|
AGRADACJA | |
W skrótowym opisywaniu historii (rozdział V) zatrzymano się w momencie upadku
dynastii Qing. Już kilkanaście lat wcześniej powstawały związki i stowarzyszenia
mające na celu uzdrowienie kraju i wyrwanie się spod upokarzającej zależności od
obcych mocarstw. Na pierwszy plan wysunęła się wkrótce
partia105) założona
przez wykształconego na zagranicznych wzorach dr Sun Yat-sena. Po obaleniu
cesarstwa państwo stało się republiką, na czele której stanął głównodowodzący
okręgu pekińskiego. Poczuł on106)
niezwykłość chwili i zaczął sądzić, że oto los zesłał mu sposobność, niczym
przynajmniej kilku jego poprzednikom. Postanowił bowiem restytuować cesarstwo z
sobą, oczywiście, na tronie. I niezwłocznie zaczęły do siedziby rządu przychodzić
telegramy (bo to już był, w końcu, XX wiek!), że generałowie z różnych innych
prowincji głosują za tym, żeby on został cesarzem! Tego było jednak za dużo nawet
jak na Chiny i próba ta ostatecznie spaliła na panewce. Republika odrzuciła wiele
starych dogmatów, starała się zreformować, wzmocnić i unowocześnić państwo.
Panowało jednak ogólne rozprzężenie, a kto miał trochę władzy, ten czuł się
od nikogo niezależny. W 1924 Mongolia Zewnętrzna, korzystając z pomocy bolszewików
ogłosiła niepodległość, której siły chińskie nie były w stanie zapobiec. Rządził
demokratyczny Guomintang, który został wkrótce uznany przez rząd bolszewików w
Rosji (Rosjanie przysłali nawet do Chin swoich doradców wojskowych). Jednym z
najważniejszych wojskowych był Chiang Kai-shek, który był jednocześnie
szwagrem107) Sun
Yat-sena, a po jego śmierci przejął władzę w partii. Zmienił jej opcję z bardzo
lewicowej (bo partia stała się w ostatnich latach życia Sun Yat-sena bardzo
skrajna) na umiarkowaną i zerwał współpracę z komunistami. Rozpoczęły się walki
pomiędzy siłami Chiang Kai-sheka, a komunistami chińskimi. Ci ostatni zgrupowani
byli na południu kraju i pod naciskiem armii Guomintangu zdecydowali się na
ucieczkę stamtąd, wykonując marsz przez ziemie niczyje aż na teren Yenanu, co
trwało kilka lat i przeszło do historii jako Wielki Marsz.
Tymczasem Japonia zajęła Mandżurię, ustanawiając quasi niepodległe państwo
(Mandżukuo, 1934 rok), na którego czele stanął cesarz Pu Yi (ten obalony w
Chinach w 1911). Pu Yi nie miał faktycznej władzy, która leżała w rękach
japońskiego głównodowodzącego, bo państwo było faktycznie okupowane przez armię
japońską. Japonia od 1937 roku zaczęła okupować kolejne prowincje nadmorskie, a
nawet z chwilą wybuchu II Wojny jej wojska zajęły wnet brytyjski Hong Kong.
Tymczasem wojska japońskie dopuszczały się różnych okrucieństw, o których
Chińczycy nie chcą im zapomnieć. Kiedy w dziewięćdziesiątych latach ubiegłego
wieku do Szanghaju przybył z dwudniową wizytą Cesarz Japonii Akihito wszyscy w
Chinach czekali na konkretne słowa. Że Japonii jest przykro, że Japonia prosi o
wybaczenie za swe działania. Nic takiego jednak nie miało miejsca i cesarz nie
przeprosił za wojenne zbrodnie. A było za co przepraszać, bo okrucieństwo
tamtych lat gasi najstraszniejsze opowieści wojenne z Europy. Normalnym było to,
że oddziały wyruszające w teren na miesiąc dostawały żywności na kilka dni, więc
później musiały napadać na chińskie wioski, rabując, gwałcąc i mordując, żeby
nie było świadków. Zdarzały się ponoć przypadki kanibalizmu. W szkołach felczerskich
dla armii japońskiej na terenie Chin przygotowywano zajęcia na zasadzie: "co
dzisiaj mamy? Rany kłute brzucha? Sierżancie, proszę przygotować pomoce naukowe".
