Zapiski ZAPISKI CHIŃSKIE


Poprzedni rozdział

Spis treści

Następny rozdział‚


ROZDZIAŁ VII - rok 2013: od 24 marca do 27 grudnia [18 tekstów]


O sposobach zarabiania na cudzoziemcach; 24.03.2013

Była połowa grudnia 1934 roku. Młody przedstawiciel sowieckiej firmy handlującej żeń-szeniem, towarzysz Michaił Josifowicz Sładkowski przebywał służbowo w Dairenie, okupowanym wówczas przez Japończyków. Postanowił zwiedzić Port Artur, który Rosja utraciła zaledwie dwadzieścia dziewięć lat wcześniej. Wynajął więc samochód z kierowcą - białym Rosjaninem i nieoczekiwanie przeżył następujące zdarzenie... (Cytat z: Слaдковский М. И., Знакомство с Китаем и китайцами, str. 209).

Из Дальнего мы выехали около 9 часов утра. Иванов вел машину спокойно, рассказывал мне о Дальнем, обещал быть моим гидом в Порт-Артуре. На несколько минут мы сделали остановку в фешенебельном пригороде Хашигаура, расположенном на живописном берегу моря, а затем поехали дальше. И вдруг на одном из крутых поворотов Иванов резко затормозил, выскочил из машины и бросился к сидевшей на обочине дороги китаянке. Он стал кричать на женщину, схватил ее за волосы и был готов избить ее. Я попытался утихомирить разъ­яренного шофера и спросил: «Что случилось?» «Вон, взгляни­те!» У передних колес машины в пыли копошилась маленькая девочка. Оказывается, Иванов заметил, как китаянка бросила своего ребенка под машину, и только его опытная рука предотвратила несчастье. Я буквально вырвал женщину у Иванова и заставил ее взять девочку. Китаянка, рыдая, объяснила нам, что гибель одного ребенка дала бы ей заработок для обеспече­ния пропитанием четырех других ее детей. Этот потрясающий, но обычный для Китая тех лет случай до глубины души взвол­новал меня, и я рассказывал о нем своим друзьям и собеседни­кам как об эпизоде, ярко иллюстрирующем безысходную участь угнетенных в эксплуататорском обществе.

Była piękna wiosna w początku lat dziewięćdziesiątych zeszłego wieku. Dochodziłem właśnie do wejścia budynku, w którym mieszkałem w Szanghaju i zobaczyłem, że przy chodniku zatrzymywał się samochód znajomego Europejczyka. Ułamek sekundy przed całkowitym zatrzymaniem pod lewy błotnik wjechała Chinka na rowerze, przewróciła się i zaczęła krzyczeć na całe gardło. Od chwili, kiedy rowerzystka wjechała kierowcy pod koła, do momentu, gdy samochód zatrzymał się całkowicie, auto przejechało, tak na moje oko, może kilka centymetrów. Wyglądało to więc na ordynarną próbę wymuszenia haraczu. Wiadomo - cudzoziemcy są nieprzyzwoicie bogaci i nawet nie zauważą braku takich pieniędzy. Znajomy mówił biegle po chińsku, więc starał się wrzeszczącą kobietę uspokoić. Ta nic, tylko darła się coraz głośniej. Zaczynało robić się nieprzyjemnie, kiedy (na szczęście) zza swojego biurka wyszedł na ulicę nasz cieć, pełniący tego dnia dyżur.

Zawsze podejrzewaliśmy, że obsługa domu (mieszkali w nim tylko cudzoziemcy) jest jakoś powiązana z policją. Cieć (zresztą wyjątkowo niesympatyczny) powiedział tylko jedno zdanie, które podziałało niczym czarodziejska różdżka. Prawie przecież zabita Chinka uspokoiła się w ułamku sekundy, wsiadła na rower i tyle ją widzieliśmy. Znajomy nie chciał mi powiedzieć, co takiego padło z ust ciecia - wybawiciela, zasłaniając się tym, że było to w dialekcie szanghajskim, którego on rzekomo nie rozumiał.

Przez trochę ponad pięćdziesiąt lat bardzo się jednak w Chinach poprawiło.

O obecności Ducha Św.; 27.03.2013

Procentowa wartość dzielenia 77/115 to 66,96%. Zaś gdy podzieli się 2952/(2952+1+3) otrzymuje się 99,86%. W dodatku pierwsza liczba jest niepewna (mogła być wyższa, ale to tajemnica) i, w dodatku, została wymęczona dopiero po kilku głosowaniach, a drugą uzyskano od razu w pierwszym. O co chodzi?

O wybory wielkich tego świata. Pierwsza liczba dotyczy konklawe, na którym wybrano obecnego papieża. Dopiero w piątym głosowaniu na przynajmniej dwie trzecie spośród stu piętnastu kardynałów spłynął Duch Święty. Druga liczba mówi zaś o wynikach jawnego głosowania na stanowisko Prezydenta ChRL. A tu była zupełnie inna sytuacja - Duch Św. tym razem się nie ociągał i spłynął na prawie wszystkich z liczby dwóch tysięcy dziewięćset pięćdziesięciu sześciu uprawnionych do głosowania (jeden był przeciw, a troje nieobecnych), którzy prawie jednomyślnie wybrali pana Xi Jinpinga. I jak tu powątpiewać w sprawczą moc Ducha Świętego?

O chińskim snobizmie; 29.03.2013

Pismo chińskie jest dość skomplikowane. Po zdobyciu władzy komuniści postanowili dopomóc swoim analfabetom w nauce czytania i pisania. Jak pomyśleli, tak zrobili - wprowadzono tak zwane uproszczone pismo chińskie. Kształt wielu znaków został zmieniony, przez co nauczenie się ich miało być od tej pory zwykłą fraszką.

Niestety! Nie wzięto pod uwagę wielowiekowej tradycji. Nowe pismo, chociaż rzeczywiście łatwiejsze, zostało uznane za prostackie i nie tak eleganckie. Nieoczekiwanie wyszło na to, że lepiej jest dzisiaj znać obydwie wersje - i tę uproszczoną i tę tradycyjną. To, co miało być ułatwieniem, okazało się, mimowolnie, utrudnieniem. A wiele osób wciąż snobuje się, używając wersji tradycyjnej, pokazując wszystkim, że są wykształceni w porządny sposób.

Nawet nowy Prezydent Chin, pan Xi Jinping, podpisuje się znakami tradycyjnymi. Znak jego nazwiska, w wersji uproszczonej, wygląda tak: 习. A w wersji tradycyjnej tak: 習. Kto nie wierzy, niech zajrzy tu i znajdzie po prawej stronie ekranu obrazek z jego podpisem. Tradycja to jednak potęga.

O rachunkach kopulacyjnych; 20.04.2013

W sieci można łatwo znaleźć udostępnione fragmenty książki pana Gao Luopei pod tytułem "Sexual life in ancient China; a preliminary survey of Chinese sex and society from ca. 1500 B.C. till 1644 A.D.". Wieje grozą. Już opis przemiany babskiego Yin w porządne, męskie Yang daje do myślenia. A dalekowschodnie liczenie na palcach co rusz do dziewięciu, kiedy już jest się ze swoją partnerką w szczególnej sytuacji - zwyczajnie onieśmiela. Zwłaszcza, że w naszej kulturze robi się wówczas różne rzeczy, ale zwykle nie liczy do 81.

Wszystko wyjaśni cytat: "In sexual intercourse the semen must be considered as the most precious substance. By saving it a man will protect his very life. After each ejaculation the loss of semen should be compensated by absorbing the woman's essence. (Saving the semen is effected by) pausing nine times after every series of nine strokes, or also by preventing the emission of semen by pressing the spot underneath the member with the (fingers of the) left hand. Then the semen will return and benefit the system. Absorbing the woman's essence is effected by alternating nine shallow thrusts with one deep one. Placing one's mouth over that of the enemy', one inhales her breath and sucks her saliva. When swallowed it will descend into the stomach and there change from Yin essence into Yang. When this has been done three times, one should again deliver shallow thrusts, alternating every nine of them with one deep push, until the number 81 or 9 times 9 has been reached, which completes the Yang number".

