Agradacja AGRADACJA

Poprzedni rozdział

Spis treści

Następny rozdział



ROZDZIAŁ XVIII: PAŃSTWO

W skrótowym opisywaniu historii (rozdział V) zatrzymano się w momencie upadku dynastii Qing. Już kilkanaście lat wcześniej powstawały związki i stowarzyszenia mające na celu uzdrowienie kraju i wyrwanie się spod upokarzającej zależności od obcych mocarstw. Na pierwszy plan wysunęła się wkrótce partia105) założona przez wykształconego na zagranicznych wzorach dr Sun Yat-sena. Po obaleniu cesarstwa państwo stało się republiką, na czele której stanął głównodowodzący okręgu pekińskiego. Poczuł on106) niezwykłość chwili i zaczął sądzić, że oto los zesłał mu sposobność, niczym przynajmniej kilku jego poprzednikom. Postanowił bowiem restytuować cesarstwo z sobą, oczywiście, na tronie. I niezwłocznie zaczęły do siedziby rządu przychodzić telegramy (bo to już był, w końcu, XX wiek!), że generałowie z różnych innych prowincji głosują za tym, żeby on został cesarzem! Tego było jednak za dużo nawet jak na Chiny i próba ta ostatecznie spaliła na panewce. Republika odrzuciła wiele starych dogmatów, starała się zreformować, wzmocnić i unowocześnić państwo. Panowało jednak ogólne rozprzężenie, a kto miał trochę władzy, ten czuł się od nikogo niezależny. W 1924 Mongolia Zewnętrzna, korzystając z pomocy bolszewików ogłosiła niepodległość, której siły chińskie nie były w stanie zapobiec. Rządził demokratyczny Guomintang, który został wkrótce uznany przez rząd bolszewików w Rosji (Rosjanie przysłali nawet do Chin swoich doradców wojskowych). Jednym z najważniejszych wojskowych był Chiang Kai-shek, który był jednocześnie szwagrem107) Sun Yat-sena, a po jego śmierci przejął władzę w partii. Zmienił jej opcję z bardzo lewicowej (bo partia stała się w ostatnich latach życia Sun Yat-sena bardzo skrajna) na umiarkowaną i zerwał współpracę z komunistami. Rozpoczęły się walki pomiędzy siłami Chiang Kai-sheka, a komunistami chińskimi. Ci ostatni zgrupowani byli na południu kraju i pod naciskiem armii Guomintangu zdecydowali się na ucieczkę stamtąd, wykonując marsz przez ziemie niczyje aż na teren Yenanu, co trwało kilka lat i przeszło do historii jako Wielki Marsz.

Tymczasem Japonia zajęła Mandżurię, ustanawiając quasi niepodległe państwo (Mandżukuo, 1934 rok), na którego czele stanął cesarz Pu Yi (ten obalony w Chinach w 1911). Pu Yi nie miał faktycznej władzy, która leżała w rękach japońskiego głównodowodzącego, bo państwo było faktycznie okupowane przez armię japońską. Japonia od 1937 roku zaczęła okupować kolejne prowincje nadmorskie, a nawet z chwilą wybuchu II Wojny jej wojska zajęły wnet brytyjski Hong Kong. Tymczasem wojska japońskie dopuszczały się różnych okrucieństw, o których Chińczycy nie chcą im zapomnieć. Kiedy w dziewięćdziesiątych latach ubiegłego wieku do Szanghaju przybył z dwudniową wizytą Cesarz Japonii Akihito wszyscy w Chinach czekali na konkretne słowa. Że Japonii jest przykro, że Japonia prosi o wybaczenie za swe działania. Nic takiego jednak nie miało miejsca i cesarz nie przeprosił za wojenne zbrodnie. A było za co przepraszać, bo okrucieństwo tamtych lat gasi najstraszniejsze opowieści wojenne z Europy. Normalnym było to, że oddziały wyruszające w teren na miesiąc dostawały żywności na kilka dni, więc później musiały napadać na chińskie wioski, rabując, gwałcąc i mordując, żeby nie było świadków. Zdarzały się ponoć przypadki kanibalizmu. W szkołach felczerskich dla armii japońskiej na terenie Chin przygotowywano zajęcia na zasadzie: "co dzisiaj mamy? Rany kłute brzucha? Sierżancie, proszę przygotować pomoce naukowe". I sierżant brał bagnet i ciach, ciach - rżnął nim przyprowadzonych z więzienia Chińczyków. "Rany postrzałowe tułowia? Nie ma sprawy." - ktoś strzelał do kolejnych więźniów i studiujący mieli najlepsze przykłady ran, bo jeszcze ciepłe. W latach trzydziestych Japonia zajęła Nanjing, a mordy i okrucieństwa trwały kilka dni. Na nieszczęście (bo są do dzisiaj głosy japońskie, że to tylko komunistyczna propaganda, a armia japońska była dobra i przeprowadzała staruszki przez jezdnię) w mieście było sporo cudzoziemców, którzy założyli komitet obrony, a na jego czele stanął Niemiec, będący przedstawicielem znanego koncernu. Wtedy Japonia i Niemcy były już sojusznikami, więc nie wypadało tak po prostu bezczelnemu cudzoziemcowi mordy obić i może dlatego podpisano nawet z tym samozwańczym komitetem jakiś układ, które dzielnice będą zostawione w spokoju. No i ten komitet dostarczył opisów, rejestrów i zdjęć wprost przerażających, a ilość zabitych ocenił ostrożnie na dwieście tysięcy. To podczas tej rzezi dwaj wojskowi japońscy założyli się, który pierwszy zetnie swoją setną głowę (oficerowie mieli szable), co skrzętnie opisał jakiś japoński korespondent wojenny. Ten przejaw otwartości źle się dla nich, tak na marginesie, skończył, bo po wojnie Chiny zażądały ich deportacji, osądziły ich w Nankinie i powiesiły, pomimo prób obrony, że to wszystko nieprawda, a cała sprawa była tylko tak zwanym "faktem prasowym", żeby było o czym pisać.