I sierżant brał bagnet i ciach, ciach - rżnął nim przyprowadzonych z więzienia
Chińczyków. "Rany postrzałowe tułowia? Nie ma sprawy." - ktoś strzelał do
kolejnych więźniów i studiujący mieli najlepsze przykłady ran, bo jeszcze ciepłe.
W latach trzydziestych Japonia zajęła Nanjing, a mordy i okrucieństwa trwały
kilka dni. Na nieszczęście (bo są do dzisiaj głosy japońskie, że to tylko
komunistyczna propaganda, a armia japońska była dobra i przeprowadzała staruszki
przez jezdnię) w mieście było sporo cudzoziemców, którzy założyli komitet obrony,
a na jego czele stanął Niemiec, będący przedstawicielem znanego koncernu. Wtedy
Japonia i Niemcy były już sojusznikami, więc nie wypadało tak po prostu bezczelnemu
cudzoziemcowi mordy obić i może dlatego podpisano nawet z tym samozwańczym
komitetem jakiś układ, które dzielnice będą zostawione w spokoju. No i ten komitet
dostarczył opisów, rejestrów i zdjęć wprost przerażających, a ilość zabitych
ocenił ostrożnie na dwieście tysięcy. To podczas tej rzezi dwaj wojskowi japońscy
założyli się, który pierwszy zetnie swoją setną głowę (oficerowie mieli szable),
co skrzętnie opisał jakiś japoński korespondent wojenny. Ten przejaw otwartości
źle się dla nich, tak na marginesie, skończył, bo po wojnie Chiny zażądały ich
deportacji, osądziły ich w Nankinie i powiesiły, pomimo prób obrony, że to wszystko
nieprawda, a cała sprawa była tylko tak zwanym "faktem prasowym", żeby było o czym
pisać.
Chiny zostały podzielone na kilka części. Jedna to było Cesarstwo Mandżukuo,
druga to terytoria zależne od Guomintangu, trzecia to terytoria zależne od
komunistów, czwarta to ziemie podległe rządowi w Nankinie, który prowadził
politykę współpracy z Japonią. Wszystko to było płynne i zmienne, a gdzieś
pomiędzy musiały też istnieć ziemie niczyje. W Szanghaju, w bocznej uliczce stoi
do dzisiaj domek, znany jako "rezydencja pana Zhou". Mieszkał tam przez pewien
czas Zhou Enlai, późniejszy premier Chin, który przebywał w mieście jako
nielegalny wysłannik Chińskiej Partii Komunistycznej. Ostatecznie zawarto
porozumienie pomiędzy komunistami, a Guomintangiem i już nie walczono ze sobą,
tylko wszystkie siły skierowano do walki z okupantem japońskim. ZSRR zaczął
pomagać komunistom, wysyłając im niewielkie dostawy broni. Gdy II Wojna miała się
już ku końcowi Armia Czerwona przegrupowała się (trzeba było przesłać wojska z
Europy na Daleki Wschód) i wkroczyła na teren Mandżukuo, gromiąc tamtejszą armię
japońską. Odzyskane tereny Rosjanie przekazywali komunistom, a wojska Guomintangu,
wspierane pomocą przez Stany Zjednoczone przestraszone wzrostem potęgi komunizmu,
znowu walczyły z nimi o władzę. Po czterech latach okazało się, że niedobitki
armii Chiang Kai-sheka108)
zostały zmuszone do ewakuacji na Tajwan, a całe kontynentalne Chiny wpadły w ręce
komunistów, którzy w październiku 1949 proklamowali powstanie Chińskiej Republiki
Ludowej. Mao Zedong triumfował. Podczas działań wojennych zginęło kilkadziesiąt
milionów Chińczyków.
Nic nie degeneruje się tak szybko, jak rewolucja. "Władzy raz zdobytej nie oddamy
nigdy" - mówią kolejni działacze i rychło zmieniają rewolucyjną biedę na całkiem
pokaźny dostatek, nieograniczoną niczym władzę i życie na koszt państwa. Mao
Zedong walczył jeszcze w łonie swej partii o pełnię władzy, inspirując kolejne
odsłony, jak wielki skok, czy rewolucja kulturalna. Najbardziej jednak
zainteresowany był młodymi towarzyszkami, którym nie szkodziło ani to, że nie
mył zębów109), ani
nawet to, że zarażał je syfilisem. Dalej nie ma co pisać, bo każdy coś tam o
wydarzeniach chińskich ostatnich czterdziestu lat sam wie.