A dalej jest już tylko gorzej. Niby znalazłem nawet receptę na posiadanie metodą chińską mądrych i dobrych dzieci, które, w dodatku, dożyją długich lat, ale tu autor uciekł przed ewentualnymi zarzutami pornografii w ścieżkę wykształcenia klasycznego, istotę metody opisując po łacinie: "There is a fixed method for obtaining children. One should purify one's heart and banish all sorrow, sit quietly in tranquil spirit, and concentrate one's thought by fasting. Then, on the third day after the woman's menstruation has stopped - after midnight and before cock's crow - the man must excite the woman's passion by protracted preliminary sexual play. Then he unites himself with her, adjusting his feelings to hers and taking care to assimilate his enjoyment to that of his partner. Viro semen emittenti membrum vaginam per dimidii pollicis spatium intraverit; si altius penetraverit, uteri ostium praeterierit. Altius ne penetret omnino quam usque ad antrum tritici forma praeditum; id enim si fecerit, portam infantium praeterierit nec ianuam infantium intrare poterit. If this method is practiced in the correct way one will obtain wise and good children who will live to an advanced age".

Mając dorosłe dzieci nie powinienem właściwie odczuwać dyskomfortu. A jednak dopiero teraz zrozumiałem, że nie trzeba było uciekać z lekcji łaciny, które prowadziła urocza, łagodna i dobra pani hrabina (rozparcelowana), patrząca na nas przez palce. Przepadło...

O czarze dawnych zdjęć; 27.04.2013

Guangzhou Wszyscy podniecają się teraz Chinami - i słusznie, bo tam dokonano rzeczywiście ogromnego skoku. Co prawda strasznym kosztem, ale to mało kogo obchodzi. Zwłaszcza tych, którzy wypisują w sieci głupoty, że zazdroszczą Chińczykom, bo w tym kondominium to już się nie da żyć (Jak żyć, Panie Premierze? Jak żyć?) Aż dziwne, że nie stoją w kolejkach po chińskie wizy.

Porządkowałem ostatnio szpargały po bliskiej mi osobie i znalazłem sporo ciekawych (dla mnie) drobiazgów, w tym zdjęć sprzed lat. A skoro to tekst o Chinach, to prezentuję znalezione zdjęcie ulicy w Guangzhou (Kantonie), zrobione w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku.

O robieniu hałasu; 12.05.2013

Shanghai Gdyby ktokolwiek był jednak zainteresowany moimi zapiskami, to proszę. Rozpoznania dokonam bojem.

Nigdy nie doszedłem do tego, żeby sprawdzić, czy te zespoły hałas czyniące opiewały jakieś doniosłe osiągnięcia, czy dopiero propagowały ideę. Paręnaście lat temu na ulicach Szanghaju pojawiały się ciężarówki, obudowane w taki sposób, by tworzyć płaskie powierzchnie. Ludzie, którzy przemieszczali się na nich, czynili donośny zgiełk, nieznośny w uchu Europejczyka. Nie miało to nic wspólnego z muzyką - o nie! To był hałas wywoływany przez bębny i jakieś czynele: bum bum bum, dźwiąk dźwiąk dźwiąk!

O Protokołach Mędrców; 05.06.2013

Prawdziwej wiary nie podkopie dosłownie nic! Sławetne Protokoły Mędrców Syjonu już dawno temu opisano jako fałszywkę carskiej ochrany, a przecież wiele osób wciąż wierzy, że diaboliczni Żydzi musieli sobie dla pamięci, panie, spisać to i owo, bo przecież by nie spamiętali swoich bezecnych planów. Źródło jest szczególnie chętnie przytaczane w krajach arabskich, ale co się dziwić, skoro oni tam wszyscy są w stanie dziwnej wojny i jakoś nie mogą wrogów czapkami zarzucić, bo gremialnie noszą miękkie kefije. Trzeba jednak iść z postępem. Skoro wiadomo (czy Nostradamus mógł się mylić??), że żółta rasa zaleje cały świat, to należy brać to pod uwagę także w sprawach spisków ogólnoświatowych. Zapomnieć o Żydach! Już nie są à la mode! UWAGA, UWAGA! Ogłaszam najuroczyściej że za symboliczną opłatą dostarczam Protokoły Mędrców Dalekiego Wschodu, a dokładnie Tang chao jiang zhengfu suoyou yeman ren (唐朝将征服所有野蛮人。). Porażające plany przekształcenia wszystkich uważanych za barbarzyńców w niewolników! Przywiozłem z narażeniem życia z podróży służbowej. Jedyne prawidłowe tłumaczenie na polski. Musisz to przeczytać!

O hermetycznym rymotwórstwie z dalekiego kraju; 22.08.2013

Wiersz ma tytuł "Changsha". To takie miasteczko w prowincji Hunan, przez które przepływa rzeka Xiang. Przy czym, oczywiście, wszystko musi mieć proporcje właściwe do okolicy. Miasteczko liczy dzisiaj ponad dwa miliony trzysta tysięcy ludności, więc, jak na warunki chińskie, nie jest przesadnie wielkie. Wiersz powstał osiemdziesiąt osiem lat temu*). Sam go przetłumaczyłem (nie znalazłem w sieci gotowego polskiego tłumaczenia), więc niewykluczone, że coś przeinaczyłem, bo na poezji się nie znam. Jeśli ktoś dysponuje bardziej odpowiednim przekładem - będę tylko wdzięczny.

Samotny stoję w zimnie jesieni,
Na krańcu Wyspy Pomarańczowej,
Xiangjiang płynie na północ.
Widzę tysiące wzgórz - purpurowych
Od zwartych, kolorowych lasów,
A setki łodzi ścigają się
Na krystalicznie błękitnych wodach.
Orły przecinają powietrze, Ryba ślizga się w przeźroczystej głębi;
Pod zamarzłymi niebiosami milion ludzi walczy o wolność.
Rozmyślając nad tym ogromem,
Pytam, kto na tej bezkresnej ziemi
Rządzi przeznaczeniem człowieka?


*) Licząc od roku 2013. Autorem był młody Mao Zedong.

O rodzinie, w której trzeciemu synowi nadano robocze imię Kamień; 01.10.2013

Było to w prowincji Hunan, w centralnych Chinach. Dziadek (Mao Enpu, 毛恩普) stracił ziemię i zostawił syna z długami. Ten z kolei (Mao Yichang, 毛贻昌) jakoś potrafił się odkuć, spłacił długi, wyszedł jeszcze na swoje i stał się nienajgorzej prosperującym chłopem. Jego dwaj pierwsi synowie zmarli w dzieciństwie. Dopiero trzeci (Mao Zedong, 毛泽东) dożył dorosłego wieku. Następnie rodzina doczekała się jeszcze dwóch synów (Mao Zemin, 毛泽民; Mao Zetan, 毛泽覃), a później znowu los się odwrócił i dwie kolejne córki zmarły. Dlatego zdecydowano się adoptować córkę krewnego (Mao ejian, 毛澤建). Prawie wszystkie dzieci spotkał marny los, bo zginęły wcześniej, czy później z rąk przeciwników politycznych. Prawie, bo wszystkie oprócz najstarszego syna.

Łatwo zauważyć, że imiona wszystkich dzieci miały sylabę wspólną (ze). Tu, niestety, dotyka się złożoności języka chińskiego, bo słowo to, co prawda, znaczy najczęściej "wilgotny, mokry, połyskujący", ale ma też równolegle znaczenie "uprzejmość, dobroć, życzliwość". No a już w złożeniach, a szczególnie w imionach, tłumaczy się je jako o wiele lepiej brzmiące "obsypując(y)/(a) dobrodziejstwami". Skoro zaś "dong" to banalny "wschód", więc imię Zedong oznacza, ni mniej, ni więcej: "Obsypujący dobrodziejstwami wschód". Rodzeństwo obsypywało dobrodziejstwami inne rzeczy i każdy może sobie skopiować odpowiednie znaki, wrzucić je w translator google'a i wiedzieć wszystko - kto kogo obsypywał.