Chiny zostały podzielone na kilka części. Jedna to było Cesarstwo Mandżukuo, druga to terytoria zależne od Guomintangu, trzecia to terytoria zależne od komunistów, czwarta to ziemie podległe rządowi w Nankinie, który prowadził politykę współpracy z Japonią. Wszystko to było płynne i zmienne, a gdzieś pomiędzy musiały też istnieć ziemie niczyje. W Szanghaju, w bocznej uliczce stoi do dzisiaj domek, znany jako "rezydencja pana Zhou". Mieszkał tam przez pewien czas Zhou Enlai, późniejszy premier Chin, który przebywał w mieście jako nielegalny wysłannik Chińskiej Partii Komunistycznej. Ostatecznie zawarto porozumienie pomiędzy komunistami, a Guomintangiem i już nie walczono ze sobą, tylko wszystkie siły skierowano do walki z okupantem japońskim. ZSRR zaczął pomagać komunistom, wysyłając im niewielkie dostawy broni. Gdy II Wojna miała się już ku końcowi Armia Czerwona przegrupowała się (trzeba było przesłać wojska z Europy na Daleki Wschód) i wkroczyła na teren Mandżukuo, gromiąc tamtejszą armię japońską. Odzyskane tereny Rosjanie przekazywali komunistom, a wojska Guomintangu, wspierane pomocą przez Stany Zjednoczone przestraszone wzrostem potęgi komunizmu, znowu walczyły z nimi o władzę. Po czterech latach okazało się, że niedobitki armii Chiang Kai-sheka108) zostały zmuszone do ewakuacji na Tajwan, a całe kontynentalne Chiny wpadły w ręce komunistów, którzy w październiku 1949 proklamowali powstanie Chińskiej Republiki Ludowej. Mao Zedong triumfował. Podczas działań wojennych zginęło kilkadziesiąt milionów Chińczyków.

Nic nie degeneruje się tak szybko, jak rewolucja. "Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy" - mówią kolejni działacze i rychło zmieniają rewolucyjną biedę na całkiem pokaźny dostatek, nieograniczoną niczym władzę i życie na koszt państwa. Mao Zedong walczył jeszcze w łonie swej partii o pełnię władzy, inspirując kolejne odsłony, jak wielki skok, czy rewolucja kulturalna. Najbardziej jednak zainteresowany był młodymi towarzyszkami, którym nie szkodziło ani to, że nie mył zębów109), ani nawet to, że zarażał je syfilisem. Dalej nie ma co pisać, bo każdy coś tam o wydarzeniach chińskich ostatnich czterdziestu lat sam wie.

Poprzedni rozdział

Spis treści

Następny rozdział



© YPY - Strona poprawiona i publikowana 30.05.2009