7: Pompony: Złoty (jin) z kryształem. Odzież: czapka dworzanina (chao mao); cywile: na
odzieży kaczka mandarynka (zi chi), wojskowi: na odzieży tygrysek (xiao hu) albo żółty niedźwiedź (pi),
sprzączka paska: ze srebra.
Ranga 8: Pompony: Złoty (jin) z wizerunkiem barana. Odzież: czapka dworzanina (chao mao);
cywile: na odzieży przepiórka (an chun), wojskowi: na odzieży foka (hai ma), sprzączka paska: z
przeźroczystego rogu.
Ranga 9: Pompony: Złoty (jin) z wizerunkiem wrony. Odzież: czapka dworzanina (chao mao);
cywile: na odzieży sójka (lian qiu), wojskowi: na odzieży nosorożec (xi niu), sprzączka paska: ze zwykłego rogu.
I my narzekamy na naszych urzędników, tę oazę powściągliwości i samoograniczenia!
O dziwnych słowach: tałes i Tałas; 20.11.2005
Jeśli chodzi o tałes, to każdy chyba wie, że chodzi tak naprawdę o "tallit" (tałes to forma spolszczona) czyli
o prostokątny kawałek tkaniny z frędzlami wzdłuż krótszych boków, nakładany przez mężczyzn żydowskich podczas
modlitwy. Zwykle jest on biały, wykonany z wełny, nieraz z bawełny lub jedwabiu, pod warunkiem, że frędzle będą
z tego samego materiału.
Z "Tałasem" sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, bo mało komu to słowo kojarzy się z czymkolwiek. Tymczasem
jest to rzeka w Kirgizji, gdzie w lipcu 751 roku zadecydowano o dalszych losach świata. Okazało się bowiem, że
kalif muzułmański, który zaledwie rok wcześniej (750) założył nową dynastię Abbasydów, poważnie myśli o obronie
islamu. Arabowie, pokonani w 732 pod Poitiers przez Francuzów pod wodzą Karola Młota (wspomnijmy Pieśń o Rolandzie,
którą katowano nas w szkole), zdecydowali się przesunąć miejsce swych podbojów na drugi kraniec państwa, bo z
Europy do środkowej Azji. Tam ich ambicje spotkały się z interesami Chin, którymi rządziła dynastia Tang. Chiny
przejęły kilka lat wcześniej kontrolę nad przełęczami Hindukuszu i Pamiru, a wielu niewielkich lokalnych władców
uznało się lennikami cesarza. Niewiele później Arabowie zajęli tak zwaną Transoksanię (czyli ziemie za rzeką Oxus,
dzisiaj Amu-darią), co można, używając współczesnych nazw, opisać jako zajęcie Uzbekistanu pomiędzy Amu-darią i
Syr-darią. Wasale Chin zażądali pomocy, zaś Arabowie wysłali swą armię dla zaprowadzenia porządku. W lipcu 751
roku obydwie armie spotkały się właśnie nad rzeką Tałas. Strony różniły się w podawaniu wielkości wojsk, więc
ocenia się, że Arabów było jakieś 40-150 tysięcy, pod wodzą Zijjada ben Saliha, zaś Chińczyków 30-100 tysięcy,
pod dowództwem Koreańczyka w służbie cesarskiej, o zsinizowanym nazwisku Gao Xian-zhi. Oczywiście, taką liczebność
osiągano wraz z wojskami wasali. Bitwa trwała pięć dni i z początku szala zwycięstwa przechylała się na stronę
chińską. Później jednak na stronę arabską przeszły oddziały tureckich Karłyków (tej nazwy nie jestem pewien, bo
w obcojęzycznych źródłach, z których korzystałem, występują oni jako Qarluqs), co doprowadziło do porażki armii
chińskiej. Chińczycy wykazali się jeszcze dość odrażającym pragmatyzmem, gdyż uznawszy, że wojska pomocnicze z
Fergany opóźniają ich ucieczkę, wyrżnęli wszystkich Fergańczyków do nogi i dopiero wówczas udali się pośpiesznie
na wschód. Skutkiem tej bitwy było zahamowanie chińskiej ekspansji w Azji środkowej. Arabowie również nie
podbijali już tych ziem orężnie, bo w najbliższych latach nastąpił pokojowy rozwój islamu, przyjmowanego
dobrowolnie przez kolejne ludy tych obszarów. Nie wiadomo, dokąd doszłyby wojska chińskie, rozszerzając
panowanie cesarza, gdyby nie ich porażka nad rzeką Tałas. Spekulacja, że dzisiaj mówilibyśmy po chińsku jest
chyba zbyt ryzykowna, jednak świat mógłby wyglądać zupełnie inaczej.