Tradycyjnie jednak dzieci w Chinach otrzymywały także inne imiona, mniej oficjalne, ale za to używane na różnych etapach życia. Takim imieniem najstarszego żyjącego syna było Runzhi - "Orchidea zroszona wodą". Rodzice musieli mieć w stosunku do niego wielkie plany, bo znalazłem informację (sam bym przecież tego nie wykoncypował), że jeśli zmieni się nieco drugi znak, wówczas otrzymuje się (podobno) symboliczne imię przebijające nawet to oficjalne: "Obsypujący dobrodziejstwami wszystkie żywe istoty". Nie ma się więc co dziwić, że przy takim nasyceniu megalomanią na co dzień wolano wołać dziecko jak najprościej, by nie wyzywać losu. Dlatego w obejściu ten syn funkcjonował ponoć jako Shi san haizi, 石三孩子 "Trzecie dziecko o imieniu Kamień".

Przyznać trzeba, że ten chłopiec miał udane życie - trafił mu się nie byle jaki kąsek, bo kariera typu "z chłopa cesarz". Teoretycznie został bowiem szefem Komunistycznej Partii Chin, a praktycznie - cesarzem państwa chińskiego. Od razu też pokazał, jacy to rewolucjoniści są rygorystyczni moralnie, bo, zaprawiony czterema małżeństwami, otaczał się młodymi towarzyszkami, które z lubością zarażał łagodną formą choroby wenerycznej. Źródła mówią o, nieprzesadnej w końcu, liczbie około trzech tysięcy młodych kochanek cesarza.

O niemożności unicestwienia smoka z powodu jego zbyt już wielkiej postaci; 03.10.2013

Kiedy pierwszy raz zawitałem do Szanghaju w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku to tamtejszy budynek lotniska przypominał stare zabudowania w Rębiechowie (to lokalne lotnisko w Gdańsku). Było, co tu dużo kryć, dziadowsko. Byłem przejęty i zdziwiony tym, co tam zastałem: Szanghaj był przecież jednym z najbogatszych miast Chin, a na każdym kroku widać było biedę (no, nie samą, żeby trzymać się prawdy). Wtedy nie udało mi się pojechać na wieś, ale to może i lepiej.

Deng Xiaoping to ten polityk, któremu obojętne było umaszczenie kota, byleby tylko zwierzę łowiło myszy. To on (Deng, nie kot) zmienił w 1981 roku prawo, pozwalając na tworzenie specjalnych stref ekonomicznych, zakładanie spółek mieszanych i wpuszczanie obcych kapitałów i technologii do swojego kraju. Od tego czasu minęło mniej więcej trzydzieści lat i nie można już powiedzieć, że Chiny to kraj głównie rolniczy. Dzisiejsze Chiny wcale nie są wolne od problemów, ciągle mają spore obszary biedy, ale przecież na naszych oczach dokonały faktycznego Wielkiego Skoku. Dzięki umiejętności cierpliwego czekania przemysł chiński, otrzymawszy potężny zastrzyk nowoczesnych technologii, dokonał jakościowej przemiany i jest dziś w stanie wyprodukować dokładnie wszystko. W dodatku porządnego gatunku - niech nas nie omami przekonanie, że to, co chińskie, to ostatni Scheiße. Owszem, produkują także ostatni Scheiße, kiedy klient sobie tego życzy, bo business is business. "Kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy" - wieścił Włodzimierz Iljicz. Pośpieszył się nieco ze swoją wizją, ale okazało się, że Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. W dzisiejszych czasach, dla zysku, kapitaliści z krajów zachodnich (bo tylko tacy się liczą) upaśli smoka, którego nie da się już zgładzić, bo wyrósł nad podziw pięknie. A żadnego św. Jerzego nasza cywilizacja nie jest w stanie z siebie wydać, a choćby i wydała, to tylko wstydu by się ów rycerz najadł chwilę przed śmiercią.

Doniesienia z ostatnich kilku dni nie napawają optymizmem. Najpierw Chiny podpisały umowę z Ukrainą, dzierżawiąc prawie 10% obszarów uprawnych tego kraju, bo chcą mieć bezpieczne źródło zboża. Teraz właśnie nabyły największą amerykańską firmę produkującą mięso (podobno dzięki tej transakcji Chińczycy weszli w posiadanie sporych pakietów akcji Animexu, ale nie zrozumiałem, czy są już właścicielami, czy tylko ważnymi udziałowcami). Pierwsze, o czym powiadomili, to to, że wycofują amerykańskie akcje z giełdy, żeby nie musieć publikować rocznych bilansów, bo chcą prowadzić ten business według chińskich standardów i żadna otwartość handlowa nie jest im potrzebna. Choćby to powinno zatrwożyć świat finansowy Nowego Jorku i Londynu.

Sądziłem do tej pory, że Zhongguo heping 中國和平 (Pax Sinica) grozi dopiero moim dzieciom i wnukom za jakiś czas. Starałem się, w miarę moich mizernych możliwości, otwierać oczy ludziom zafascynowanym chińskimi osiągnięciami wskazując na zagrożenia, jakie ten rozwój niesie dla nas. Okazało się, że nikt nie chciał mnie słuchać, traktując, w najlepszym razie, jak nieszkodliwego pasjonata, któremu coś się ubzdurało. A teraz dociera do mnie, że zmiany, których się obawiałem, stały się znacznie szybsze niż w moich najgorszych i najczarniejszych przewidywaniach. Że nie doceniłem dalekowschodniego potencjału. No i że umierać będę już w zupełnie innym świecie, niż ten, w którym się urodziłem.

O możliwości połączenia podziwiania ładnego kawałka historii z atmosferą azjatyckiego erotyzmu; 19.10.2013

Przez miasto płynie rzeka Pu. Wszystko na zachód od niej to Puxi, zaś na wschód, jak łatwo się przecież domyślić, Pudong. Razem wychodzi z tego Szanghaj. W Puxi najgłówniejszą ulicą jest Nankińska (Nanjing Lu). Czynsze tam muszą być przeobłędne (w takim miejscu?), więc tylko niewiele firm stać na tak atrakcyjny adres. Dlatego Muzeum Seksu ( Sex Museum), które powstało na początku XXI wieku, musiało szybko wynieść się na peryferia miasta. Najwyraźniej jednak kłopoty finansowe wcale nie ustąpiły, bo jeszcze później muzeum przeniosło się około 80 kilometrów na zachód, do miasteczka Tongli.

Każdy, kto kliknie w powyższy link powinien zobaczyć reklamówkę tego muzeum. Po prawej stronie ekranu jest miejsce na obrazek, a obrazki zmieniają się tam co parę sekund. Dzięki temu można obejrzeć te najciekawsze eksponaty nawet nie ruszając się z domu, nie mówiąc już o kosztownej wycieczce na Daleki Wschód. Niektóre z wystawianych obiektów mają po kilka tysięcy lat i budzą tym samym mój niekłamany podziw (że dotrwały). A swoją drogą, okazuje się po raz kolejny, że ta sfera życia zawsze bardzo silnie człowieka fascynowała.

Uwaga: myślę, że trzeba być pełnoletnim, by oglądać te obrazki. Co prawda małolaty nie takie rzeczy już widziały w sieci, jeśli tylko chciały, ale prawo jest prawem.

O odgrzebaniu z niebytu zapomnianej chyba, jakże rozwojowej kategorii Polaków; 31.10.2013

Wziąłem do rąk "Wspomnienia z mojej Atlantydy" pana Edwarda Kajdańskiego. To frapujące wspomnienia z czasów młodości - a autor miał ją dość nietypową, bo Polskę po raz pierwszy zobaczył jako dorosły już człowiek. Urodził się bowiem, wychował, wykształcił i ożenił w Harbinie (Mandżuria). Z Chin do kraju przypłynął dopiero w 1951 roku.

Opis pomieszanych losów ludzi w odległym zakątku świata jest fascynujący. Mnie szczególnie uderzyła króciutka wzmianka o nastawieniu polskich władz międzywojennych do tamtejszej Polonii. A trzeba wiedzieć, że Harbin to była w owym czasie istna plątanina narodowości, a mieszane małżeństwa były na porządku dziennym. Dlatego niektórym wypominano, że "nie mają matki Polki". "Wątpiono" - pisze autor - "czy mógł [taki człowiek] być pełnowartościowym - w terminologii ówczesnych urzędników z polskiego MSZ n i e w ą t p l i w y m Polakiem" (s. 281).
NIEWĄTPLIWY Polak! To jest chyba to zawołanie, którego dotąd w dyskursie politycznym brakowało na prawicy. Prawda, że błąka się tu i ówdzie "Prawdziwy Polak", ale przecież do Niewątpliwego tak mu akurat niczym pliszce do orła.

O rzekomo ponadczasowym pięknie zawartym w klasycznej poezji niektórych uznanych twórców chińskich; 09.12.2013

Poems Jak zapewne wszystkim wiadomo, w języku chińskim nie odmienia się słów, co nie jest jeszcze niczym dziwnym (to samo, w końcu, mamy w jakże popularnym angielskim, gdzie jedynie trzecia osoba liczby pojedynczej czasownika gdzieniegdzie wykazuje niemrawo jakieś charakterystyczne końcówki, a niektóre formy liczby mnogiej dziwacznych słów bywają nieregularne), ale w przypadku klasycznej poezji chińskiej może to prowadzić do pewnej niezrozumiałości wynikającej z niezwykłej zwięzłości wierszy.

Tak zwane jueju (绝句) to wiersze składające się zawsze z czterech linijek, zaś, w zależności od tego, ile każda z tych linijek liczy sobie znaków, dzielą się na wujue (五绝) [gdy jest to pięć znaków] lub qijue (七绝) [gdy doliczymy się siedmiu znaków]. Użyty język musi być, z racji zwięzłości formy (4*5=20 albo maksymalnie 4*7=28 znaków), niezwykle symboliczny.

Meng Haoran (孟浩然) żył w latach 689-740, czyli za dynastii Tang. Inny wielki poeta - Li Taibai (李太白), znany bardziej jako Li Bai, był nieco młodszy, bo żył w latach 701-762, czyli również za dynastii Tang. Obydwaj zasłynęli jako wybitni poeci. Poniżej daję czytelnikom możliwość obcowania z owym nieziemskim pięknem (dla zwiększenia mocy jego rażenia dodaję jeszcze cudnej piękności kaligrafie - sam się na tym, oczywiście, nie znam, ale wierzę sile przekonywania autorytetów). Wiersz Li Baia znajduje się po lewej, a Meng Haorana - po prawej. Zarówno tłumaczenia jak i skan pochodzą z książki Pála Miklósa "Malarstwo chińskie".

LI BAI:
Tytuł: Sam siedzieć Jing-ting góra (*)
Masa ptak wysoko lecieć wyczerpywać
Samotna chmura sam iść bez celu
Naprzeciw widzieć dwa nie nudzić
Tylko być Jing-ting góra.

MENG HAORAN:
Tytuł: Wiosna jutrzenka
Wiosna sen nie spełnić jutrzenka
Miejsce miejsce słychać szczebiot ptak
Noc przyjść wiatr deszcz dźwięk
Kwiaty spadać wiedzieć ile (**).

(*) To słynna w Chinach "Góra Poezji". Taka - nie przymierzając - matka wielu wierszy.
(**) Czytelnik dociekliwy policzy tu słowa i powie, że w ostatnim wersie jest błąd, bo powinno być pięć słów, a są tylko cztery. A jednak nie! Nie ma tu błędu. Po prostu zwrot "ile" realizuje się po chińsku poprzez złożenie dwóch słów: "dużo mało". Razem znaczy to w chińskim uchu "ile?". Najważniejszy dla cudzoziemca zwrot "ile kosztuje?" brzmi po chińsku "duo shao qian?", czyli dosłownie: "dużo mało pieniądz?". Kłopoty zaczynają się, kiedy kupiec odpowie. Po chińsku. Idą wówczas w ruch długopisy lub kalkulatory.

O tym, że dobrze wiedzieć, co może oznaczać banalne, na pozór, zdarzenie jakim jest zobaczenie lecącego nietoperza; 11.12.2013

Wyobraźcie sobie, że siedzicie sobie wieczorem na tarasie (przyzbie), jecie spokojnie postne otręby, a tu nagle - wiuu! przelatuje wam nad głową nietoperz. A bestia pikowała, najwyraźniej, łbem w dół! Uuu - tyle wskazówek się naraz zebrało, że szczęście wydaje się faktycznie na wyciągniecie ręki. Bo też wszystkie znaki na niebie i na ziemi zdają się wam sprzyjać. Trzeba tylko zapoznać się z odpowiednią wiedzą fachową rodem z Chin (dobrze jest wiedzieć, że zabobonne babki poleskie były istną ostoją naukowego racjonalizmu w porównaniu do dalekowschodnich wizji znaczenia symboli). No, ale po kolei.

Znak "fu" (福) oznacza "szczęście", albo "powodzenie". Chińczycy bardzo chętnie wieszają na drzwiach domostw plakat z tym znakiem zapisanym odwrotnie (do góry nogami). Powód jest bardzo prosty. Zwrot "szczęście do góry nogami" brzmi dokładnie tak samo jak zwrot "szczęście nadchodzi". Różnica jest widoczna jedynie w wersji pisemnej.

福倒了 - fu daole (szczęście do góry nogami)
福到了 - fu daole (szczęście nadchodzi)

Porównajcie drugie znaki w każdym z tych zwrotów (każdy czyta się "dao"). Różnią się od siebie jedynie dwiema krzywymi kreseczkami po lewej stronie (górny znak).

Na tym jednak nie koniec. Ograniczona ilość sylab języka chińskiego powoduje istnienie wielkiej ilości homofonów (tzn. wyrazów, które brzmią tak samo, a znaczenie mają różne). Niewiele nawet pomaga tu istnienie tonów, tak znienawidzonych przez cudzoziemców. Tak więc "fu" to nie tylko "szczęście", ale też "nietoperz" (蝠), a z innym tonem także "otręby" (麸). Skoro tak, to nietoperz łbem w dół to dobry znak. A otręby? Otręby powstają przy mieleniu ziarna. A ziarno jest na Dalekim Wschodzie symbolem płodności i żyzności, więc już nieźle, ale przecież słowo "ziarno", które brzmi "li" (粒) wypowiada się tak samo jak słowo "zysk" (利). I tu już jesteśmy prawie zupełnie pewni. To nie mógł być przypadek! Obyście zawsze jedząc otręby, widzieli sto nietoperzy - najlepiej lecących do góry nogami! Dlaczego akurat sto? O tym może innym razem.

O tym, jak rozumieć pewne aluzyjne znaczenia zachowań i potraw w kulturze Dalekiego Wschodu; 13.12.2013

Wyobraźcie sobie przez chwilę, że spotkaliście kogoś, kto bardzo wam się spodobał. Czy to będzie ta druga połowa, której większość ludzi tęsknie wypatruje? Nie pomaga w tych hipotetycznych rozważaniach to, że ta osoba jest z innego kręgu kulturowego, to znaczy jest Chińczykiem / Chinką (albo że ma chińskie korzenie). Dobrze jest wówczas wiedzieć, co oznaczają oczywiste dla drugiej strony szczegóły. Ot, choćby takie, z którymi spotkaliśmy się na zupełnie nieobowiązującym podwieczorku u rodziców drugiej strony.

Miało być nieobowiązująco i skromnie (jakaś kawa?), a tu stół zastawiony! W dodatku rodzice drugiej strony mówią, że to zupełnie nieważne drobiazgi na słodko. Na stole pełno misek i miseczek, a pomiędzy nimi stoją jakieś figurki: para karpi (1), para srok, dziobami do siebie (2) i dziwaczna żaba (3). Siadamy, a tu wszyscy pytają z naciskiem, czy potrafimy jeść pałeczkami (4) i widzimy, że przy naszej miseczce leżą takie szczególnie pięknie rzeźbione w smoki. "Nie przejmuj się, większość tych drobiazgów można jeść palcami, a tylko niektóre dania jednak trzeba pałeczkami". A później gospodarze sugerują nam, czego spróbować. A więc kosztujemy: orzeszków ziemnych (5), kasztanów (6), jakiejś niezbyt apetycznej masy z dyni (7) z ziarnami lotosu (8) oraz (podobno - bo tak z naciskiem powtarzała pani domu) odrobiną otrąb (9) koniecznych do uzyskania właściwego smaku. A później ciepła przekąska: pierożki (10) na słodko z masą daktylową. Tak naprawdę to jest tak zwany chiński daktyl (11). I jeszcze coś (nie pamiętacie dokładnie) na bazie granatu (12). "Proszę koniecznie skosztować" - szczebiocze pani domu - "tych ziaren lotosu w miodzie. Wiesz, co to są tak zwane buty lotosowe (13)? Nie? No to kiedyś, przy okazji, pokażemy ci, może od razu razem z niezwykle ciekawym chińskim lusterkiem z brązu (14)." Czas mija, po niecałej godzinie wychodzicie wśród samych uśmiechów, a na odchodne, w drzwiach, pani domu rzuca tajemnicze słowa: "I uważajcie na pawie! (15)". Ech, ten Orient, wieczna zagadka. Możecie jednak być zupełnie pewni, że druga strona myśli o was bardzo poważnie. Skąd to wiem? Przeczytajcie, proszę, poniższe wyjaśnienia.

(1) Karp jest (między innymi) symbolem obfitości potomstwa, jako że ta ryba produkuje wiele ikry. Para karpi jest symbolem harmonijnego małżeństwa. Para ryb symbolizuje szczęście małżeńskie.
(2) Para srok symbolizuje małżeństwo. Ma to oparcie w starej legendzie dotyczącej Pasterza Wołów (牛郎) i Prządki (織女). Zostali oni oddzieleni od siebie na wieczność za wyjątkiem jednego jedynego dnia każdego roku (siódmego dnia siódmego miesiąca księżycowego, czyli 七夕), kiedy to mogą spotkać się na moście ponad niebiańską rzeką - moście stworzonym przez wiele srok. Ten dzień to takie, nie przymierzając, chińskie walentynki. Dwie sroki zwrócone do siebie dziobami symbolizują "podwójne szczęście" (shuang xi 喜喜). Podwójne szczęście jest znakiem stosowanym przy ślubach, bo wtedy dwie osoby są szczęśliwe.
(3) Żaba (wa 蛙) jest symbolem płodności, bo słowo wymawia się identycznie jak słowo "dziecko" (wa 娃).
(4) Pałeczki (takie, którymi się je) (kuai zi 筷子) są symbolem nadziei nowożeńców na szybkie posiadanie dzieci, bo wymowa jest taka sama, jak dla słów: "szybko" (kuai 快) + "syn" (zi 子).
(5) Orzeszek ziemny (huasheng 花生) jest oczywistym symbolem, bo przecież jego druga sylaba (sheng 生) znaczy "rodzić". Tak więc orzeszek ziemny symbolizuje chęć posiadania wielu dzieci.
(6) Kasztan jadalny (lizi 栗子) brzmi identycznie jak słowa "ufundować" (li 立) + "synów" (albo "dzieci") (zi 子), więc jest symbolem szczęścia w tworzeniu rodziny.
(7) Dynia (nangua 南瓜) brzmi zupełnie jak "mężczyzna" (nan 男). Tutaj Chińczycy chcą pamiętać, że mężczyzna rośnie z chłopca, więc dynia jest dla nich symbolem życzeń posiadania chłopca.
(8) Lotos symbolizuje harmonię małżeńską i fizyczne zespolenie, bo jego źdźbło doskonale pasuje do pochwy liściowej. Poza tym jego ziarno (lianzi 莲籽) ma w swej nazwie ukryte znaczenie "bezustanne rodzenie dzieci", gdyż słowo lian brzmi tak samo jak "ciągły" (连), a zi zupełnie tak samo jak 子 - "syn" (ewentualnie "dziecko").
(9) Otręby pszeniczne są symbolem płodności i małżeństwa, ponieważ wymowa słowa "otręby" (fu zi 麸子) brzmi tak samo jak zwrotu "bogaty syn" (fu zi 富子), a więc dla Chińczyka reprezentują chęć płodzenia dzieci, które staną się zamożne.
(10) Pierożki (jiaozi 饺子) - słowo ma taką samą wymowę jak "papierowe pieniądze" (jiaozi 交子), użyte po raz pierwszy na świecie w Chinach za wczesnej dynastii Song. Już starożytni Chińczycy wkładali monetę do jednego pierożka, wierząc, że osoba, która na nią trafi będzie mieć szczęście i powodzenie. A jednak słowo jiaozi (饺子) ma także dodatkowe znaczenie, bo słowo jiao (交) znaczy także "mieć stosunki seksualne", podczas gdy słowo zi (子) znaczy "syn" (albo "dziecko"). Razem wychodzi, że mówi się o stosunkach seksualnych w celu posiadania syna (dzieci). Pierożki nadziewane chińskimi daktylami (patrz - głożyna) są wyrazem nadziei na "szybkie" narodziny potomka.
(11) Głożyna pospolita (jujuba, chiński daktyl) (zao 枣) niesie sobą znaczenie, że coś będzie mieć prędko miejsce, bo wymawia się tę nazwę identycznie jak słowo "wkrótce" (zao 早). Dlatego owoce głożyny układa się na łóżku nowożeńców.
(12) Owoc granatu (shiliu 石榴) posiada wiele pestek, więc jest ważnym symbolem związanym z małżeństwem. Jego pierwsza sylaba (shi 石) brzmi zupełnie tak samo jak słowo "pokolenie" (shi 世), a więc kojarzy się z potomkami. Z całymi pokoleniami potomków.
(13) Buty lotosowe (lian xie 莲鞋). Przez całe stulecia Chińczycy krępowali małym dziewczynkom stopy (stosując przy tym specjalną dietę), żeby nie rosły i pozostały możliwie maleńkie, bo kojarzyło im się to z nieziemskim pięknem. Była to tak zwana "lotosowa stopa", a te najmniejsze (7-10 centymetrów długości) określano jako "złoty lotos" (uważam, że naprawdę warto zerknąć tu po angielsku) i tu (po polsku)). Wymowa słów "lotos" (lian 莲) i "kolejny" (lian 连) jest taka sama. Tak więc nawet "lotosowe buty" kojarzyły się Chińczykom z płodnością i z życzeniem rodzenia mnóstwa dzieci jedno po drugim.
(14) Lusterko (z brązu) + buty były tradycyjnymi podarunkami ślubnymi. Powód jest wyjątkowo prosty: kiedy połączy się dwa z trzech znaków ze słów "lusterko z brązu" (tongjing 铜镜) i "buty" (xie 鞋) to wyjdzie przecież przepiękny zwrot "razem w harmonii" (tongxie 同谐).
(15) Paw może być zwierzęciem niebezpiecznym. W starożytnych Chinach utrzymywała się wiara, że jedno spojrzenie pawia może sprawić, że kobieta zajdzie w ciążę.

Teraz poważnie. Powyższa scenka jest grubo przerysowana, ale chciałem skondensować najróżniejsze symbole, które dla nas nic nie znaczą, a dla Chińczyków każdy z nich jest oczywisty.

O tym, co i z czym może się nawet zupełnie przeciętnemu Chińczykowi kojarzyć, czyli bardzo niepełna lista symboli; 15.12.2013

Można uprzedzić fakty i wszystko wytłumaczyć na jasnym przykładzie. Kot musi być symbolem żywienia, bo najpopularniejsze danie zawiera w sobie tę sylabę (kotlet). Jednocześnie kot przywodzi na myśl zamęt bitewny (kotłowanina), więc jest symbolem wojska. W znacznej części kraju jest uznawany za patrona kowalstwa, a to dlatego, że nieodparcie kojarzy się ze słowem "stukot". Poza tym jest kot symbolem czegoś miłego, a w sprawach rodzinnych wręcz "przymilności małżeńskiej" (bo maskotka). Tak mniej więcej brzmią wytłumaczenia co i dlaczego kojarzy się z czym na Dalekim Wschodzie, a konkretnie w Chinach. Sami przeczytajcie, pamiętając jednakże, że tu nie ma żartów, bo patrzy Wam przez ramię kilka tysięcy lat kultury.

Bambus (zhu 竹) i słowo "życzyć / gratulować" (zhu 祝) są tak samo wymawiane. No a ponieważ łodyga bambusa ma w środku pustkę (kongxu 空虚), więc bambus zwyczajnie musi symbolizować "skromność" (qianxu 谦虚), tym bardziej, że drugie znaki w obydwóch tych słowach są identyczne, co przecież nie może być przypadkiem.
Bocian (guan 鹳) jest symbolem długowieczność, gdyż wierzy się, że żyje 1.000 lat.
Buty (xie 鞋) - z powodu wymowy, są często używane razem z innymi pojęciami, aby wyrazić zwroty "w harmonii z" (xie 谐) lub "razem z" (xie 偕).
Cebula (cong 葱) jest oczywistym symbolem mądrości, bo słowo "inteligentny" lub "mądry" zawiera w sobie sylabę wymawianą tak samo (congming 聪明).
Chmury, zwane często "chmurami pomyślności" (xiangyun 祥云) są jednocześnie symbolem nieba, ale też "powodzenia", bo "chmura" (yun 云) wymawiana jest jak słowo (yun 运), oznaczające "szczęście" lub "bogactwo". Dodatkowo ich kształt może przypominać tak zwane grzyby nieśmiertelności (ling zhi 灵芝).
Chryzantema (ju 菊) symbolizuje czasem pojęcie "na zawsze" (yongjiu 永久) i dlatego znaczy "długowieczność", zwłaszcza, że wymowa ju i jiu jest nieco podobna. Z tego samego powodu chryzantema może zastępować pojęcie liczby "dziewięć" (jiu 九).
Cyprys (bai 柏) wymawia się tak, jak słowo "sto" (bai 百), a ponieważ Chińczycy uważali kiedyś, że "sto" znaczy tyle, co "wszystko", więc ostatecznie "cyprys" jest symbolem słowa "wiele" lub "wszystko".
Cytryna jest przypadkiem bardziej skomplikowanym. Skoro jej owoc jest okrągły, zaś pędy smukłe i długie, to wszystko razem wzięte przypomina Chińczykom tylko jedno - dłoń Buddy (foshou 佛手) w charakterystycznym geście. A podobnie (bo jednak nie tak samo) brzmi złożenie miłych słów: "szczęście" (fu 福) oraz "długowieczność" (shou 寿) no i chyba jasnym już jest, dlaczego cytryna jest symbolem szczęścia i długowieczności.
Uwaga dodana 08 lipca 2025: Przypadek "cytryny" pokazuje, jak łatwo wpaść w pułapkę stąpania po całkowicie nieznanym obszarze, na którym każde słowo obnaża nieznajomość faktów wypowiadającego się. Tak było i w moim przypadku, bo - korzystając przecież ze źródeł - zaufałem im, a zupełnie niepotrzebnie. Do rzeczy jednak. Całkiem niedawno odkryłem bowiem owoc znany ludzkości ponoć od zawsze (mnie, niestety, nie), zwany CYTRONEM. To właśnie o jednej z jego odmian mówi się na Dalekim Wschodzie, że jest to "dłoń Buddy", a to z powodu rzeczywiście bardzo charakterystycznego kształtu jednej z odmian. No i wszystko zaczyna pasować (no, może poza smukłymi i długimi pędami w pierwotnym opisie powyżej) - w tym punkcie mowa wcale nie o cytrynie, tylko właśnie o cytronie. Zresztą raz zobaczyć to tak, jak kilka razy usłyszeć, więc warto sięgnąć do źródeł i sprawdzić hasło wikipedii CYTRON. Drugie zdjęcie od góry powinno wyjaśnić wszystko. (对不起 ; duìbùqǐ)
Czajniczek (na herbatę) (hu 壶) przywołuje znaczenie słowa "chronić" (hu 护) lub "błogosławić" (hu 祜), bo ich wymowa jest identyczna.
Czapla (lu 鹭) jest wymawiana tak samo jak słowo oznaczające "zarobek wypłacany urzędnikowi" (lu 禄), więc skojarzenie jest więcej niż dobre. Poza tym tak samo wymawia się także słowo "droga" (lu 路).
Grzyby nieśmiertelności (ling zhi 灵芝) - patrz Lakownica żółtawa.
Halabarda (ji 戟) była w starożytnych Chinach dość popularną bronią piechoty. Wymowa jest identyczna jak dla słowa "szczęśliwy, pomyślny" (ji 吉). Co więcej, tak samo wymawia się słowo (ji 级), oznaczające "pozycję lub stopień w hierarchii urzędniczej".
Jabłko (pingguo 苹果) symbolizuje pokój (= brak wojny), bo ma w sobie tę samą sylabę, która występuje w słowie "pokój" (ping'an 平安). A jeśli pokaże się persymon (shi 柿) razem z jabłkiem (pingguo 苹果), to otrzymuje się czytelny rebus (shiping'an 事平安), odczytywany jako: [oby twoje] sprawy (shi 事) [były] bezpieczne (ping'an 平安).
Jeleń (lu 鹿) jest popularnym zwierzęciem używanym jako symbol. Tak samo wymawia się słowo (lu 禄), które oznacza "zapłatę, jaką otrzymuje pracujący dla państwa urzędnik". A że to jest prawdziwa gratka (nie tylko w Chinach), więc wręczenie komuś obrazka (amuletu, figurki) przedstawiającego jelenia jest równoznaczne z życzeniami otrzymania państwowej (kiedyś cesarskiej) synekury - jak najwyższej rangi za jak największe pieniądze. Poza tym Chińczycy uważają, że jeleń dożywa pięknego wieku, więc traktują go jako jeszcze jeden symbol długowieczności.
Kamienie długowieczności to symbole długiego życia. Mają postać dziwacznie ukształtowanych skał lub głazów. W każdym chińskim parku lub większym ogrodzie muszą się znajdować takie skałki, często sztuczne - zrobione zręcznie przez rzemieślników.
Kapusta (baicai 白菜 lub inny rodzaj: qingcai 清菜) jest symbolem zdrowia, gdyż ich druga sylaba brzmi tak samo, jak słowo "pieniądze" albo "bogactwo" (cai 财).
Karp (li 鲤) jest między innymi symbolem szczęścia małżeńskiego i posiadania wielu dzieci. Słowo to wymawia się identycznie jak słowa: "zysk" (li 利) oraz "siła, moc" (li 力), więc ma piękne konotacje. Częstym obrazem jest wizerunek karpia płynącego pod prąd rzeki w celu znalezienia dobrego miejsca na tarło. Ten symbol zwycięskich zmagań z przeciwieństwami losu wiąże się ze starą opowieścią o tym, że każdy karp, który przepłynie w górę Smoczych Wrót (longmen 龙门) na Huang-he stanie się w nagrodę smokiem.
Kasja (cynamonowiec wonny) (gui 桂) ma taką samą wymowę, jak pojęcie "wysoka ranga" (gui 贵).
Kogut (gongji 公鸡) - druga sylaba słowa jest wymawiana tak samo, jak "szczęśliwy" lub "pomyślny" (ji 吉). A zwrot "pianie koguta" (gong ming 公鸣) brzmi w chińskim uchu jak "zasługi i sława" (gong ming 功名).
Kot (mao 猫) symbolizuje długowieczność, bo to słowo wymawia się identycznie jak słowo "osiemdziesięciolatek" (mao 耄).
Krab (xie 蟹) oraz słowo "harmonia" (xie 协) są wymawiane tak samo. Krab symbolizuje więc czasem "potrzebę pokoju" i warto o tym pamiętać, gdy używa się zwrotów takich, jak "spokój i harmonia" (tian xia tai ping 天下太平). Poza tym (a może nawet przede wszystkim) krab jest symbolem systemu cesarskich egzaminów na urzędnika. A to dlatego, że słowo oznaczające skorupę kraba (jia 甲) ma dodatkowe znaczenie "pierwszy" (czyli ten, który uzyskał najwyższą ocenę), używane przy oznaczaniu wyników egzaminu.
Kwiat osmantusa (gui 桂) może oznaczać "honor" lub "coś wartościowego", bo słowo ma taką samą wymowę jak słowo "wartościowy" (gui 贵).
Lakownica żółtawa (ling zhi 灵芝) - patrz Chmury.
Lew (shi 狮) jest uważany za symbol potęgi i majestatu. Słowo ma taką samą wymowę jak słowo (shi 师), oznaczające "nauczyciela", czy "mistrza" i dlatego lew może być symbolem urzędnika państwowego.
Lotos ma po chińsku dwie nazwy: (lianhua 莲花) albo (hehua 荷花). Słowo (hua 花) oznacza, zwyczajnie, kwiat. Tymczasem wymawiane tak samo słowo (lian 连) oznacza "harmonię", zaś słowo (he 和) - "ciągłość". Z tej łamigłówki wychodzi sprawa oczywista - dla Chińczyka lotos jest symbolem (lianhe 连和), czyli "ciągłej harmonii".
Małpa (houzi 猴子). Znane jest bardzo starożytne powiedzenie (ma shang feng hou 马上风猴), czyli "małpa jedzie konno [szybko] jak wiatr". Dwa pierwsze słowa tego powiedzenia (ma shang 马上) znaczą "konno, na koniu", ale mogą też znaczyć "natychmiast". Trzecia sylaba (feng 风) znaczy "wiatr", ale przy użyciu innego znaku, czytanego identycznie, (feng 封) otrzymujemy znaczenie "przyznać tytuł". Wreszcie czwarta sylaba (hou 猴), czyli "małpa" wymawia się identycznie jak słowo (hou 侯) "markiz", czyli "wysokiej rangi urzędnik". Tak więc małpa jadąca konno jest rozumiana jako życzenie natychmiastowego awansu na wysokiej rangi urzędnika państwowego.
Motyl (hudie 蝴蝶) jest symbolem długowieczności, bo drugi znak (die 蝶) w tym słowie jest wymawiany identycznie jak znak (die 耋) oznaczający "wiek równy 70 lub 80 lat".
Narcyz (shuixian 水仙) dosłownie znaczy "wodny nieśmiertelny". Chińczyk łączy zwykle z narcyzem jeszcze dwie rzeczy: bambus i kamień (długowieczności), bo dla niego to oczywisty kalambur: (shuixian zhu changshou shi 水仙竹长寿石), czyli "narcyz bambus kamień długowieczności" można przecież spokojnie rozumieć jako (shuixian zhu changshou 水仙祝长寿), czyli "nieśmiertelni życzą [ci] długiego życia".
Niedźwiedź (xiong 熊) pokazywany jest najczęściej w połączeniu z sokołem (ying 鹰), bo te słowa razem (w kolejności: sokół-niedźwiedź) brzmią niczym słowo "bohater" (yingxiong 英雄).
Nietoperz jest symbolem szczęścia (szczegóły omawiano w tekście z 11.12.2013), zwłaszcza taki do góry nogami. A już zwrot "nietoperz spada z nieba" (fuzi tianlai 蝠子天来) brzmi przecież dokładnie jakby ktoś mówił "szczęście spada z nieba" (fuzi tianlai 福子天来). Dwa nietoperze pyszczek w pyszczek oznaczają podwojenie szczęścia i powodzenia. A już wyobrażenie pięciu nietoperzy (np. na amuletach lub obrazkach) oznacza pięć błogosławieństw, a dokładnie: długowieczność, bogactwo, zdrowie, cnotę i osiągnięcie naturalnej śmierci w wieku podeszłym. Wspomniane amulety miały zwykle postać monety z dziurką (yanqian 眼钱), więc wyobrażenie nietoperza na takim amulecie - dosłownie "nietoperz na amulecie" (fu zai yan qian 蝠在眼钱) można było odczytać jako "szczęście przed oczyma" (fu zai yan qian 福在眼前).
Okrągły (yuan 圆) wymawia się identycznie jak słowo "pierwszy" (yuan 元), więc coś okrągłego daje skojarzenia z pierwszeństwem. W tym przypadku "pierwszy" odnosi się do najlepiej zdającego w cesarskim systemie egzaminów na urzędnika. A jeśli jeszcze doda się do tego liczebnik "trzy" (san 三), to razem wyjdzie życzenie, aby adresat zajął pierwsze miejsce we wszystkich trzech poziomach egzaminów (san yuan 三元).
Pająk (zhizhu 蜘蛛) budzi oczywiste skojarzenie ze słowem "szczęście" (xi 喜), a to dlatego, że można też nań mówić (xizi 蟢子). Dlatego dla Chińczyka widok pająka opuszczającego się na nitce ze swej sieci kojarzy się jednoznacznie ze "szczęściem spadającym z nieba".
Paw całkiem niespodziewanie bez żadnych słownych kalamburów jest po prostu symbolem piękna i godności oraz pożądania pokoju i powodzenia.
Pierożki (jiaozi 饺子) były omówione 11.12.2013. Poza konotacjami seksualnymi mają jeszcze inne znaczenia. Trzeba jednak pamiętać, że w dawnych Chinach były w obiegu pieniężnym sztabki srebra i złota o kształcie łódeczek, chociaż niektórym kojarzyły się one raczej z pierożkami. Tak więc pierożki mogą Chińczykowi nasuwać na myśl bogactwo poprzez skojarzenie z kształtem kawałków drogich metali, tzw. yuanbao (元宝).
Pomarańcze (ju 桔) symbolizują bogactwo i powodzenie, a to z powodu ich złotego koloru. Oprócz tego dobrze jest przyjrzeć się budowie samego znaku, jakim zapisuje się to słowo (桔). Widać jak na dłoni, że znak składa się z dwóch części. Po lewej mamy "drzewo" (mu 木), zaś po prawej "pomyślność" (ji 吉). Razem nic innego, jak "drzewo pomyślności".
Róg nosorożca (xijiao 犀角) jest symbolem szczęścia, bo pierwsza sylaba (xi 犀) wymawia się jak słowo "szczęście"(xi 喜).
Ryba (yu 鱼) jest wymawiana dokładnie tak, jak słowo "obfitość" lub "nadmiar" (yu 余). Dlatego Chińczycy chętnie łącza rybę z innymi symbolami, uwielokrotniając tym samym ich znaczenie - otrzymując w wyniku tego "jeszcze więcej szczęścia, powodzenia, długich lat życia, dzieci itd.".
Siekiera (fu 斧) jest wymawiana tak samo, jak "szczęście" (fu 福) a jako broń jest symbolem siły i zdolności do karania. Też ładnie.
Siodło (an 鞍) jest symbolem "pokoju" (an 安) w znaczeniu braku wojny, bo wymowa obydwu słów jest taka sama.
Sokół - patrz Niedźwiedź.
Sroka (xique 喜鹊) też została już omówiona 11.12.2013. Jest symbolem szczęścia, dlatego przedstawiona "do góry nogami" oznacza "nadchodzące szczęście". Jeśli powie się "szczęśliwy ptak na gałęzi śliwy" (xi shang mei shao 喜上梅稍), to można to jednocześnie zrozumieć jako zwrot "szczęście po brwi" (xi shang mei shao 喜上眉稍), oznaczający w Chinach pełnię szczęścia. Zgadzam się, że "ptak" nie jest równoznaczny ze "sroką", ale gdzieś chciałem ten zwrot umieścić.
Szóstka (6) uważana jest za szczęśliwą liczbę, bo ten znak (liu 六) ma wymowę podobną do słowa "dobrobyt" (lu 禄). W miejscach, gdzie chce się liczbę sześć zapisać w sposób bardziej dostojny (albo po to, żeby trudniej było sfałszować jakąś umowę), szóstkę zapisuje się nie jako (六) tylko w specjalnej formie (陆), a wtedy podobno zmienia się też jej wymowa i staje się ona absolutnie zgodna z brzmieniem słowa "dobrobyt". A ponieważ wymowa zwykłej "szóstki" (liu 六) jest podobna do wymowy słowa "płynąć" (liu 流), więc jasnym dla Chińczyka jest, że to symbol "pójścia gładko". Istnieje skostniały zwrot życzeń (liu liu da shun 六六大顺), znaczący "wszystko pójdzie gładko z szóstką". Z tego powodu, jeśli tylko można, ważne zdarzenia (np. otwarcie firmy czy ślub bliskich) planuje się na szósty dzień miesiąca. A gdyby jeszcze udało się to zrobić szóstego dnia szóstego miesiąca, to by dopiero było dobrze!
Tygrys (hu 虎) ma taką samą wymowę jak słowo "chronić" (hu 护), więc też kojarzy się nieźle.
Tykwa (hulu 葫芦) jest symbolem odstraszania złych duchów dlatego, że pierwsza sylaba słowa jest wymawiana identycznie jak słowo "chronić" (hu 护). Dodatkowa przewaga jest to, że tak samo wymawia się inne miłe słowo: "błogosławieństwo" (hu 祜). Podobno w niektórych dialektach słowo "tykwa" wymawia się odmiennie (fulu), a to brzmi zupełnie jak "szczęście i ranga (urzędnicza)" (fulu 福禄). Nie znalazłem jednak danych, w których prowincjach taka wymowa obowiązuje.
Ważka (qingting 蜻蜓) to wcielenie konfucjańskiej idei czystości charakteru, bo brzmi podobnie do słowa "czysty, jasny" (qing 清).
Wstążka (dai 带) ma także znaczenie "nieść". Taką samą wymowę ma słowo "pokolenie" (dai 代). Gdy wstążka łączy dwa lub więcej inne pomyślne symbole, wówczas ukryte znaczenie takiego połączenia to "przekazanie ich [szczęścia, powodzenia, bogactwa etc.] następnym pokoleniom". Jeśli ma się medal, pieczęć lub amulet na wstążce, to jej chińska nazwa brzmi (shou dai 绶带). Słowo (shou 绶) wymawia się prawie tak samo, jak słowo "długowieczność" (shou 寿), a skoro słowo "wstążka" (dai 带) jest wymawiana tak samo jak słowo "pokolenia" (dai 代) więc ukryte znaczenie takiego typu wstążki to "długowieczność na pokolenia".
Złota rybka (jinyu 金鱼) jest symbolem bogactwa, bo pierwszy znak to "złoto" (jin 金), a drugi, po pierwsze brzmi tak, jak słowo "jadeit" (yu 玉), który jest wyjątkowo ceniony w Chinach, a po drugie jego wymowa nasuwa znaczenie "obfitości" lub "nadmiaru" (yu 余) - patrz też hasło Ryba.
Żuraw (he 鹤) ma, według chińskich wierzeń, osiągać wiek bardzo podeszły i dlatego jest symbolem długowieczności. Jego białe pióra symbolizują to samo. Mówi się, że dusze zmarłych dostają się do niebios właśnie na żurawiach. Poza tym na tych ptakach jeżdżą też duchy i nieśmiertelni. Motyw żurawia był chętnie używany na oficjalnych szatach dostojników. Wreszcie tak samo wymawia się słowo "harmonia" (he 合). Jakby tego wszystkiego było mało, czasem stosuje się żurawia jako symbol dobrego i harmonijnego małżeństwa.

Czuję, że w zapale popularyzatorskim nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Swoją drogą - jeśli ktoś doczytał aż do tego miejsca, to musi się faktycznie tą swoistą kulturą interesować.

O tym, że specyficznie egzotyczne potrawy godne Dalekiego Wschodu trafiają się także w najbogatszych europejskich krajach; 20.12.2013

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy przejazdem w Chinach, siedzimy w restauracji, a w dłoniach dzierżymy menu, które jest dwujęzyczne - wszystkie chińskie nazwy są przetłumaczone na angielski. Jeżeli zamówimy "pachnące mięso" to potrawa, którą dostaniemy na talerzu to będzie autentyczna psina (nie należy jednak bać się na zapas dania "paski mięsa o zapachu ryby", bo to na pewno będzie banalna wieprzowina). Często restaurator wcale niczego nie ukrywa i w karcie psina będzie pokazana otwartym tekstem, a czasem będzie się używać tradycyjnej nazwy potrawy, bo przecież wszyscy wiedzą, że poetyczna fraza pełna smoków, feniksów, czy tygrysów oznacza danie z psiną. Pies opasowy jest oczywistą częścią krajobrazu Chin, Korei, Wietnamu i w ogóle Dalekiego Wschodu.

Nawet w Chinach są jednak ludzie, którzy krytykują jedzenie psów (i kotów też). Internetowa lista przeciwników kulinarnego wykorzystania psów liczy już sobie podobno 42.000 ludzi. Jak na państwo o ludności około 1,35 miliarda to niewiele (bo zaledwie 0,003%), ale nie darmo na Dalekim Wschodzie mówi się, że każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Ci zapaleńcy wyrzekają się na piśmie jedzenia psiny - zupełnie jak nasza młodzież swego czasu podczas pobytu w oazach wyrzekała się pisemnie picia alkoholu, palenia i płciowania.

Jak można jeść psa, tego przyjaciela człowieka? - pytamy pełni zgrozy, kiwając głową nad postępowaniem ludów krajów egzotycznych. Tymczasem prawie za miedzą mamy dokładnie takie samo kulinarne traktowanie tego zwierzęcia. Appenzell i St. Gallen to, w końcu, kantony obrzydliwie bogatej i niewątpliwie europejskiej Szwajcarii. A tam zajadają się bez żadnego wstydu daniem zwanym gedörrtes Hundefleisch.

Oto przepis:
Powiesić sprawioną psią tuszkę na 8 do 10 dni, w temperaturze około 2 [deg C], a następnie wytrybować ją, zachowując tak duże kawałki, jak to możliwe. Kawałki te ułożyć w dębowych beczkach w następującej mieszaninie na bazie soli kuchennej (na każde 9 [kg] mięsa użyć: 200 [g] soli NaCl, 4,5 [g] saletry potasowej KNO3 [czyli E252], 10 [g] cukru, 10 [g] pokruszonego czarnego pieprzu i 1/2 liścia laurowego) i trzymać przez 7 dni w temperaturze 7 do 10 [deg C]. Co dwa dni przekładać kawałki mięsa, kładąc na dół beczek te, które były na górze i na odwrót. Mięso zacznie puszczać ciecz. Po upływie 7 dni do powstałej solanki dodać czerwone wino z pokruszonym czosnkiem [na oko, ale nie za dużo] i pozostawić na kilka kolejnych dni. Po takim przygotowaniu mięso umyć w ciepłej wodzie, ale go w niej nie zostawiać do namoknięcia. Następnie prasować kawałki przez 5 do 6 tygodni pomiędzy dwiema płytami pod obciążeniem w pomieszczeniu o temperaturze 10-13 [deg C] i wilgotności 72-75 [%]. Po tym czasie powiesić kawałki mięsa swobodnie w tym samym pomieszczeniu (suszarni) na kolejne 1,5 do 4,5 miesięcy (w zależności od ich wielkości). Tradycyjnie suszone psie mięso serwuje się pokrojone w cienkie jak papier plasterki. Mahlzeit.

O liczącym sobie ponad osiemset lat zwięzłym do bólu opisie szczęść - i to od razu aż czterech; 27.12.2013

Żyjący w czasach dynastii Song niejaki Hong Mai (1123-1202) nie jest jakimś powszechnie znanym poetą, bo nie ma (przynajmniej w tej chwili) swojego hasła w wikipedii. Nie wiem nawet, czy był poetą płodnym. Wiadomo za to, że był uczonym, który nie bał się krytykować katalogu znalezisk archeologicznych, spisanego na dworze cesarskim. Przypisuje mu się wiersz (typu jueju) zatytułowany "Cztery szczęścia". Darujmy sobie oryginał i od razu przejdźmy do rozkoszowania się tłumaczeniem.

Hong Mai: Cztery szczęścia
Słodki deszcz po długiej suszy
Spotkanie przyjaciela w odległym miejscu
Noc zapalenia świecy w komnacie nowożeńców
Odnalezienie nazwiska na liście tych, którzy zdali egzamin cesarski


Poprzedni rozdział‚

Spis treści

Następny rozdział‚


© YPY - Strona utworzona i publikowana 28.04.2019